IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Opuszczona chata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Devan Eyrienden
avatar
Wilkołak
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 402

Doświadczenie : 294

PisanieTemat: Opuszczona chata   Czw 23 Lut - 19:33

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com
Wincent
avatar
Człowiek
Profesja : Bard, ministrel, trubadur, jednym słowem artysta
Liczba postów : 8

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Czw 11 Kwi - 15:31

Kap,kap,kap... cholerny deszcz, Wincent zakrył głowę kapturem aż po samiutki nos. Gapiąc się w swe brudne od błota buciory. Smarknął, choroba to ostatnie czego mu trzeba było więc zaczął poszukiwać jakiegoś miłego miejsca do przenocowania. Nie był kimś zwykłym, był bardem, pięknem i swobodą lecz co z tego jak nie potrafi zbudować szałasu. Wdepnął w coś co na pewno nie było błotem, krzyknął coś niezrozumiałego i przyśpieszył swój marsz. Słońce powoli chowało się za horyzontem, to znak że niedługo mogą nadejść wszystko.
Ziemia niczyja, jedyne miejsce w którym mógł się tymczasowo schronić od początku go nie dopieszczało. Najpierw został pobity przez co jego lewe oko zdobi teraz fioletowy siniak, później prawie go okradziono a skończyło się na zniszczonym ubraniu, a teraz zgubił się w lesie. Marudził w myślach chcąc jakoś sobie umilić czas, kolejne krople uderzały w jego twarz, zirytowany zaczął biec myśląc że to pomoże, wyrąbał się na pierwszym wystającym korzeniu. Leżał w błocie przez bitą minute, z miną zwiastującą nieszczęście wstał i znowu ruszył, miał inne wyjście?
Po godzinie spacerku, spocił się nie lada lecz ujrzał coś na co jego oczy zabłysnęły- chatka. Jak wiadomo w bajaniach i legendach do samotnych chat się nie wchodzi bo tam złe wiedźmy i dabelskie czarty się zadomawiają lecz wszystkie te bajki w rzyć sobie możesz wsadzić jeśli Ci buty przemiękły. Zmarznięty patrzył jak gleba pod naciskiem obuwia wypycha wodę, jak gąbka, fascynujące. Zamyślił się i dopiero zwisający z nosa glut zadecydował, wolał umrzeć pod dachem mrocznej chatki. Drzwi wydawały nie ludzkie dźwięki przy próbie otwarcia. Udało się jęknął z radością lecz szczęście nie trwało długo. Patrzył się w przestrzeń i nie widział nic, kompletne nic, nic jak jak jego oszczędności nic... no po prostu było ciemno. Nos wyczuł starość, w powietrzu unosił się zapach kurzu i grzybów, uszy usłyszały porywisty wiatr, lecz na całe szczęście nikogo tu nie było. Zamknął z niemałymi trudnościami wrota swojego zamku.
Środek obiecujący nie był, kilka połamanych krzeseł, łóżko ze słomianym materacem, kamienny wielki piec, który od dołu wypełniony był wodą. Jedzenie albo było zgniłe albo za twarde by je nawet krasnolud zjadł... żyć nie umierać, wziął w garść kawałek własnego czerstwego chleba. Podniebienie walczyło lecz zwyciężył żołądek, głód to straszna rzecz a bard od niedawna był z nim za pan brat. Usiadł na protestującym łóżku i oglądał sufit wylizując z palców okruszki. Wziął w dłoń lirę, trącąc struna po strunie zagrał melancholijną melodyjkę. Powinien wynieść wodę, zebrać drewno i nieco jedzenia, rozpalić ogień lecz... na to przyjdzie czas, teraz był zmęczony... Bogowie tylko wiedzą jak taki leń przeżył na ziemi banitów, lecz udało mu się czego dowodem była muzyka wydobywająca się z chatki pustelnika, której nikt widzieć nie mógł na tym pustkowiu ale czy na pewno?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arrisa Imeneroth
avatar
Wilkołak
Profesja : Mag
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 25

