IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Polana leśna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Devan Eyrienden
avatar
Wilkołak
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 402

Doświadczenie : 294

PisanieTemat: Polana leśna   Wto 28 Lut - 15:59


☼  Polana leśna ☼



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Sob 27 Kwi - 10:46

Gwiżdżąc tylko sobie znaną melodię, nieświadom dokąd idzie, przedzierał się, a właściwie toczył przez zarośla, młody mężczyzna. Miał na sobie coś, co kiedyś było zapewne koszulą, teraz przypominające kawałek rozdartego materiału. Prawy rękaw gdzieś się zapodział, a na piersi widać było efekt zabawy jakimś ostrym narzędziem. Bynajmniej, to nie Karl się nim zabawiał. Choć kto go tam wie...
Mimo wszystko, były to jednak ślady niedawno stocznonej bitki. Nie licząc wielkiej plamy po piwie na spodniach i tych kilku rozdarć na koszuli, można było uznać, że mężczyzna nie odniósł żadnych poważnych strat. Brak siniaków pod oczami, brak ran na odsłoniętym ramieniu, no i brak krwi, świadczącej, że bawiący się jakimś nożem... ktoś dosięgnął ciała Karlada. Dobry humor, wydającego z siebie pozbawioną taktu melodię, ostatecznie potwierdza fakt, że mężczyzna nie stracił ani pieniędzy, ani zębów.
Jego krok świadczył, że siedział w karczmie ładne pare godzin, a wyszedł... Stosunkowo niedawno. Jednak idąc, zdawał się drzemać, toteż nie wiadomo ile godzin już tak odpływał, powracał i znowu odpływał. Niewiele brakowało, by gorzej skończyła się dla niego ta przechadzka przez poszycie, niż tamta, pewnie zapomniana już zabawa. Miał ku temu wiele okazji, potykając się o jeżyny, wpadając na ich krzaki i cudem wychodząc z tego cało.
Dokąd szedł? Zanieść jakąś wiadomość? List, podarek, czy słowo? Gdzie ma to stare, czarne pudełko od jeszcze starszej Irminy dla jeeeszcze starsze...
- Eeej... - wyrwało mu się, gdy, macając się po piersi, stwierdził, że nie ma przy sobie żadnego pudełka, a jego koszula jest troszkę niezdatna do użytku. Odwrócił się gwałtownie, jakby chciał się zorientować, czy nikt za nim nie idzie, sprawdzając jednocześnie pas. Sztylet był na miejscu. A co ważniejsze - manierka także. Wtedy dotarło do niego, że właśnie wraca z leśnej gospody "Warnett". Westchnął, odwrócił się w stronę, w którą wcześniej zmierzał, i ponownie ruszył przed siebie, znowu spokojny i w dobrym humorze.
W pewnym momencie coś walnęło go w twarz. Zasłonił ją odruchowo ręką, cofając się o dwa kroki, i dopiero po kilku sekundach doszedł do wniosku, że to tylko promienie słoneczne, przedostające się przez rzadziej rosnące w tym miejscu drzewa. No tak, było rano, a nawet już nieco dalej. Tylko dlaczego to słońce musi być takie jasne?
Odsunął dłoń od twarzy i zrobił kilka kroków naprzód. I kilka następnych. I znowu. Aż stwierdził, że drzewa się skończyły, a ich miejsce zajęły połacie wielkich traw. Owady grały odrobinę zbyt głośno, jednak tak monotonnie i ciągle, że po chwili można było się przyzwyczaić. Z trudem, ale jednak.
Zrobił kilka następnych kroków, po czym potknął się o kopiec kreta, następnie nadepnął na wywrwę w ziemi i ostatecznie padł jak długi twarzą w suchą trawę. Przyjemnie ciepłą... I miękką. Odwrócił się na plecy i zamknął oczy. Nie miał ochoty wstać. Nie miał siły wstać.
Poleży sobie troszkę. Tylko chwilę. Potem zabierze się do pracy. Ale teraz odpocznie.
Chwilkę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Sob 27 Kwi - 14:36

Co robiła na ziemiach wilkołaków? Szukała kłopotów, jak zawsze. Nie byłaby sobie gdyby zdecydowała się na bezstresowy tryb życia, pozbawiony adrenaliny i pełen w stabilizację. Reinmar miał rację. Była uzależniona od niebezpieczeństwa, czuła wewnętrzną potrzebę zsyłania na siebie problemów. Była jak magnes na wszelkiego rodzaju niedogodności losu. Z własnego wyboru zresztą. Teraz akurat, przedzierając się przez las Warnett, nie wpadła na stada zwierząt, które miała nadzieję tu spotkać i upolować. Nie, ona ze swoim szczęściem natknęła się na nieznajomego mężczyznę. Mężczyznę, którego na razie obserwowała z oddalenia, wsparta plecami o drzewo za sobą. Istniało niebezpieczeństwo, że mężczyzna ten potencjalnie może być jej wrogiem. Małe, ale było. Znaczy, małe dla niej, bo chyba lubiła wierzyć, ze jej urok osobisty potrafi ją przed takim zagrożeniem ochronić. W przeciętnym przypadku człowieka, który zbłądził na cudzych terenach, to zagrożenie pewnie byłoby większe. Bacznie taksując spojrzeniem nieznajomego, doszła jednak do wniosku, że największe zagrożenie stwarzał on dla siebie nawzajem. Potknął się o krzak Jerzyn, wpadł na kolejny krzew, stoczył walkę z promieniami słonecznymi, wyciagnął największą ciężką broń – taktyczny zwrot. Wytoczył się z lasu lądując twarzą na trawie, a potem skapitulował. Chyba. Jeśli jeszcze moment temu miała jakiekolwiek obawy do kontaktów z tym mężczyzną, teraz ulotniły się one wraz z jego trzeźwością, której chyba nie miał za wiele. Uśmiechnęła się ironicznie pod nosem, zakładając, jak dotąd trzymany w gotowości, łuk na plecy i ruszyła w jego kierunku.
Kucnęła dokładnie przed nim, dziwiąc się właściwie, czemu wcześniej jej nie zauważył.
- Witam – mruknęła melodyjnie, z mocnym elfim akcentem, wpatrując się w jego zamglone tęczówki oczu. W przeciwieństwie do niego, jej były wyraziste, raziły swoim intensywnym kolorem, kiedy spoglądała na niego natarczywie.
- Dobrze się czujesz? – zakpiła, w typowy dla siebie sposób, intonując wypowiedź na słowa pozbawione cienia ironii.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Sob 27 Kwi - 19:41

Zdrzemnął się? Chyba nie. Na pewno zamknął oczy i poddał się tej niesamowitej przyjemności nic nierobienia, ale zasnąć nie zdążył. Nawet on nie jest tak bardzo beztroski, by spać zaraz po zamknięciu oczu. Zapewne chciałby - przecież się i starał. Świat jest brutalny.
Nie słyszał, jak kobieta się zbliżała. Nawet jej nie poczuł! A powinien, wszak jest wilkiem - jego zmysły są odrobinę lepsze, niż chociażby ludzkie. Jednak gdyby tak wysilić pamięć... Jest wilkiem? Czy człowiekiem? Zmienił się, czy nie? Nie miał pojęcia. Cóż, alkohol czasem ogłupia. Więcej alkoholu równa się brakowi zorientowania w tym, czym się jest: młodym, bezsierstnym mężczyzną, czy wielkim, włochatym wilczyskiem. Tak. Przynajmniej w przypadku Karla, który leży sobie w wielkiej trawie na polanie w podartej koszuli i parujących w słońcu piwem spodniach, marząc o chwili ciszy. Na polanie, oddalonej od domu o wiele mil, na którą zawędrował w półtransie.
Byłby i się wystraszył, gdyby nie podejrzewał, że śni. Jakiś świerszcz zamilkł właśnie niedaleko prawego ucha Karlada, dzięki czemu błoga, przyjemna cisza zalała jego umysł, aż tu nagle pojawia się cień i usuwa mu czerwień spod powiek - co akurat było miłe - a kobiecy głos wita i pyta o samopoczucie - na to również nie narzeka. Mógłby podskoczyć i zerwać się na nogi z powodu nagłości tego zdarzenia, jednak zamiast tego westchnął cichutko i otworzył oczy.
No tak, ma problem. To sen, czy może już zaświaty? Umarł tu, na tej głupiej polanie? Idiota, położył się w pełnym słońcu! Co...
-...teraz? - bąknął do zasłoniętej cieniem sylwetki kobiety. Nie widział dokładnie jej twarzy, widział tylko jasne włosy i aureolę tuż nad głową - nie pomyślał nawet, że to tylko słońce.
Przez myśl przeleciała mu bezsensowna myśl - kto teraz będzie roznosił listy i podarki tej biednej, starej Irminy? A zaraz potem kolejna, jeszcze bardziej idiotyczna - jak, do cholery, powie ojcu, że zginął, leżąc piany na łące, podczas gdy wcześniej wyszedł cało z wielu krwawych walk.
Najlepsze w tym wszystkim było to, że jego ojciec jeszcze żyje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Pon 29 Kwi - 9:26

Patrzyła na niego z niemym rozbawieniem, choć to szybko ustąpiło miejsca zniesmaczeniu, kiedy do jej nozdrzy dotarł odór alkoholu wymieszany z jego oddechem. Odsunęła się odrobinę do tyłu, opierając się na jednej dłoni za sobą. W ten sposób nie rzucała już nad nim cienia, a choć promienie słoneczne raziły go teraz po oczach, wcale nie zauważyła wielkiej zmiany w jego mimice. Jak nieprzytomnie wyglądał, tak wyglądał nadal. W dodatku nawet i majaczył. Siadła obok niego po turecku, wpatrując się w niego, jak w żywy obraz tego, jak człowiek nie powinien się staczać. Otwarcie jednak nie dawała znać o swoim zgorszeniu. Oparła się na rękach za sobą, bez cienia niecierpliwości zadając proste w swojej formie pytanie:
- Co „teraz”?
Obawiała się, że bardziej złożonych zdań mężczyzna mógłby nie zrozumieć. Zresztą, i teraz wyglądał jakby nie rozumiał. Zmieniła więc pozycję, opierając się rękoma na swoich kolanach i pochyliła się nad mężczyzną, walcząc w duchu z uderzającym zapachem trunku. Mruknęła coś konspiracyjnym szeptem do mężczyzny, licząc na to, że na tą drobną uwagę nieco otrzeźwieje. Albo przynajmniej złapie równowagę z rzeczywistością.
- Marnie wyglądasz, Spangaer [tłum. Brodaty].
Bardziej subtelnie nie była w stanie nazwać nieznajomego, bo w rzeczywistości na usta cisnęło jej się znacznie więcej sformułowań, żadne z nich nie brzmiało tak… wyrozumiale wobec niego, jak to którego użyła.
- Dawno już chyba nie rozmawiałeś z kobieta, hmmm? – kontynuowała rozmowę właściwie sama ze sobą, bo mężczyzna jej w tym wcale nie pomagał. – między mężczyznami wypada chodzić w takich łachmanach?
Zabrzmiała jakby ją to zainteresowało, choć w rzeczywistości insynuowała mu jedynie brak zadbania o siebie. Tak działała Lore’lhin. Choć wydawała się raczej beztroska i przychylna ludziom, gdzieś w każdych jej słowach czaiło się drugie dno, podtekst, którego czasem ludzie woleli by nie rozumieć.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Pon 29 Kwi - 18:12

Choć w takim stanie trudno mu było czasem logicznie myśleć, to w tej chwili bardzo szybko pojął, że znajduje się w nieco gorszym miejscu, niż owo wymarzone niebo. Czyżby pomylił drzwi gdzieś na samym początku swej drogi poza świat? Nie, nie drzwi - tunele. Tak, wlazł w zły tunel. Zamiast do nieba poszedł w jakieś niższe rejony, gdzie wcale nie znika ból i cierpienie. To trzeba mieć pecha! Albo za dużo procentów we krwi...
Ból i cierpienie. Już on dobrze wiedział, co te słowa znaczą. Jakby ktoś nagle dostał popołudniowymi promieniami słońca prosto w oczy, będąc w odrobinę złym ku temu stanie - też by je świetnie znał. Kobieta odsunęła się od niego, dopuszczając te wredne, słoneczne paskudy przez parę jego biednych oczu prosto do mózgu, gdzie zajęły się graniem na niefizycznej perkusji. Ech, to nie może być niebo. Ani żaden inny poziom... czegośtam. Po prostu przeholował z alkoholem. Znowu.
Zamknął szybko oczy i jęknął z bólu, przecierając ręką mokre od potu czoło i zasłaniając swe okna duszy. Otworzył je ostrożnie i wlepił tępawy wzrok w nieznajomą.
- Właśnie... Co? - bąknął bezmyślnie, nie zastanawiając się nawet nad intonacją jej zapytania. Próbował podnieść głowę, ale to tylko przypomniało mu o brutalności świata. Głowę trzeba oszczędzać: położył ją z powrotem na trawie i zaczął w duchu zastanawiać, co się wokół niego w ogóle dzieje.
Kobieta. Jasnowłosa. Ładna. Elfka. Siedzi. Pochyla się nad nim. Mówi coś do ucha. Na polanie. Wśród świerszczy...
Bydlaki uparcie trzepotały tymi swoimi smerdolonymi skrzydłami o tyłek, jakby starały się przejąć pierwsze skrzypce w jego małej wymyślonej orkiestrze.
Na pierwsze słowa nic nie odpowiedział, bo wiedział, że są prawdziwe. Poza tym... Chyba umiejętność tworzenia logicznych zdań została mu gdzieś po drodze odebrana. Miał w głowie lekki chaos, do tego pulsujący. Zanim dotarł do niego sens zdania o rozmowie z kobietami, nieznajoma już wypowiedziała to o ubraniu. Poczuł się troszkę zagubiony, mocno zdezorientowany i, po prostu, zaskoczony. Po pierwsze: za szybko. Po drugie: za blisko. Po trzecie: co tu jest grane?
Milczał przez chwilę, starając się trochę ogarnąć to, co kłębiło mu się w głowie. Gdy jednak dotarło do niego, że to ponad jego siły, potrząsnął nią gwałtownie i przetarł knykciami oczy. Gdy już to zrobił, podniósł się powoli na łokciach, rozejrzał w milczeniu i, naprawdę starając się oprzeć chęci ponownego legnięcia na miękka trawę, w końcu zmarszczył brwi i spojrzał na kobietę. Pierwszy raz mógł wyglądać świadomie. W miarę.
- Kim jesteś? - wydusił, przypominając sobie po chwili, o czym mówiła. Zerknął na pierś, potem na nagie ramię, odepchnął się od ziemi i usiadł. Mruknął coś pod niezrozumiałego nosem, dotknąwszy ręką jednej z dziur po ostrzu, i parsknął śmiechem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Sro 1 Maj - 9:08

Las był czymś nowym dla Ari. Nawet jeśli kiedykolwiek miała z nim styczność, to raczej obserwowała go spomiędzy chmur i widywała jedynie korony drzew. Teraz znalazła się w jego wnętrzu. Pod stopami czuła miękkie i nieco wilgotne poszycie, leżące gdzieniegdzie gałązki które zauważała dopiero, gdy na nie nadepnęła. Poruszała się dość niewprawnie, przytrzymując się przy tym pni drzew, które rosły w tym miejscu dość gęsto. Nie dość, że chodzenie było dla niej nowością, to dodatkowym utrudnieniem były jej bose stopy. Kilka razy musiała się zatrzymać, żeby wyjąć spomiędzy palców malutką szyszkę, która niefortunnie leżała jej na drodze. O dziwo, nie spotkała żadnego jadowitego stworzenia, które mogłoby ją ukąsić, czy też potwora który najzwyczajniej w świecie by ją zżarł. Zupełnie jakby była chroniona. A może była?
Niestety, nie poszczęściło się jej w kwestii skrzydeł czy ubioru. Nie mając nad nimi pełnej kontroli i nie posiadając płaszcza, którym mogłaby je zakryć, jej bieluśkie skrzydła zaczynały przypominać obraz nędzy i rozpaczy. Każdy mijany krzew zaczepiał się o pióra, tak więc zbierała nimi wszelkie listki, gałązki, pajęczyny i małe stworzonka. Starannie ułożone pióra przeszły do historii.
Las nie oszczędził też sukienki, w której została na ziemię zesłana. Jak się można było spodziewać, jej ubiór był w tym samym niepraktycznym kolorze co skrzydła – biały. Dół sukienki postrzępił się niemiłosiernie sprawiając, że na wysokości kolan anielicy wisiało coś na podobieństwo frędzli.
Ona sama nie traciła pogody ducha.
- Jak tutaj jest pięknie! Te wszystkie rośliny i stworzenia… ty też, mały robaczku- przemierzając las mówiła do siebie, a czasem i do czarnego żuczka, który chodził jej po ręce.- Poszukasz ze mną kogoś, kto powie mi co ja właściwie tutaj robię?
Zachwycając się każdym elementem lasu, wydawać by się mogło, że nie czuła wbitego w stopy zeszłorocznego igliwia czy też jakiś kolców. Czuła, ale starała się nie zwracać uwagi na takie drobnostki.
- Czy w tym lesie nie ma żadnej istoty, która mogłaby mi pomóc? –znów rozmawiała ze sobą. Gdyby tylko wiedziała, że znalazła się na terenie wilkołaków i gdyby jakimś cudem uznała, że to niebezpieczna sytuacja… być może wtedy mniej ochoczo szukałaby jakiegoś mieszkańca. Biedaczka nie miała o tym zielonego pojęcia, co sprawiało, że była nieustraszona. Aż po grób? Oby nie za prędko.
Idąc w bliżej nieokreślonym kierunku dotarła w końcu do skraju lasu, a przed nią rozpostarła się polanka. Popołudniowe słońce rozlewało się po niej leniwie. Wysokie trawy wyglądały w nim zupełnie jak ogień. Widok niesamowity. Anielica przystanęła na chwilę widząc to wszystko. Prawie się popłakała z radości. A już z pewnością usiadła na dużym kamieniu i kontemplowała piękno świata. Kiedy już usiadła i nie poświęcała tyle uwagi stabilnemu stawianiu nóg, poczuła, że stopy bolą ją jak diab… bardzo ją bolą. Pokłute, zadrapane i pokrwawione stopy, które dotychczas nie dotykały ziemi, prezentowały się tragicznie i tak też się czuły.
Ari zabrała się za oczyszczanie ich ze wszelkich ciał obcych, przy okazji miała też zamiar doprowadzić do porządku skrzydła. A potem musiałaby jeszcze znaleźć jakąś wodę, ale wszystko po kolei… Aby umilić sobie czas zaczęła śpiewać. Bliżej nieokreśloną pieśń. W zasadzie nuciła ją sobie, w końcu nie pamiętała żadnej piosenki ani słów, ale to zawsze coś. A dźwięk niósł się przez polankę.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Czw 2 Maj - 0:43

Nie był to głośny wybuch śmiechu, ani nawet cichy, nerwowy chichot. Ot, zwykłe parsknięcie pijanego mężczyzny, widzącego ślady swojej ostatniej zabawy. Świadomość, że znowu wyszedł cało w takim stanie potrafiła podnieść na duchu. Nie mógł trafić do swojego domu, ale bójkę przetrwał. Bogowie tylko wiedzą jak dużej części mózgu trzeba być pozbawionym, by w zamian posiadać tak wielkie szczęście.
Podrapał się po brodzie, przetarł dłonią twarz i znowu spojrzał na nieznajomą. Tym razem zatrzymał wzrok na dłużej. Przekrzywił lekko głowę, jakby badając jakiś tajemniczy obraz w muzeum, i zmarszczył brwi. Coś do niego zaczynało docierać. Powoli, ociężale, ale w końcu zagnieździło się w świadomości. Już miał zapytać, dlaczego na terenie wilkołaków widzi elfią kobietę, gdy nagle coś usłyszał.
Jest i zawsze był mistrzem przebywania w TU i TERAZ - w jednej chwili wszystkie myśli o elfce, szczęściu, koszuli i bójce uleciały w przestrzeń, zastąpiła je tylko jedna: co, u licha?
Przekręcił głowę o kilka stopni w stronę, z której dobiegł go nowy, nieznany dźwięk. Świat zawirował, przez co omal nie runął twarzą w ziemię, jednak w ostatniej chwili zaparł się rękoma. Mruknął z irytacją, odepchnął się i... podarł resztki koszuli. Zahaczyła o jakąś gałązkę czy patyk, nieważne. Ważne, że w miarę gdy Karlad oddalał się od ziemi, w przestrzeni roznosił się dźwięk rwanego materiału. Gdy był już w pionie, z "dwuwymiarowej" rany po nożu zrobiła się trójwymiarowa i trójkątna dziura. Szarpnął zwisający skrawek i z cichym pomrukiem pozbawił się górnego ubioru całkowicie. Odrzucił go, wstał (w lekkim rozkroku, by lepiej utrzymać równowagę), wytrzepał się z trawy i potrząsnął głową, chcąc pozbyć się otępienia. Gdy przeszył go piorun bólu, zaprzestał natychmiast.
Nadstawił uszu i znowu to usłyszał. Coś, ktoś, gdzieś, mruczy, mamrocze, śpiewa - zamknął oczy i starał się nie poruszać ani odrobinę. Musiał mieć pewność, czy to nie ta parszywa orkiestra wewnątrz jego głupiego łba. W miarę czasu nieznany głos cichł, a na pierwszy plan wychodziły jego przyjaciele - świerszcze. Czuł, jak nerw nad powieką zaczyna mu drgać, ale postanowił, że się nie da. Otworzył oczy i zacisnął pięści. Po chwili je rozluźnił, odetchnął i zrobił kilka powolnych kroków naprzód.
Wcale nie zastanawiał się nad tym, że od samego początku zachowuje się jak świr. Oczywiście z zewnątrz. Wewnętrznie to wszystko miało jakiś chory sens. Ale inni zwykle wszystko widzieli... inaczej, niż on sam. To całkiem logiczne. Dlatego nie zawracał sobie głowy tym, że elfka mogła uznać go za niezrównoważonego. Tak naprawdę chyba nawet nie do końca wierzył, że ktokolwiek tam był z nim. Tak za nim, jak i przed. Dlaczego niby kobieta miałaby się zapuszczać na te ziemie samotnie? Dlaczego ktokolwiek/cokolwiek miałoby tutaj urządzić sobie pomrukiwanko? To pewnie sen.
Oczywiście on się nad tym nie zastanawiał. Nawet jeśli te myśli pojawiły się w jego głowie, to bardzo szybko zniknęły. Teraz panował tam chaos. Minie kilka godzin, zanim to się zmieni. Do tego czasu jeszcze wiele razy zrobi coś, co z zewnątrz będzie wyglądać dziwnie.
Przeszedł kilkanaście metrów w stronę dźwięku, jak za nocną marą - wiedziony syrenim śpiewem prosto ku skalnym zębiskom, by utonąć w bezdennej otchłani moskiej. Albo ku pięknej syrence, pragnącej towarzystwa. Tak, to sen.
Robił to bezmyślnie. Miał ochotę warknąć na świerszcze by się zamknęły, bo chciał usilnie dowiedzieć się co to za muzyka. To może być piękny sen. Albo koszmar. Jeśli jednak nie śni - może jakaś muza zeszła na ziemię specjalnie dla niego? Albo totalnie zwariował. Wiele mówi się o osobach, które słyszą głosy. Gdyby jego nawiedzała muzyka, byłby tylko troszkę mniej chory od tych, którzy całkiem sensownie gadają z duchami.
Gdy dotarł wreszcie do miejsca, z którego dojrzał kamień i niebieskowłosą kobietę, omal nie przewrócił się po raz n-ty tego dnia. Nogi zaparły się w pokracznym rozkroku, który ostatecznie uratował Karla przed upadkiem.
- O, w mordę... - rzucił, łapiąc się za pierś. Przez chwilę stał w bezruchu, czekając, aż zdolność myślenia ponownie się włączy, po czym odchrząknął, stanął prosto i dodał: - Prze...przepraszam bardzo, ale pani się chyba spóźniła... odrobinkę... - wybełkotał, zerkając przez ramię.
Czyli nie żyje. Ale jeśli tak, to kim była elfka, która go powitała? Kim jest? Nadal jest? Tam? A tu? Ta? Skrzydła. Ma skrzydła, najprawdziwsze, angelskie skrzydła. I białą suknie. Tamta nie miała skrzydeł. I przyszła po niego pierwsza. Powinien się bać? Która go zabierze? Dokąd?
W jakiś tajemniczy sposób nagle jego myśli zaczęły być bardziej jasne i dostrzegalne, choć pędziły szybciej, niż kiedykolwiek. Przełknął głośno ślinę, zrobił kilka szybkich kroków w stronę anielicy i obejrzał się ponownie przez ramię. Nerwowo.
- Czy... - zaczął, ale nie do końca wiedział jak skończyć. Odczekał chwilę, spojrzał na niebieskowłosą i spytał: - Co teraz? - zdecydował, że najlepiej zacząć od początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Czw 2 Maj - 18:59