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Pią 12 Kwi - 21:20

Dom? Co to dom? Arrisa z jakiegoś powodu, ostatnimi czasy, zapomniała znaczenia tego słowa, porzucając ciepły kącik na rzecz wędrówek wszerz i wzdłuż po całym świecie. Oczywiście, jej celem nie było udowodnienie, że Ziemia jest płaska, a nie okrągła. Nie, nie, Imeneroth przemierzała kolejne królestwa w poszukiwaniu guza i wrażeń. Nie było to nic nadzwyczajnego w jej przypadku, choć czarnowłosa zazwyczaj preferowała powrót do swojej chatki na Pojezierzach choć raz w miesiącu. Tymczasem teraz podróż jej się przedłużyła, bo i czarodziejce nadal było mało zwrotów akcji w życiu. Pewnego dnia, ledwie otworzywszy ślepia, wpadła na przecudowny pomysł- powinna skierować się na Ziemię Niczyją. Nieszczególnie dobrze kojarzyło jej się to miejsce i raczej każdy osobnik o zdrowych zmysłach unikałby tej krainy jak ognia, tym niemniej wilkołaczyca ogień lubiła. A gdzie lepiej szukać zwady niż w krainie zdrajców, przegranych i opryszków? A że kobieta nie lubiła się zbyt długo zastanawiać nad ewentualnymi konsekwencjami, jak pomyślała- tak zrobiła. Niebawem znalazła się u celu swojej podróży, niezrażona tym, że pieniądz w sakiewce zaczyna topnieć i należałoby zrezygnować z luksusów na rzecz spania na gołej ziemi pod koronami drzew, które tutaj wydawały się być wynaturzone i zbyt powyginane. Zwady znalazła. Nie jedną, nie dwie- w ramach możliwości przyszło jej korzystać z sakiewek drugiej strony. Tym niemniej nie było wielu śladów tychże potyczek z dwóch prostych względów. Raz. Wolała przyjmować strategię czarów, aniżeli siły, działała więc raczej na odległość. Dwa. Siniaki i inne, nieliczne, znamiona walk kryły się raczej pod ubraniami. Jedna tylko, niewielka rana malowała się na jej policzku. Pamiątka po grupie spragnionych kobiecego ciała, drobnych oszustów, a konkretniej sztyletu jednego z nich. Co, jak co, ale Imeneroth nie spodziewała się, że tamten, swoją drogą strasznie otyły jak na kogoś takiego, postanowi rzucić ostrzę pozbawiając się jakiejkolwiek broni. Pochyliła się w ostatnim momencie, ciut za późno. Ale pomyłki się zdarzają, prawda?
Ale! Czas zająć się dniem dzisiejszym. Arrisa maszerowała raźno po pustkowiu, kpiąc sobie z ewentualnych mar, zjaw i potworów. Sama przecież była wilkołaczycą. Cieszyła się, upolowanym z trudem, całkiem sporym króliczyskiem, którego upiekła nad wyczarowanym przez siebie ogniskiem i teraz co róż odrywała kawałki mięsa, żałując, że nie miała przy sobie wystarczająco przypraw. Pod pachą dzierżyła natomiast butelkę wina i teraz właśnie szukała miejsca, gdzie mogłaby spożyć owy trunek, ponieważ wilgotna ziemia nie chciała funkcjonować jak siedzisko, a silny wicher oziębiał ciało. Niebawem dostrzegła jakąś starą, zrujnowaną chatkę, do której nikt o zdrowych zmysłach by się nie zbliżył. Imeneroth nie słynęła ze zdrowych zmysłów, a samotność w tej chwili nawet uważała za wskazaną, nie zastanawiała się więc specjalnie i po prostu ruszyła w jej kierunku. Była trochę zawiedziona, kiedy już tuż przed drzwiami, kiedy wicher na chwilę się uspokoił, usłyszała melodię. Z początku chciała zawrócić, jednak ostatecznie ciekawość wygrała. Niezrażona i zdecydowanie lżejsza o mózg czarodziejka ostatecznie więc otworzyła drzwi i raźno zanurzyła się we wszechogarniające ciemności. Nie pozostały one ciemnościami zbyt długo, bo chwilę później zostały nieco rozproszone przez średniej wielkości płomyk unoszący się tuż nad dłonią, uniesionej na wysokość twarzy czarnowłosej, ręki.
- Niech zgadnę- zaczęła, zanim jeszcze w ogóle dostrzegła choćby zarys sylwetki- Dowiem się teraz, że jako wybrana, będę musiała ocalić świat, a mam do czynienia z Wyrocznią.- jej oczęta natrafiły w końcu na jakąś sylwetkę- Albo zostanę przeklęta i zamieniona w żabę będę musiała oczekiwać księcia, który mnie pocałuje
Och. Jakiś mężczyzna? To zdecydowanie był mężczyzna. Każda inna kobieta pewnie teraz by się wycofała. Ale nie Arrisa.
- Albo po prostu mnie zabijesz. Trafiłam?