- Spóźniłam się -odparła uśmiechając się promiennie do nieznajomego.- Bardzo przepraszam za spóźnienie, tylko... na co się właściwie spóźniłam?
W chwili, gdy nieznajomy do niej podszedł, zdążyła już uporać się z kolcami. Nogi bolały ją jak nigdy w życiu. Nic dziwnego, skoro był to jej pierwszy dzień tak intensywnego używania nóg. Ba, nie zakończył się jeszcze, a ona już miała dosyć. Zupełnie zapomniała o tym, że mogłaby użyć skrzydeł, ale też zapomniała jak się ich uzywa. Gdyby tylko istniał szybki sposób, aby móc ich używać!
- Mam nadzieję że nie byłam niegrzeczna i nie sprawiłam ci przykrości. Czy spóźniłam się na coś ważnego?
Gdyby tylko wiedziała o czym rozmyślał wilkołak! Gdyby wiedziała, że biedak ubzdurał sobie, że nie żyje! Wtedy z pewnością uznałaby swoje zachowanie za niegrzeczne, ba za niewybaczalne. Bo co jak co, ale żartów z pogrzebu robić nie można, a gdy trzeba kogoś przeprowadzić na drugą stronę, nie wolno narażać go na czekanie w samotności.
Siedząc na kamieniu czuła się dosyć komfortowo w pierwszych chwilach spotkania z nieznajomym. Z każdym jego krokiem w jej stronę musiała coraz wyżej zadzierać głowę, aż w końcu mogła oprzeć ją o skrzydła. No tak, kamień nie był wielkim głazem, a facet wręcz odwrotnie. Dlatego, gdy już zatrzymał się w pewnej odległości od anielicy, jej głowa znajdowała się na wysokości jego... no właśnie.
Podniosła się więc i weszła na kamień, co by nie zostawać tak w dole. Wydała przy tym z siebie całkiem cichy pomruk bólu, nogi dawały jej o sobie znać.
- Chodzenie po lesie musze dopracować -mrukneła sama do siebie, a zaraz potem nadal z głową odchyloną do góry kontynuowała rozmowę z mężczyzną.- Teraz... chyba potrzebuję wody. Tak, woda jest ważna. Wiesz może, gdzie ją znajdę?
Zamilkła na chwilę i zmarszczyła czoło. Cały czas usilnie starała się przypomnieć sobie dlaczego się spóźniła, na co się właściwie spóźniła i kim był ten mężczyzna który twierdził, że była spóźniona. Aby sobie pomóc przyjrzała się uważnie osobnikowi. Pierwsze, co rzuciło się jej w oczy to broda. Ba, zauważyła już ją wcześniej. Zarost zajmował mniej więcej połowę jego twarzy. Broda wyglądała na jedna z tych, w których można przechowywać na później resztki jedzenia. Gdyby była jeszcze trochę dłuższa, pewnie zmieściłby się w niej nawet średniej wielkości por, bo dlaczego by nie?
Zaraz po tym zarejestrowała brak koszuli, ale nie zdziwiło jej to zbytnio. Stwierdziła nawet, że taki stan rzeczy pasuje idealnie do brody i że widocznie tak miało być.
To, że mężczyzna wyglądał na całkowicie zbitego z tropu i niepewnego wcale nie pomogło odblokować jej pamięci. A to, że ledwo trzymał się na nogach sprawiło, że zrobiło się jej go żal. Fala współczucia zalała anielicę a przez jej ciało przeszły dreszcze. On zdawał się byc bezsilny, a ona czując to zrozumiała, że musi mu jakoś pomóc. Z tych rozważań wytrącił ją powracający ból głowy. Znak, że nie powinna tak usilnie próbować o czymkolwiek sobie przypominać na własną rękę.
- My się znamy, tak? -postanowiła się jeszcze upewnić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Czw 2 Maj - 21:16

Gdyby był odrobinę bardziej trzeźwy, zdziwiłyby go słowa kobiety. Nie wiedziała o czym do niej mówi, na co się spóźniła, dlaczego po niego przyszła. Sprawiała wrażenie równie zdezorientowanej, jak on sam. Choć nie, nie zdezorientowanej - niepewnej. Jak gdyby dopiero co spadła z nieba w miejscu oddzielonym od docelowego ścianą drzew. Jak anielica mogła nie wiedzieć, że umarł i musi go zabrać? A co, jeśli po niego jednak nie przyszła?
Ale kumpel alkohol nadal działał - cała ta sytuacja nieco go otrzeźwiła, ale widać niewystarczająco - a czytać w myślach nie potrafił. I chwała bogom. Gdyby dowiedział się, że kobieta wcale po niego nie przyszła, jeszcze wpadłby w rozpacz/załamanie/umarłby ze strachu... a tego tylko mu brakowało, taa. Jeszcze nigdy wcześniej wizja kąpieli w piekielnych ogniach nie wydawała mu się tak bliska i żywa, jak teraz. Nie chciał tego. Bardzo.
Już miał odpowiedzieć Niebieskowłosej, gdy ta podniosła się i stanęła na kamieniu, zrówując swoją twarz z jego. No, prawie. Hmm. Miała też niebieskie oczy. Włosy i oczy. Czy to nie dziwne? Reszta taka jasna, biała, delikatna, niewinna... A oczy i włosy niebieskie. Jak woda. Spokojne. Ale groźne. Ciekawe.
Długo jeszcze by tak stał z na wpół otwartymi ustami i wlepiał wzrok w nieznajomą, rozmyślając nad symboliką niebieskiego koloru, ale zadała ona pytanie i wypadało odpowiedzieć. Pytała o wodę. Ciekawe.
Po co aniołom woda w zaświatach?
Nie jego sprawa.
- Tam... Tam gdzieś jest wodospad - odpowiedział, wskazując dłonią kierunek. - I sadzawka - dodał, przysuwając dłoń do twarzy i pocierając się o prawe poliko. Skrzywił przy tym lekko głowę, ale nie spuszczał wzroku z Niebieskowłosej. Niebieskookiej. Niebieskowłosookiej. Teraz studiował jej sukienkę.
Gdy przypomniał sobie, co chciał wcześniej powiedzieć, szybko podniósł wzrok na poziom jej oczu i wymamrotał:
- Aha, nie, nie... Nic się nie stało, jakich kłopotów, hah. Minuta wtą czy wtą... I tak nie miałem nic do roboty. - Zaśmiał się krótko, teraz pocierając ręką kark. Nie, żeby coś go swędziało (może trochę przez tą trawę), po prostu takie miał odruchy. Tiki. Gdy się denerwował, lubił podrapać się w strategicznych miejscach. Przynajmniej nie mówił jakoś szybko i nieskładnie. Oczywiście język trochę mu się plątał, ale wpływało to raczej na intonację, niż dobór słów. Ale przecież nie żyje, to chyba powinien być już trzeźwy, tak? Raczej tak. To trudne, w końcu za życia przyzwyczaił się do stanu nietrzeźwości. Ale da radę. Na pewno.
- Pewnie... tak - odpowiedział na ostatnie pytanie, lekko się wahając. Równie dobrze mogło to zabrzmieć "pewnie się znamy", jak i "no pewnie, znamy się", ale nad tym się nie zastanawiał. Chyba go znała, w końcu po niego przyszła. Tak sądził. Bo czemuby nie?
Otworzył usta, by coś dodać, ale po chwili je zamknął. Trochę był zakłopotany, w końcu nieczęsto człek szykuje się do odejścia. Nie wiedział co powiedzieć. Ale po chwili powróciły do niego myśli o elfce, ze zdwojoną siłą. A co, jeśli miała go zabrać gdzieś, gdzie nie chciałby pójść? A co, jeśli zaraz po niego przyjdzie? To zachęciło go, by jednak podjął dialog.
- No! - Gwałtownie się wyprostował, ręce złączył za plecami jak młodzieniec i ponownie bardzo starał się, by nie spojrzeć za plecy. - To dokąd idziemy? - Uśmiechnął się, jakby wybierał się na wycieczkę, maskując tym samym strach, który czaił się gdzieś w brzuchu. I lekkie podniecenie.
Może powinien zmienić się w wilka? W końcu to jego prawdziwa forma? A teraz, gdy już niczym nie musi się przejmować, chyba może pozwolić sobie na przebywanie w normalnym stanie... Nie, poczeka. Nie wypada tak przy damie bez słowa obrastać sierścią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Czw 2 Maj - 22:07