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wincent
avatar
Człowiek
Profesja : Bard, ministrel, trubadur, jednym słowem artysta
Liczba postów : 8

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Sob 13 Kwi - 23:02

Muzyko graj rzekł cicho i pochłonęło go trącenie kolejnych strun, coraz szybciej i szybciej. Zaczął machać delikatnie głową w rytm dźwięków, gdyby tu jeszcze było ciepło i gdyby ta słoma tak nie kuła w plecy, tak to na pewno tylko słoma wmawiał sobie. Zaczął przysypiać gdy nagle mimo deszczu usłyszał pisk ohydnych, wrednych drzwiczek. Przeklęte... panikując podwinął nogi do piersi i szukał okna do uciekania, za daleko, za daleko pomyślał i próbował wypatrzeć przeciwnika by mu sprzedać tradycyjnego kopniaka w krocze, niehonorowe ale jakie skuteczne!
Zerwał się lecz oślepiło go światło, zaklął mocno zdenerwowany, panika mogła nadejść później jeszcze nie wiedział przecież że przed nim stoi wiedźma zła. Próbował pokonać blask, jak mu się wydawało pochodni. Kąciki ust powędrowały mu do góry gdy zauważył dwa jędrne pagórki, więc uderzenie w jajca na nic się tu zda, trzeba wykorzystać swoje inne talenty. Przekręcił głowę i spojrzał się na niebywałą osobniczke jak na idiotę, błazna co wskoczył na scenę gdy kurtyna opadła... tak, to dobra metafora, muszę ją zapisać...
Usłyszawszy jej słowa wyszczerzył się jeszcze bardziej, jaka dowcipna raczej nie jest stąd. Tutejsi popaprańcy nie zajmowali się raczej rozmówkami, wybijaniem zębów, siłowaniem na ręce, grabieżami, gwałtami ale nie jakimiś biadoletniem. Widać trafił mu się bardzo dziwaczny okaz... interesujące.
Usłyszawszy o wyroczni nie mógł się powstrzymać od dziecinnego zachowania. Zakrył swoje piersi dłońmi, usta złożył w dzióbek i zatrzepotał rzęsami. Zalotnie zerknął na jej twarz, piersi, piersi, twarz, piersi, piersi...
- tak, tak- mówił słodko i melodyjnie- przeznaczenie Cię tu przysłało, tutaj do sługi Bożka miłości, chodź bliżej, a wyszeptam Ci sekrety- zamruczał, jęknął nie wiadomo co to było ale było jasno zboczone i zbereźne. Nagle jego mina stwardniała, niczym posąg wojownika przestał się uśmiechać, a zerkał na nią ze złością i rozgoryczeniem.
- Czy Ciebie do skutwiałej rzyci pogięło?! Czy ja Ci kurwa wyglądam na kapłankę, wróżkę, albo- splunął- mordercę, no może do ropuchy trochę jestem podobny! Ale tylko tycityci! Co Cię przysłało do chaty pustelnika, co taka za ładna dziewoja tutaj robi?- zrobił się podejrzliwy, bał się i kiepsko mu szło udawanie, że jest inaczej zdecydował się po prostu paplać bo może nie zauważy- I nie, komplementów Ci nie prawie, po prostu na tym pustkowiu już dawno być sprzedała siebie z tymi swoimi haftowanymi majteczkami, a skóra pokryła się brudem, więc się pytam, szukasz mnie czy na innego biedaczka polujesz?
Gdy skończył jego wzrok, cud, zszedł z jej cycków na wino, oj jak dawno nie miał nic dobrego w ustach, ile on by dał za kilka lampek ostrego alkoholu. Niczym pies latał twarzą za szklanym naczyniem, ciężko było ukryć jego pragnienie zalania się w trupa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arrisa Imeneroth
avatar
Wilkołak
Profesja : Mag
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 25