- Dokąd idziemy? -anielica zrobiła oczy wielkie jak największa moneta honorowana w tym świecie.- To znaczy, że chcesz ze mną pójść?
No tak, jedno małe nieporozumienie rosło właśnie do niewyobrażalnych rozmiarów. Wilkowi wydawało się, że ma przed sobą podróż do wspaniałego miejsca ze swoim aniołkiem stróżem. Ari z kolei myślała, że on chce pomóc jej w poszukiwaniu wody! Jakże się można pomylić!
- Powiedz mi proszę... jak mam do ciebie mówić? Och, przepraszam, jeśli cię tym urażę, ale naprawdę nie pamiętam -smutna aniołkowa minka.- Ja jestem Ari... tak sądzę.
Jako, że nie potrafiła się smucić, a już na pewno nie umiała tego robić długo, to chwilę później uśmiech znów zagościł jej na twarzy. Zaklaskała i chciała nawet zrobić piruet, ale ani dość pochyły kamień, ani jej zdolności nie były przygotowane na taką ewentualność. Zachwiała się i już miała spadać, ale... ha! Nie, nie wpadła na nieznajomego. Co to, co nie. Nie przewróciła go na ziemię a sama nie znalazła się na nim. Po pierwsze nie miałaby takiej siły, żeby powalić rosłego mężczyznę (chociaż to zależy od stopnia upojenia delikwenta), a po drugie... nie miałaby takiej siły i już. Zamiast tego udało się jej całkiem podświadomie rozłożyć skrzydła i dzięki nim odzyskać równowagę. Ot, taka mała sztuczka.
Karygodny był stan jej piór, rozkładanie ich przy kimkolwiek, kiedy było z nich pełno listków, gałązek i paproszków, było niestosowne. Gdyby Ari kiedyś była świadkiem takiej sytuacji, z pewnością nie pochwaliłaby takiego zachowania. Ale teraz, kiedy nie pamiętała dosłownie nic, nawet nie zwróciła na to uwagi.
- Wodospad? To musi pięknie wyglądać! A w tej sadzawce są jakieś ciekawe stworzonka? Skoro idziesz ze mną, zaprowadź mnie proszę do wody -kto wie, może woda jest potrzebna do przejścia na drugą stronę?
- Ach, jak się cieszę, że cię znalazłam! -mieszanka strachu, ekscytacji i zdezorientowania, którą dostała od wilka jeszcze bardziej zamotała jej w głowie. Sprawiła, że stała się jeszcze bardziej energiczna, ale i przez to aniołek przestał nad sobą panować. Pewnie dlatego zaraz po wypowiedzeniu ostatniego zdania, ni z gruszki ni z pietruszki przytuliła się do faceta, którego imienia nawet nie znała. Tak z czystej radości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Czw 2 Maj - 23:10

Uśmiech stał się dużo bardziej szczery, gdy zobaczył zadowolenie kobiety. Zaklaskała w dłonie i mało nie brakowało, by podskoczyła z radości. Jeszcze mniej, by spadła z kamienia. To sprawiło, że Karl wyciągnął dłonie zza pleców i chciał ją złapać, ale to tylko fałszywy alarm. Złapał się za barki i odetchnął. Był zaskoczony - anielica nie znała jego imienia, ale przecież nie jest powiedziane, że musi, więc nie to było przyczyną. Dziwniejsze było, iż zdawała się być zakłopotana faktem, że go nie zna, jakby powinna. Jak gdyby myślała, że znają się w nieco innym sensie, niż takim, jaki Karl sobie wcześniej wymyślił. Do tego nie podejrzewał też, że jego obecność może komuś sprawiać tyle przyjemności. Dodać do tego okoliczności i mamy bardzo tajemniczą sytuację.
- Przecież po to tutaj przyszłaś, żebym z tobą poszedł - powiedział łagodnie i znowu się zaśmiał.
To było bardzo ciekawe. Czy tak wygląda śmierć? Człowiek budzi się jak ze snu, spotyka anioła i z nim odchodzi? Jeśli tak, to jemu trafił się wyjątkowo zabawny anioł. Ale czyż to nie wspaniale? Po śmierci można się dobrze bawić! I nie czuł bólu, żadnego dyskomfortu. Śmierć wcale nie jest widać taka zła. Jak to mawiają? Nie taki diabeł straszny... Niemal zapomniał o tym, czego obawiał się dwadzieścia sekund temu.
- Cieszę się, że... że się cieszysz, Ari... I nic nie szkodzi. Karlad, jestem Karlad. Karl. - zrobił bardzo krótką chwilę przerwy, która została przerwana przez samą Ari. - Łoch! Jej... - Cofnął się o pół kroku, ale zaraz potem wrócił na swoje miejsce, niczym zataczający się pijaczek. Hah, zabawne.
Skrzydła były niesamowite, a kobieta właśnie zdecydowała się ukazać je całe. Widać było, że właścicielka szła spory kawałek lasem, bo pełno w nich liści i gałązek (to anioły nie latają?), ale i tak robiły wrażenie. A jak mogły nie robić?! Karl, zresztą tak jak każdy, kogo znał, nie miał okazji nigdy zobaczyć anioła tak blisko siebie.
Chwilę później kobieta wtuliła się w niego. Tak po prostu. Zdezorientowany przez chwilę się nie poruszył, ale zaraz potem uniósł prawą rękę i delikatnie objął nieznajomą. Wyjątkowo to... rzeczywiste. Czuł jej dotyk, oddech, zapach, nawet bicie serca. Dotknął ostrożnie skrzydła i zdjął zeń listka. Pióra też były rzeczywiste, miękkie, delikatne. Takie prawdziwe. Wszystko było takie prawdziwe.
- Jasne, pięknie wygląda. Chętnie zaprowadzę... - Odezwał się dopiero, gdy słowa kobiety do niego dotarły i gdy odzyskał mowę. Ari ponownie, tym razem werbalnie, okazała, że cieszy się z jego obecności. Czuł, że się czerwieni, ale odchrząknął tylko i nic nie odpowiedział. Miło mu było. A jej sama obecność jakoś go... onieśmielała. Może dlatego, że miała skrzydła i najprawdopodobniej spadła z nieba?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Pią 3 Maj - 16:10

Ta sytuacja utwierdziła ją w przekonaniu, że zna Karla. Komedia pomyłek trwała w najlepsze. Karl jako jej dawny przyjaciel ochoczo zgodził się jej pomóc. Nie pamiętała go, ale być może uderzyła się będąc w lesie? To tłumaczyłoby ten potworny ból głowy. Tylko co robiła sama w lesie? Tego też nie pamiętała. A może była leśną istotą? Nie wiedziała. Zabawnie jest tak nie pamiętać niczego. Ani kim się jest, ani CZYM się jest. Skrzydła? Och, pewnie każdy je ma. Karl nie ma? No więc pewnie prawie każdy je ma.
Wolała jednak nie pytać czym jest, żeby nie wyszło na jaw, że wszystko wypadło jej z głowy. Poza tym wystarczyło jej to, że znalazła kogoś przyjaznego. Tego postanowiła się trzymać.
- Myślę, że… możesz już mnie puścić –ona przytuliła się napędzana jakimiś emocjami, ale to on ją objął i zaczął na dodatek wyskubywać roślinność z jej skrzydeł.- Nie jest ci zimno bez odzienia?
Hah, nie ma to jak pytać wilkołaka czy nie jest mu zimno mając przy tym na sobie jedynie cienką, zwiewną sukienkę. Pewnie jej samej było zimno, dlatego spytała. Wędrówka po zacienionym lesie raczej nie należała do rozgrzewających. Dopiero teraz promienie słońca padające na polankę chociaż trochę ją ogrzewały. Nie aż tak jak wilkołak, który pomimo braku górnej części ubioru był aż nadto ciepły, ale na dłuższą metę bezpieczniejsze jest ogrzewanie słońcem. Tak, zdecydowanie.
Ciekawe, co myślał sobie Karl. Czy chciał po prostu ostatni raz dotknąć kobietę przed podróżą? Czy może chciał tym oddalić od siebie ową podróż? Oszukać śmierć? Za chwilę zwiać i później chwalić się w karczmie przygodą z wykiwaniem anioła? W ogóle myślał? Może to tylko impuls?
- Powiedz mi jeszcze, czy ja mieszkam gdzieś niedaleko? Miło by było w końcu dzisiaj odpocząć, dosłownie padam z nóg...

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Pią 3 Maj - 17:22

Kimkolwiek była elfka, miała rację. Tak, nie zdążyła powiedzieć wiele, ale akurat w tym, co dotarło do Karla, było ziarno prawdy: Dawno nie był tak blisko kobiety. Rozmawiać rozmawiał, ale żeby od razu przytulać? Dlaczego to zrobił? Kto to wie. Pewnie miało z tym coś wspólnego tak śmiałe i spontaniczne zachowanie Ari. Anielicy. Anioła, który spadł mu - nie, nie mu, po niego - prosto z nieba i tam go powinien zabrać, a którego właśnie tulił. Do nagiej piersi. Tak po prostu. Ale w końcu umarł, ma prawo do dziwnego zachowania, a co.
Nawet nie zwrócił uwagi na mały śmieszny szczegół. Trochę to za długo trwało. Ale nikt mu się nie powinien dziwić - odrobinkę za dużo wypił i trochę czasu minie, aż całkowicie wywietrzeje mu to z krwi. Wtedy może odzyska panowanie nad częścią mózgu, odpowiedzialną za pamięć krótkotrwałą. Tak, bo to ona stanowiła tutaj problem - zapomniał o całym świecie. Był do tego zdolny.
- Yyy... tak, tak, jasne... - wyjąkał, puszczając Ari i czerwieniąc się jeszcze bardziej. Jeden z powodów, dla których wolał przebywać w wilczej postaci - nie widać, gdy krew napływa mu do policzków. Nie wspominając już, że wtedy zwykle nie ma ku czerwienieniu się zbytnich powodów. Jakoś nikt nie próbuje wilka zawstydzać, niewiadomo dlaczego.
- Też mógłbym o to spytać... - powiedział z zakłopotaniem na wzmiankę o odzieniu i wyciągnął dłoń, by pomóc kobiecie zejść z kamienia. - Jakby to... Podarło się, heh. Ale dla mnie to żaden problem, chyba wiesz. - Powinna wiedzieć, że chłód nie jest mu wrogiem. - Ale ta sukienka chyba niezbyt grzeje, co? Jesteś pewna, że chcesz iść nad wodę? - Po co ci woda? Nie możesz mnie po prostu wziąć w objęcia i frru do nieba? Albo po prostu zniknąć? Po co w ogóle to przejście? Nie mógł się tam od razu obudzić? Nie, żeby mu nie było przyjemnie, ale ktoś mógł czyhać na niego za którymś krzaczkiem i trochę mu się śpieszyło.
Pytanie o mieszkanie znowu zbiło go z tropu. Na to nie miał odpowiedzi. Hmm. Zrobił minę, jakby usłyszał jakąś trudną zagadkę i uniósł brwi. Coś tam bardzo nie grało i nie wiedział co. Potrzebował trochę czasu, by to ogarnąć, ale tego akurat nie miał. Tak przynajmniej mu się wydawało.
- Mieszkasz...? - Czy anioły w ogóle gdzieś mieszkają? Chyba... w niebie, tak? Nie, nie może okazać takiej niewiedzy, nie teraz. Może to jakiś test. - Ech, zdaje mi się... Nigdzie tutaj. Chyba po prostu, rozumiesz... Spadłaś, heh.
Gdyby trochę bardziej znał się na rzeczy... Nie chciał wypowiedzieć słowa "niebo" tak otwarcie. To byłoby przyznanie się przed całym światem, że tam pragnie się znaleźć, że jakaś cząstka niego boi się i zawsze się bała piekła. Nawet wtedy, gdy wyśmiewał się z tych, którzy tak zapalczywie głosili prawdy o śmierci i swoich bogach. Takie zwykłe pokrętne rozumowanie Karlada.
- Ale racja, odpoczynek by się przydał. W końcu. - Miał nadzieję, że to przypomni kobiecie po co tutaj jest i przyspieszy nieco zabranie go z tej rzeczywistości. Hah, kto by pomyślał, że kiedyś tak bardzo będzie mu się śpieszyło do zaświatów!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Pią 3 Maj - 20:00

Zeszła z kamienia. Zamiast chłodnego i w miarę gładkiego kamienia, pod stopami znów miała piach, kamyczki i trawę. Doskwierało jej to, jednak starała się aby tego nie okazywać. W końcu nie powinna smucić się czymś tak ulotnym, skoro jest tyle powodów do radości!
- Masz rację, nie jest mi za ciepło. Ale z drugiej strony mogę się cieszyć, że się nie usmażę. Czy to nie byłby straszny koniec? -gdyby wiedziała o myślach wilka i jego strachu przed piekłem, pewnie nie wspominałaby o tym, ani o czymkolwiek innym, co skojarzyć by się mogło z ogniami piekielnymi...
- Czy muszę? Jestem bardzo spragniona, nie pamiętam, kiedy ostatnio coś piłam no i muszę przemyć te rany -spojrzała na stopy.- Niezdara ze mnie, prawda? Tak się urządzić... Widzisz więc, że woda jest mi niezbędna, no chyba że pijam coś innego? Ja nie pamiętam.
No tak, nie ma to jak oczyszczać cokolwiek wodą zamiast starego dobrego odkażania alkoholem. Ale anielica nie miała w zasadzie nic, tak więc musiała polegać na naturze.
Gdy Karl powiedział jej o mieszkaniu, zasmuciła się.
- Ja nie mam domu? Och... to raczej smutne... -i gadaj tu z taką, która nie ma pojęcia o niczym. Ari nie była pewna, czy posiadanie domu powinno ją cieszyć, ale świadomość, że go nie ma sprawiła, że poczuła się troszeczkę nieswojo. Zupełnie jakby była obca (Ale odkrycie!).- Ale byłoby smutniej, gdyby to ktoś inny nie miał domu, ja sobie dam radę.
A jednak! Zrobiła to! Po raz kolejny była zadowolona z czegoś, co tak naprawdę nie było powodem do radości. Uwielbiała to robić. Bawić się w zadowolenie. W każdej sytuacji wyszukiwać coś, z czego się można cieszyć. Nie masz domu? Ciesz się, bo nie musisz sprzątać. Straciłeś pracę? Teraz to się wyśpisz!
Rozmawiając z Karlem miała wrażenie, że coś jest nie tak.
- Boisz się czegoś? -podeszła bliżej, znów zadarła głowę do góry (schodząc z kamienia straciła te dodatkowe dziesięć centymetrów).- Czuję, że coś cię trapi. Chcesz o tym porozmawiać? Najlepiej idąc nad wodospad!
Uśmiechnęła się aby go pokrzepić, złapała za rękę i pociągnęła za sobą. Tak, zupełnie jakby znała drogę. Kilka metrów później zatrzymała się zdezorientowana.
- Przecież ja nie znam drogi... kompletnie o tym zapomniałam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Pią 3 Maj - 21:18

Drgnął i skrzywił się lekko na wzmiankę o usmażeniu żywcem, gdyż idealnie wręcz została dopasowana do tego, o czym właśnie myślał. Mało brakowało, a przełknąłby głośno ślinę. Na szczęście na tyle jeszcze potrafił nad sobą panować. Pomógł Ari zejść z kamienia i od razu zauważył ból na jej twarzy, gdy dotknęła stopami ziemi. Była boso! Nie pomyślał o tym. Boso szła przez las, sądząc po stanie skrzydeł. Dlaczego nie leciała? - zadał sobie w myślach ponownie to samo pytanie i znowu nie znalazł odpowiedzi. Dla niego to może nie byłoby tak tragiczne w skutkach, ale dla delikatnej kobiety, anielicy, która zapewne rzadko dotykała stopami tego świata? Być może w innych znosiła gorsze rzeczy, których nawet nie mógł sobie wyobrazić, ale tutaj rządziły inne zasady.
- Och... cholera - zaklął, gdy zobaczył, jak bolesne musiało być dla niej przejście tego kawałka drogi od kamienia. Nie zwrócił uwagi na komizm całej tej sytuacji. Nawet nie pomyślał, że klnięcie może być niestosowne przy reprezentantce tej dobrej strony zaświatów. - Dlaczego nic nie mówiłaś? Usiądź - polecił i nawet nie pomyślawszy, że przecież po śmierci nie powinno się krwawić, przyklęknął przy nieznanej sobie kobiecie w celu opatrzenia jej ran. Oczywiście na tyle, na ile był zdolny. - Mam tutaj coś bardziej odpowiedniego niż woda. Nie wiem, czy do picia... się nada, ale do ran w sam raz. - Odpiął od pasa manierkę z trunkiem, odkręcił ją, pociągnął łyk, odchrząknął i, z pewną niepewnością, przysunął bliżej twarzy kobiety. Gdyby chciała się poczęstować, poczeka cierpliwie i odebrawszy pojemnik potem, przystąpi do pracy. Powinno wystarczyć. Gdyby jednak kobieta odmówiła, nie będzie zwlekał.
- Może, gdzie tam, na pewno będzie piekło. - Piekło, piekło, ciągle to piekło. - Gotowa? Na trzy. - Gdyby odmówiła zabiegu, nie będzie do niczego zmuszał, lecz w innym przypadku... - Trzy. - I poleje (jak najbardziej delikatnie, choć to i tak w tej sytuacji trochę bez znaczenia) rany trunkiem w myśl zasady "im szybciej i bardziej niespodziewanie, tym lepiej".
Rany, mniejsze, większe, odciski, czy krwawe cięcia - nieważne dla alkoholu. I tak zrobi, co zrobić powinien. Pozbędzie się bakterii, wypali je żywym ogniem, niczym rozwścieczone zastępy piekielnych wojowników.
- Zuch dziewczyna - pochwalił, nie będąc pewnym właściwego doboru słów. Pomyślał o kawałkach materiału, które zostawił gdzieś tam, za sobą, ale nie chciał tam wracać. Może powinien użyczyć Ari butów? Jemu nie są tak bardzo potrzebne... Nie zwracał uwagi na to, że anielica cały czas zachowywała się tak, jakby niczego nie pamiętała. Nawet się do tego przyznała, ale to do niego nie docierało. Nie pasowało mu to do wizji, którą już sobie ułożył w głowie. A jak coś nie pasuje, to to odrzuca i już. Taki jest. Zresztą, teraz za bardzo skupił się na tym, co robił.
- Ja... Wiesz - postanowił odpowiedzieć na zadane mu wcześniej pytanie. W końcu to trochę nieładnie z jego strony, że tak wszystko zignorował. - To stało się tam. - Wskazał w stronę, z której przyszedł. - Przyszła po mnie jakaś elfka. No... Bez skrzydeł. - Zakończył tą krótką wypowiedź tak, jakby te ostatnie dwa słowa wszystko wyjaśniały. Poczekał moment i podjął. - Wolałbym, żeby mnie jednak nie zabierała. Aniołem, to ona nie była... Chcesz moje buty? Ja nie potrzebuję. Skórzane. - Zanim odpowiedziała, już je zdjął i szykował się do delikatnego nałożenia ich na nogi Ari. Bardzo delikatnego. Nie chciał przy tym zadać jej bólu. Niezbyt dobrze tak na gołe stopy, ale buty w środku miękkie, więc lepsze to niż boso po lesie. Wtedy popatrzył nieco bardziej logicznie na to wszystko i odkrył, że małe stópki Ari są bardzo małe. Dużo za małe. To wręcz okrucieństwo kazać jej chodzić w takim stanie z takim obuwiem. Tak, okrucieństwo. Trzeba więc jednak znaleźć jakiś materiał, by owinąć rany. Chociaż tyle mógł jeszcze zrobić. I tak podejrzewał, że to wszystko źle się skończy.
Spojrzał z zakłopotaniem przez ramię, odczekał chwilę, po czym zerknął na anielicę.
- Ładna sukienka - pochwalił, mając już plan. I wcale nie uważał go za okrutny. Jedyne, co mógł zrobić wcześniej, to tylko: - Wybacz. - i urwał spory kawał zniszczonego już trochę materiału. Oczywiście najniżej, jak to było możliwe. Nie chciał przekroczyć jakiejś granicy (o ile już jej nie przekroczył). Po wszystkim owinął ostrożnie obie stopy osobno i nałożył na nie buty.
- Gotowe. - Potarł ręce o siebie i wstał. No. Tak lepiej. Chyba. Oby. Nie chciał mieć na sumieniu jej samopoczucia.
W głębi siebie odczuwał coraz większa potrzebę przemiany... To przez ten cały chaos.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Sob 4 Maj - 0:00

Ari nawet nie wiedziała, że gdyby była bardziej obeznana w świecie i sprawach damsko-męskich co najmniej kilka razy mogłaby oblać się rumieńcem przez Karla. Dlaczego?
Najpierw posadził ja na kamieniu. To w zasadzie było całkiem niewinne. Wiedziała jednak, że coś się musi wydarzyć, w końcu mieli iść a on ją sadzał. Pierwszy raz z wcześniej wymienionych rumieńców mógłby pojawić się w momencie gdy przed nią klęknął. Która kobieta nie czekałaby z niecierpliwością, aż niekompletnie ubrany mężczyzna przed nią nie uklęknie? Która nie czekałaby na moment w którym powiedziałaby jedno krótkie „tak”? Nasz aniołek jednak nie skojarzył faktów, dlatego też ominął ją pierwszy rumieniec.
Upiwszy łyk z manierki, podał jej aby też się poczęstowała. Uprzedził wcześniej, że to nie była woda. Ari nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek piła coś innego niż woda, ale ostatnio tylu rzeczy nie pamiętała… nie wiedząc co to jest postanowiła spróbować ze zwykłej ciekawości. I z pragnienia. Tak.
Zakrztusiła się niemalże natychmiast, a do oczu nabiegły jej łzy.
- Co to jest? –spytała robiąc się czerwona, nie z wrażenia które robił na niej Karl, a z alkoholu. Na to przygotowana nie była.
Nie była również gotowa, kiedy polał jej rany. Odruchowo zacisnęła dłoń na jego przedramieniu wydając z siebie cichy jęk. Pewnie nawet tego nie poczuł, chociaż pewnie zauważył. Jak to cholerstwo piekło!
Druga okazja do zarumienienia się? Gdy ją pochwalił. Zuch dziewczyna? A gdzie poklepanie po głowie czy pocałowanie z czoło? Niestety i tę okazję zaprzepaściła, bo akurat w tej chwili była zajęta nogami. Od jakiegoś czasu wszystko kręciło się dookoła nich. Zdumiewające jak wiele potrafią sprawić kłopotów. W miarę jak pieczenie słabło na jej buzię powracał uśmiech, a ona mogła zmienić przedmiot zainteresowania.
- Elfka? Bez skrzydeł? Przyszła po ciebie? –powtarzała słowa Karla starając się ułożyć je w logiczną całość.- A więc przyszła po ciebie elfka bez skrzydeł, ale nie chciałeś, żeby cię zabierała. Gdzie cię miała zabrać? Uciekłeś jej? Goni cię teraz? –rozejrzała się dyskretnie po polance ale nie zauważyła niczego niepokojącego. Ach tak, rozejrzała się siedząc, więc dużo zobaczyć nie mogła. Widziała Karla, a że był całkiem miły, to jej wystarczało.
Ze stoickim spokojem obserwowała jak pozbywał się kolejnej części garderoby. Przyszedł już bez koszuli, teraz zdejmował buty. Gdyby nie była aniołem, pewnie miałaby kolejny powód do rumieńców. Z uśmiechem przyjęła uwagę o sukience. Dopiero potem się zaczęło. Tego się kompletnie nie spodziewała. Karl rzucił się na nią i podarł sukienkę, którą chwilę wcześniej komplementował. Powinna się była domyślić, że coś takiego może się zdarzyć. Wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń. Gdy tylko czegoś pragniesz, gdy bardzo chcesz… No dobrze, to nie było do końca tak. Karl rozerwał co prawda sukienkę, ale starał się zrobić to w najmniej agresywny sposób. Nie chodziło mu tez o to, aby pozbawić ubrania swoja nową towarzyszkę, chciał jedynie wprowadzić w życie swój plan jakim było obucie jej. Obucie… być może brzmi dziwnie. Być może nawet perwersyjnie wraz z rozrywaniem ubrań. Jednak chodzi tu o zwykłe ubranie butów. Mężczyzna po prostu doszedł do wniosku, że materiał w jakiś sposób uchroni jej stopy przed widmem paskudnych bąbli, których nabawiłaby się chodząc w za dużych butach. Tak źle i tak niedobrze.
Wtedy też zarumieniła się. Ciekawe czy wyglądała uroczo w takim stanie, czy raczej jak mały raczek. Czy to ważne? Pewnie nie. Byleby nie jak prosiaczek.
- Karl… co ty... dlaczego –na przemian rumieniąc się i blednąc dukała gdy on rwał. Trochę zaniepokoiła się tym zachowaniem, ale nie był to długotrwały stan. Ba, wszystko ustało gdy zdała sobie sprawę o co chodzi. A więc dostała buty!
Wstała i spróbowała się w nich przejść. Były za duże, to prawda, ale zupełnie tego nie zauważała.
- Jakie to miłe! –cieszyła się jak dziecko. Dreptała w tę i z powrotem z początku stawiając nogi bardzo ostrożnie, jednak z minuty na minutę robiła to coraz pewniej. Niedługo będzie mogła biegać i skakać zupełnie jakby robiła to od dziecka.
- Ale zaraz… ja nie mogę ich przyjąć. Bo w czym ty będziesz szedł? –oj nie chciałaby żeby komuś innemu coś się stało.- Z drugiej strony… nie powinnam odrzucać podarunku, prawda?
Tak, szkoda by było, gdyby porwanie sukienki (teraz zbyt krótkiej jak na anielskie standardy) okazało się być zabiegiem wykonanym całkiem na marne.
- Idziemy? Po drodze wszystko jeszcze raz mi opowiesz.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Sob 4 Maj - 0:54

Ostrzegał ją, hah.
- Ostrzegałem! - powiedział i buchnął krótkim, życzliwym śmiechem. - Coś mocniejszego - dodał tylko, odpowiadając na zapytanie Ari. Nie była to pewnie satysfakcjonująca odpowiedź, ale Karl, jak to Karl - przekonany, że o alkoholu każdy wie to, co on. W końcu to jego dobry przyjaciel od lat. Na śmierć i życie. Właśnie. Oto dowód.
Mruknął potwierdzająco, gdy kobieta spytała o elfkę, odruchowo zerkając przez ramię. Śmiesznie musieli wyglądać nagle tacy speszeni i rozglądający się po polanie, jakby zaraz miał ich ktoś przyłapać na czymś wstydliwym. A on przecież tylko przed nią klęczy i opiekuje się jej... stopami. Nic wstydliwego. Przynajmniej dla niego.
Gdzie go miała zabrać? Uciekł? Goni go?
- No... TAM. Chyba ją zgubiłem. - Jak mógł to zrobić na piętnastu metrach polany? Sam się sobie dziwił. - Albo się gdzieś czai... - To było troszkę niepokojące. A jeśli naprawdę się czai? Nawet nie był świadom tego, że ze zwykłej elfki zrobił w swoich oczach jakąś diabelską wysłanniczkę, mającą porwać jego duszę w bezdenną otchłani. Bezdenna otchłań to przynajmniej nie wieczne płomienie. Przynajmniej tak mógł się nie nakręcać. Albo chociaż nie tak bardzo, jak potrafił.
Gdy skończył pracę, schował manierkę na swoje miejsce. Wtedy zobaczył radość kobiety i znowu poprawił mu się humor. Ale szalony dzień! Najpierw umarł, a teraz uszczęśliwia anioła! Ha. Tego jeszcze nie było. Skąd u niego takie pokłady opiekuńczości i bezinteresowności? Ach, czego to się nie robi, trzeźwiejąc po drugiej stronie z hektolitrów alkoholu. Śmierć potrafi zmienić człeka.
- Mnie są niepotrzebne, naprawdę. W domu mam spory zapas obuwia. Wiesz, z moją... naturą, trudno czasem nie zgubić gdzieś ubrania. - Powiedział to zupełnie, jakby zapomniał o dwóch rzeczach: po pierwsze, do domu już chyba nie zawita. Po drugie: Ari wcale nie musi wiedzieć, że jest wilkołakiem i całkiem przypadkiem inaczej zrozumieć jego słowa. Skoro zapomniała gdzie mieszka (o ile to rzeczywiście nie był jakiś test, ale bez przesady - chyba nie dostał jakiejś pośmiertnej paranoji!), to i o tym mogła zapomnieć. O ile wcześniej w ogóle wiedziała. To, że aniołowie cokolwiek wiedzą o ludziach było dla niego raczej intuicyjne. Choć wcale nie zastanawiał się nad tym, dlaczego tak sądzi. Ale w jakiś sposób wiedział, że ona wie. Albo może tak myślał.
- Podarunek jak najbardziej powinnaś przyjąć - dodał, po czym podszedł do kobiety i przyjrzał się jej dokładnie. Dekoncentrowały go skrzydła. Nadal nie potrafił się na nie nie gapić. Ale nie o skrzydła teraz chodziło. Biała sukienka, porwana u dołu, nadawała teraz nutkę drapieżności do całej tej delikatnej aury. I jeszcze te jego brązowe buty, hah. Dodać włócznię i mamy wojowniczkę. Pięknie.
- Idziemy, idziemy - powiedział i westchnął. Jakieś dziwne siły sprawiły, że wcale nie kołysał się, a chodzenie wychodziło mu w miarę gładko i prosto. Czyżby trzeźwiał? - Od nowa. Gdy już... Gdy to się stało, obudziłem się po tej stronie i zobaczyłem ją. Elfkę. - Zrobił krótką pauzę, by dobrać kolejne, najbardziej odpowiednie słowa. - Myślałem, że to anioł, ale przecież ty jesteś tutaj. Ona skrzydeł nie miała, więc pewnie chciała mnie zabrać w dużo gorsze miejsce. W jakiś sposób się jej wymknąłem i jestem tutaj.
Tak naprawdę nie miał co opowiadać. Jeśli Ari myślała, że na opowieści spędzą całą podróż do wodospadu, to, hoho, bardzo się myliła. Zanim tam dojdą pewnie minie kilka godzin. Chyba że całkiem przypadkiem zechce użyć skrzydeł.
- Hah, w sumie, to już zacząłem się zastanawiać, czy czasem wodospad nie jest jakąś bramą, czy coś... Rozumiesz. Przejść na drugą stronę i takie tam. - Gdyby pobrnął dalej, zapewne doszedłby w końcu do zagwozdki - dlaczego ty krwawiłaś? Ale nie brnął. Czasem trudno mu było się czegoś domyślić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Pon 6 Maj - 16:20

- Ona nie jest aniołem, bo ja jestem aniołem -układała sobie wszystko w głowie, co przypadkowo brzmiało jakby potwierdzała jego słowa. Tak naprawdę tylko głośno rozmyślała o nowych informacjach, które powinny choć trochę rozjaśnić jej umysł. Niespodzianka, nadal sobie nic nie przypomniała.- Jestem aniołem i zabieram ludzi w dobre miejsce. Wodospad jest bramą. Bramą. Bramą do czego? Do dobrego miejsca? Pewnie tak, w końcu można przez niego przejść.
Zastanawiało ją, dlaczego taki wielki facet bał się jakiejś elfki i nawet od niej uciekał. Czyżby chciała od niego coś, czego nie mógł jej dać? Kochała go, a on nie odwzajemniał uczucia? Zbrzuchacił ją i uciekał teraz od odpowiedzialności?
Oczywiście nie wgłębiała się tak w szczegóły, w końcu życie ludzi zawsze było dla niej odległe. Nie należała do aniołów stróżów, więc nie poświęcała czasu na obserwację CZŁOWIEKÓW. Ba, w zasadzie kompletnie nie orientowała się w pewnych sprawach, np. damsko-męskich. U góry nie miała takiej potrzeby, ot co.
Wiedziała tylko, że tamta kobieta napawała Karla lękiem. Ba, czuła to. Nie podobało się to anielicy, ale też trudno jej było uwierzyć w to, że kobieta może być tak przerażająca.
- Może wcale nie jest taka zła jak myślisz? Przecież... nikt nie jest zły -hah, ona naprawdę w to wierzyła!- Próbowałeś z nią porozmawiać? Poznać ją?
Od czasu do czasu poruszała skrzydłami. Robiła to całkiem naturalnie, tak jak kot macha ogonem. Jakieś różnice? Nie była zdenerwowana, jak to koty mają w zwyczaju, gdy wprawiają ogony w ruch. U niej było to całkowicie neutralne, a skrzydła po prostu z nią współgrały. Pewnie dlatego Karl nie mógł o nich zapomnieć.
Wojowniczka? Raczej sierotka w za dużych butach po starszym bracie. Tak to mogło wyglądać. Ale gdyby dostała włócznię, to kto wie...
Szli, szli i szli. Doszli? Nie, jeszcze nie. Ari nie znała ani drogi, ani okolicy, dlatego traktowała wyprawę jak wycieczkę. Nie chciała przegapić żadnego pięknego widoku przez co zatrzymywała się co chwilę. Wydawała z siebie ochy i achy gdy widziała nietypowe zwierzę, czy też wyjątkowo piękny kwiat. Wszystko było dla niej nowe i fascynujące. Podróżując z taką osobą jak ona trzeba liczyć się z stratą dużej ilości czasu. Toć nawet święty by się wkurzył...
Z kolei owładnięty paranoją, półnagi mężczyzna na lekkim kacu był wręcz idealnym towarzyszem podróży.
- Opowiedz mi coś o sobie -rozkoszowanie się naturą nie sprawiło, że straciła zainteresowanie Karlem. Tylko, czy on tego nie przeinaczy? Nie zacznie tłumaczyć się z grzechów zamiast powiedzenia zwykłych kilku zdań o sobie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Wto 7 Maj - 3:36

- Taaa... - przytaknął nieco zamyślony, idąc krok w krok z Ari, zatrzymując się razem z nią i nie przejmując się w ogóle czasem. Nie śpieszyło mu się. Teraz, gdy już byli w drodzę, nie. Obejrzał się od czasu do czasu, wiadomo, ale coraz rzadziej. Coraz mniej było w nim strachu, a kto wie, może nawet paranoi!
To mu zupełnie wystarczyło. Wodospad jest bramą, dobra. Mają sporo czasu, żeby do niego dojść, naprawdę. W tym tempie? Ale po co się śpieszyć? Gdy pomyślał o przejściu coś stało się z jego gardłem i musiał przełknąć. Musiał. Przełknął.
- Zła... Co? Nie? Nie wiem, może. - Nikt nie jest zły. Całkiem możliwe, że tylko wykonują swoją robotę. Wrzucą kogoś do piekieł, innego do nieba, a potem do domu, do rodziny. Dlaczego nie? Jedni są tylko od tego, drudzy od tego. Jedni mają skrzydła, drudzy nie. Taki znak rozpoznawczy. Widzisz skrzydła, jesteś w niebie. Nie widzisz, masz przes... - Rany, nie... Nie zdążyłem. Usłyszałem... I przyszedłem. Do ciebie. Może tak miało być. - Tak miało być. Tak. Uciekł z piekieł. Nieźle. Uciekł, zanim tam się jeszcze znalazł. Dobry jest. Będzie miał się czym chwalić...
Ach, nawet nie ma dzieci! Nędzna imitacja wojownika, która swoje umiejętności wykorzystuje jedynie w tawernie. Nawet zbroi nie ma! I broni! Tylko sztylet. Ale każdy ma, to normalne. Tak dla zasady. Jest jak każdy. Jest nikim. To miał jej powiedzieć?
Z zakłopotania chwycił się za kark i go trochę potarł, przystając na chwilę razem z podziwiającą jego rodzinne lasy anielicą. Skrzydła. Jak one tak mogą... Ruszać... Tam i z powrotem. Trzeba być naprawdę silnym, by takie coś dźwigać. Wielkie, włochate coś. Jak on, hah. Nie, wróć. Pierzaste. Tak.
- Yyym... - naturalnie pierwszym, o czym pomyślał, to było zwykłe pytanie o życie. Drugim, i to go troszkę przeraziło, o grzechy. To też normalne, na swój sposób. W tej sytuacji, oczywiście. Ale szybko to zdusił gdzieś tam w świadomości i skupił się na tym pierwszym. Tak dla bezpieczeństwa.
Nie był z tych, którzy podnoszą coś z ziemi i się tym bawią. Był tym, którzy podnoszą coś z ziemi i tym rzucają. Tak dla rozładowania napięcia. Kamyki. O to chodzi. Najlepiej gdzieś przy wodzie, ale w lesie też może być. Tak też zrobił. Tylko zamiast kamieni podniósł patyk, łamał go na kawałeczki i te kawałeczki wyrzucał w dal. To miało mu pomóc się skupić. Bo był strasznie zdekoncentrowany. To chyba samoobrona przed tą częścią świadomości, którą próbował zdusić.
- Więc... - Postanowił zacząć od początku. Tego najprawdziwszego. - Jestem Karl, ojciec zwykle mówił Karlad. Mówi. Mówił... Yych. Wilkołak. Wojownik - bez broni i zbroi - i - wiecznie pijany - goniec. Roznoszę paczki, podarki, nawet listy, gdy trafią się potrafiący skrobać i czytać literki, rozumiesz. Nom... Mieszkam po drugiej stronie lasu. Często tak sobie... chodzę. Zwykle po... Dużo siedzę w karczmie. Wiesz, rozrywka.
Pojemnik z przyjacielem był pusty. Może to i dobrze. Odruchowe musnięcie znanego tworzywa wystarczyło, by Karl uświadomił sobie, że to nie jest dobry pomysł. Nie teraz. Bogowie, już nigdy! Och... Czy tutaj też będzie cierpiał po alkoholu? Ten ostatni raz? Jak po wstaniu, tak troszeczkę tylko gorzej jakieś... tysiąc razy? W końcu Ari bolały stopy, jego może rozboleć głowa. Zadziwiające jak bardzo te rzeczywistości się ze sobą mieszały. Nie pomyślałby nawet. Gdyby myślał o tym kiedykolwiek.
- A ty...? - zaczął nieśmiało, gdy zdał sobie sprawę, że o sobie nic takiego baardzo ogólnego dodać nie zostało. - Znaczy... Jeśli pamiętasz. Pamiętasz? Dlaczego nie pamiętasz? - Ciąg powtórzeń wylał się z niego wraz ze zdziwieniem, które go ogarnęło. Jak można nie pamiętać niczego? Niczego? A może Ari po prostu była trochę jak on? Zapominała. Tak troszeczkę. Bo właściwie kto powiedział, że nie pamiętała z reguły? Wszystkiego. Nikt. Hmm.
Gorąco.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Wto 7 Maj - 20:52

- Jesteś wilkołakiem? Czyli nie człowiekiem? Ojej. Nigdy nie widziałam wilkołaka. Widziałam czasami ludzi, ale w sumie nie wyglądasz inaczej. Może masz jakieś charakterystyczne cechy? -zaciekawiło ją to. Pewnie zawsze była ciekawa ludzi i innych istot zamieszkujących Ziemię, ale o tym nie pamiętała. Nic więc dziwnego, że zainteresowała się żywo swoim pierwszym poznanym wilkołakiem.
Potuptała szybciej, żeby wyprzedzić Karla i zaszła mu drogę zatrzymując go tym samym. Miała nadzieję, że go zatrzymała, bo w przeciwnym razie by na nią wpadł, staranował, zgniótł, takie tam. Tak więc jeśli już go zatrzymała, położyła mu dłoń na brzuchu.
- Jesteś taki ciepły bo jesteś wilkołakiem czy ludzie też są tacy ciepli? Jak to u was bywa? -nie ma to jak macać wilka po brzuchu w środku lasu. Anioły chyba tak mogą, ot co.
- Masz kły? pokażesz mi? A pazury? Jak to jest być wilkołakiem? Jakie to fascynujące!
Zupełnie zapomniała o wyprawie nad wodospad, teraz zainteresowała się kwestią wilków i wołami jej od tego odciągnąć by się nie dało. Dziwna sprawa z tą utratą pamięci. Niby miała wymazane wszystko: kim była, czym się zajmowała, skąd przybyła... ale jednak nadal wiedziała wszystko, co było jej potrzebne do życia. Znała nazwy, wiedziała, że drzewo nazywa się tak a nie inaczej, wiedziała, że woda gasi ogień czy też pragnienie. To nie zostało jej odebrane. Zostało wszystko, czego potrzebowała do życia na wygnaniu, po prostu straciła wspomnienia z tym wszystkim związane. Drzewo było tylko drzewem, woda jedynie wodą. Nie miała z nimi żadnych skojarzeń, nie przywodziły jej na myśl niczego z zamierzchłych czasów. Świat był fascynujący i obojętny jednocześnie. Intrygujące.
Skąd wiedziała jak powinien wyglądać wilkołak? Cóż, to nie było zbyt trudne do przewidzenia. Wiedziała jak wygląda wilk i z nim skojarzyła sobie to, czym Karl się nazwał. Mądra dziewczynka. Mądra, stara dziewczynka. Teraz chciała sprawdzić, czy jej domysły były prawdziwe. Po co? Ot ze zwykłej, czystej ciekawości. I właśnie dlatego kompletnie zapomniała odpowiedzieć na pytania które on zadał jej. Zresztą nie miałaby dużo do powiedzenia o powodach swej niepamięci. Najzwyczajniej w świecie ich nie pamiętała.
Najprawdziwszy wilkołak z ciepłym brzuchem!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Wto 7 Maj - 21:51

Oj...
Chyba jednak nie wiedziała, że jest wilkołakiem. Przez jakiś czas, dosłownie kilka sekund, zastanawiał się, czy dobrze zrobił. Biorąc pod uwagę fakt, że opowiadanie o sobie nie było jego ulubionym zajęciem... A właściwie, to chyba nawet tego nienawidził. Hmm. W każdym bądź razie szybko przestał się zastanawiać, zrobił minę strudzonego życiem faceta, po czym starał się zabrać głos. Właściwie to się nie starał ale wypadało. Ostatnio ciągle mu coś wypada.
- No... Nie. Zmieniam się czasem. W sumie to często. W wielkiego, włochatego wilka. Taki na dwóch łapach, rozumiesz. Czarny i... oje... ej... - A jednak wpadł. Wyrzucał właśnie kawałek patyka w drzewo, które mijał, i nie zauważył drobnej towarzyszki. Ale zatrzymał się w czas, by jej nie staranować. Jej gest ponownie tego dnia zadziwił go w stopniu większym, niż cokolwiek za życia. Chciał się cofnąć, ale coś mu w tym przeszkodziło. Co? Chyba ciało. Po prostu nie chciało się cofnąć, cholerne niecielesne ciało, no.
- Czy... Ludzie... Kły...? - Tylko tyle do niego dotarło, przynajmniej na razie. Czy tak zachowują się anioły? Czy powinny? Jeśli tak, to Ari musiała być wyjątkowo zbuntowanym aniołkiem... Ari, kojarzyło mu się to z jakąś bardzo małą istotką, która potrafi unieść... dużo... Tylko co to było? Za chłolerę nie mógł sobie przypomnieć.
Gorąco.
- Fascynujące. Tak, tak, bardzo, to... Tak. - Wciągnął powietrze i zatrzymał je w płucach na chwilę, jakby miało mu to pomóc ochłonąć. Wypuścił je i podjął: - Przemiana jest wspaniała. To moja lepsza strona, tak sądzę.
Drgnął, zawahał się, po czym jeszcze raz drgnął. Do trzech razy sztuka. Za trzecim razem udało mu się odwrócić i odejść kilka metrów. Stanął, nie odwracając się jeszcze, odetchnął i w końcu stanął przodem do anielicy.
- Jesteś pewna, że chcesz zobaczyć? - spytał, nadal trochę zdziwiony jej reakcją na wiadomość o jego rasie. Zwykle ludzie inaczej reagują. Ale ona była aniołem. To chyba coś znaczy. - Znaczy, pewnie z nieba widujecie różne stwory, ale... Powiedziałaś ciepły? - Dopiero mniej więcej w tej chwili coś do niego dotarło. - Właściwie to dlaczego po śmierci nadal jestem taki... cielesny?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Wto 7 Maj - 22:23

- Ty nie żyjesz?! Jak to? -jak widać dłużej nie udało się ciągnąć tej serii pomyłek i niedopowiedzeń. W końcu jedno postawiło sprawę jasno, a drugie musiało zareagować. Pytanie Karla zaskoczyło Ari. Na tyle, że całkiem niewłaściwie odparła pytaniem na pytanie. Jak jednak mogła zareagować inaczej? Szła i rozmawiała z mężczyzną który wydawał się być całkiem normalny, a on jej teraz mówi, że jest zasadniczo martwy?
Dłoń, którą cały czas trzymała na brzuchu, opadła.
- Przecież nie wyglądasz na nieżywego. O co tu chodzi? I właśnie, jak możesz chodzić, skoro mówisz, że nie żyjesz? Jak możesz mówić, skoro nie żyjesz? -zaczęła dreptać w kółko przed wilkiem. Najpierw zaskoczył ją tym, że był wilkołakiem. Zapomniała o wodzie. Potem zaskoczył ją tym, że był martwy. Zapomniała o lykantropii. Chodziła i chodziła,aż do pierwszych zawrotów głowy.
- O to ci chodziło przez cały czas? Anioły, przeprowadzanie na drugą stronę? Och, jak mogłam tego wcześniej nie odkryć! Jak mogłam o tym nie pomyśleć. Naprawdę nie żyjesz? -trudno powiedzieć czy mówiła to wszystko bardziej do niego, czy do samej siebie. W końcu, gdy rzeczywiście zaczęło jej się kręcić w głowie, przystanęła i stojąc (w pewnych momentach bardzo niestabilnie) kontynuowała.
- Nie, ja chyba nie przyszłam po ciebie. Ja... sama nie wiem. Nie pamiętam. Obudziłam się w lesie, tyle pamiętam. Ale ty mi nie wyglądasz na martwego. Widzę, że oddychasz. Czuję jak się denerwujesz, boisz się, a teraz nawet zaczynasz się zaskakiwać. To bardzo żywe, wiesz?
Wróciłaby do krążenia przed nim tak jak planety suną po swych orbitach, ale nie miała już na to siły. Najpierw ten las, potem poszukiwania wody, a teraz nagle towarzysz wyprawy oznajmia tak elektryzujące nowiny. Jak gdyby nigdy nic. Najpierw ma zmienić się w wilka i w zasadzie prawie to robi, ku uciesze aniołka. Zanim jednak do tego dochodzi postanawia wspomnieć o byciu nieumarłym. Nieumarły wilk. Zombilk?
A więc jest aniołem. Z nieba? Dlaczego spadła? Pytania dotyczące jej samej zagnieździły się gdzieś z tyłu głowy czekając na odpowiedni moment. Kiedy nadejdzie? Najstarsza starowinka nie wie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Karlad Grragnos
avatar
Wilkołak
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Wto 7 Maj - 23:08

Więc udało się go jeszcze raz zaskoczyć tak, jak nigdy nie był zaskoczony. Ciekawe czy istnieje jakaś taka wielka księga, w której zapisywane są wszelkie rekordy. Przydałaby się. Karl byłby i w niej wylądował za częstotliwość zadziwień w ciągu ostatniej godziny (właściwie to ile już czasu minęło od pobudki?), a cała ta sytuacja miałaby osobne miejsce za... ogół.
Patrzył, jak kobieta chodzi wokół, słuchał, jak mówi i nie potrafił wydusić słowa. Nie przyszła po niego! Nie miała pojęcia, że jest martwy! I najlepsze - nie był martwy! Wszystko na to wskazywało, a on się nie domyślił. Idiota. Jak mógł myśleć, że jest martwy, skoro żył i oddychał?
Myślał, że nie żyje! Bogowie. W tej chwili to spadło na niego jak grom z jasnego nieba. Wydało mu się to śmieszne, to, że dał się nabrać. Komu? Sobie. Swoim pijanym myślom. Przecież sam to wszystko wymyślił! Sam zaczął się plątać w dziwnych skojarzeniach i przekonaniach. I nie zwrócił uwagi na to, że potrafił podnieść patyk, pff. Idiota.
Gdy Ari zamilkła, on również milczał. Dłuższą chwilę. Potem powiedział powoli i tak, jakby mówił do osoby, która przez cały czas coś przed nim ukrywała:
- Nie przyszłaś po mnie? - spytał. - Nie wyglądam na martwego? Chodzę i mówię? - Zamilknął.
Wyglądał, jakby miał zaraz coś zrobić. Coś... niewiadomego. Nieprzewidywalnego. Wiedząc, że to wilkołak, można było spodziewać się tylko jeszcze bardziej niespodziewanego.
Stał bez ruchu i z lekko uchylonymi ustami, choć minimalnie. Patrzył na Ari, jakby zniszczyła jego świat, zburzyła wszystko, co sobie do tej pory ułożył. I tak przecież było. Nagle drgnął, tak, jak poprzednio, tylko jakoś gwałtowniej i całym ciałem. Raz, drugi, trzeci, aż w końcu... Zaczął się śmiać. Złapał się za brzuch i śmiał tak, jak jeszcze nigdy wcześniej. Choć możliwe, że tego nie pamiętał. Mniejsza o to.
Śmiał się ze swojej głupoty i łatwowierności, z całego tego nieporozumienia i swojej trzeźwości. A właściwie jej braku, choć nadchodziła, czuł to. Dostał głupawki, jak to mówią. W końcu dowiedział się, że żyje. Nie ma się co dziwić. Martwy był przez dłuższy czas. Jeszcze nigdy nie był tak długo martwy!
- Żyję! Łohou! - zawołał, nie przejmując się tym, że są w lesie, i rzucił się na anielicę.
Złapał ją mocno tak, jakby chciał przytulić, i zakręcił w powietrzu. Ciężka była. Skrzydła. Postawił na ziemi i cofnął do najbliższego drzewa. Oparł plecami i odetchnął, nadal się uśmiechając.
Zrobił to odruchowo. To mu się chyba udzieliło. Ale trudno się przecież dziwić.
- Żyję... Heh. - Nie był w stanie nic więcej dodać, szukał jakichś słów ale nie mógł żadnych znaleźć. Same się pojawiły. - To gotowa na zobaczenie włochatego stwora?
Nawet nie czekał, wiedział, że tak. Odepchnął się drzewa i zanim jeszcze zrobił pełny krok, jego ciało urosło kilka cali, zarówno wzwyż, jak i w szerz, pokryło się czarną sierścią i nieco przygarbiło. Odrobinkę. Jedynym, co mogło odróżniać go od innych bestii i przypominać człowieczego Karla, były oczy, które pozostały bez zmian.
Przybliżył się powoli do Ari i stanął na wprost, by pokazać, że nadal jest tym samym mężczyzną.
- I jak? - spytał, nieco bardziej zachrypniętym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ari
avatar
Inny
Profesja : brak
Liczba postów : 14

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Polana leśna   Sro 8 Maj - 0:11

Szok, niedowierzanie, zachwyt, euforia. Tego wszystkiego doświadczała razem z Karlem, mimo tego, że nie potrafiła nazwać tych odczuć. Jednak wyczuwanie emocji i pewność, że kierują się w dobrą stronę podobało się jej.
Zmartwychwstał. W swoich myślach oczywiście. Zabawne co potrafi zrobić umysł, gdy pozwoli mu się działać. Zdrowego, konkretnego faceta potrafi zmienić w zombie w parę chwil. Wystarczy jedna myśl, zła interpretacja sytuacji. Jakże by bez tego było nudno!
Odczuwając to wszystko nie zdążyła zauważyć, że Karl złapał ją w wilcze objęcia i zakręcił nad ziemią. Poczuła to dopiero gdy jej stopy straciły kontakt z podłożem. Nie zdążyła zareagować na początku, a i tak samo całkiem nieobecna była przy ponownym postawieniu jej na ziemi. Hah, nie przewróciła się, gdyż nie zawrócił jej w głowie. Nie zakręcił. Nie za mocno. Nieważne.
Czy była gotowa na kolejne atrakcje? Pewności nie miała, ale skoro już chciał się jej pokazać ze swej, jak to określił, lepszej strony, to jakże mogła mu tego zabronić? Zaczął się zmieniać. W swoich wyobrażeniach, może trochę naiwnych, a może trochę zbyt pochopnych, Ari wydawało się, że przemiana będzie bardziej zjawiskowa, bardziej nienaturalna... Co prawda dopiero kilka chwil myślała o wilkołakach, ale przez ten czas zdążyła wyrobić sobie jakieś wyobrażenie o tym wszystkim. Płynna przemiana zaskoczyła ją. Tak jak Karl wcześniej wpatrywał się w jej skrzydła, lub też dziwił się, że są takie ciężkie, tak teraz ona nie mogła napatrzeć się na to jak rósł, obrastał sierścią, jak twarz zmieniała mu się w pysk, nos przeobrażał się w czarny i mokry. Oczekiwała dużych kłów i pazurów? Doczekała się ich, chociaż zębiska nie były zbyt widoczne u tak małomównego wilka jak on w tej chwili. Zabawne było to, ze stał na dwóch łapach, zamiast na czterech jak prawdziwe wilki. Może tak było mu wygodniej? A może nie wiedział, że inaczej byłoby wygodniej? Łapy, łapy, cztery łapy a na łapach wilk kudłaty...
W tej postaci był wyższy o kilka centymetrów, szerszy i bardziej kosmaty. Nogawki spodni, które o dziwo nie rozerwały się, zrobiły się trochę za krótkie a wystawały z nich tylne łapy zaopatrzone w pokaźne pazury. Dlaczego spodnie zostały na swoim miejscu? Pewnie dlatego, że wcześniej były dosyć luźne. Zupełnie jakby Karl przewidywał takie sytuacje.
- To niesamowite. Jesteś... cudem -no tak, co innego mogła powiedzieć? Nawiedzona kobieta. Nie mogła wyjść z podziwu. Zachwycały ją wilcze uszy, które wyglądały na miękkie w dotyku i gdyby nie znajdowały się tak wysoko pewnie by to sprawdziła. Musiała na nowo sprawdzić Karla poprzez dotyk. Dłonią w brzuch? A dlaczego by nie skoro jest na wyciągnięcie ręki? Tym razem trafiła nie na ciepłe ciało, ale na sierść. Dosyć przyjemną w dotyku. Materiał na futro to raczej nie był. Nie dla damy. Nie dla kogoś, kto kocha wszystkie żyjące stworzenia i nie chce niczyjej krzywdy. Za to jakiś barbarzyńca chętnie wdziałby wilcze wdzianko. Pewnie dobrze sprawdza się zimą.
- Możesz tak zmieniać się bez przerwy? Nie zależy to od księżyca? Jak to się dzieje? I dlaczego stoisz na dwóch łapach a nie na czterech?
Bała się? Ani trochę. Bałaby się gdyby go nie znała? Och, przecież praktycznie go nie zna. Nie widziała powodu dla którego miałaby się bać, dlatego też odważyła się pogłaskać wilka. Sierść ją skusiła. A gdyby umiała urosnąć to pewnie dosięgnęłaby do ucha żeby go za nim podrapać.
- Dlaczego nie mogę nigdzie dosięgnąć? -przez ten krótki czas anielica zdążyła zdać sobie sprawę z tego jak bardzo poszkodowana została w kwestii wzrostu. Zrywanie jabłek bez wchodzenia na drzewo? Brodzenie w morzu hen hen daleko od lądu? Zaglądanie przez wysokie płoty? Dosięganie do wilczych uszu? O nie, to nie dla niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Polana leśna   

Powrót do góry Go down
 

Polana leśna

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Polana w środku lasu
» Polana
» Polana
» Polana jednorożców
» Polana

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  :: Pojezierza Quenmoriel :: Las Warnett-