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Nie 14 Kwi - 9:06

Arrisa z pewnością nie była osobą, której spodziewał się tutaj Wincent. Ale bądźmy szczerzy. Ona też dała się zaskoczyć. Spodziewała się, że dostanie w twarz, z pięści, z patelni, z lutni, męskich genitaliów... czegokolwiek. Tymczasem otrzymała małą dawkę humoru i sporą kazania. O ile "propozycję" podejścia bliżej, przywitała jedynie prychnięciem, tak drugiej części wypowiedzi nieznajomego mężczyzny słuchała z rosnącym rozbawieniem, które odbijało się na jej twarzy w postaci uśmieszku prawdziwej wiedźmy, za którą ją przecież uważano. Zdawała się nie zauważać tego, jaka część jej ciała skutecznie przykuwała wzrok Wincenta, zamiast tego powiększyła nieco płomień nad jej dłonią i zostawiła w powietrzu, sama rozglądając się za czymś do siedzenia. W końcu Imeneroth to nie była żadna latarenka, żeby miała to nieszczęsne światło trzymać cały czas. Mogło się wydawać, że czarnowłosa po prostu nie słuchała ministrela, bowiem sprawnie znalazła się przy jakimś lichym krześle i zamierzała na nim usiąść, uprzednio ustawiwszy w lepszej pozycji do obserwowania. Tylko zamierzała, ponieważ obeszła się z meblem zbyt mało delikatnie i po przestawieniu odpadła noga. W tym momencie wilkołaczyca zacmokała i wróciła spojrzeniem na Wincenta żegnając myśl o wypoczynku dla nóg.
- Jakimi majteczkami?- wtrąciła, korzystając z tego, że pełnia jej uwagi wróciła na słowa mężczyzny w idealnym momencie.
To jedno, krótkie pytanie było wypowiedziane zdziwionym tonem, w taki sposób, że nie w możliwościach mężczyzny leżało zgadnięcie, czy Arrisa zaskoczona była tym, że jej bielizna miałaby być haftowana, czy może tym, że w ogóle miałaby być.
- Przyszłam pić- dodała też zaraz, zauważywszy, że mężczyzna skończył.
W tym momencie w jej oczętach zabłysły łobuzerskie iskierki, a czarnowłosa wbiła przewiercające spojrzenie w twarz Wincenta. Już mogła to zrobić, bo jej oczy przez czas tego uroczego monologu przyzwyczaiły się do "nie do końca oświetlonego pomieszczenia".
- Widzę jednak, że mój biust stanowczo przegrywa z trunkiem, radziłabym więc przestać teraz mnie podejrzewać, a zacząć się przymilać, to może się podzielę
Ups? Czarnowłosa chyba zapomniała o etykiecie? Taka wulgarność! Taka niewychowana! Choć nie dało się ukryć, że była trochę podirytowana insynuacjami jakie padły. Czy ona wyglądała na kogoś, kto miał teraz ochotę robić komukolwiek krzywdę? To, że właściwie, nie pogardziłaby takim rozwojem wydarzeń, nie miał znaczenia. Równie dobrze przyjęłaby też nieco inny, bo bijatyk już miała w ostatnim czasie trochę na kącie.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wincent
avatar
Człowiek
Profesja : Bard, ministrel, trubadur, jednym słowem artysta
Liczba postów : 8

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Pon 15 Kwi - 16:55

Winiacz, wspaniały słodki trunek, którego odmówiono Wincentowi przez ostatnie miesiące. Jakże to smutne, że zamiast trunkiem postaci epickich musiał delektować się resztkami z pańskiego stołu w postaci szczanego piwska w malutkiej karczmie. Jego wzrok przyciągała szklana butelczyna przyciągała go bardziej niż damskie wdzięki dziwacznej kobiety. Obruszył się faktem bycia ignorowanym, to przecie grzech wielki nie doceniać strzępienia bardowego języka, przecież on niósł piękno w tym szarym świecie.
Wiadomość o majteczkach rozbudziła jednak jego wyobraźnie, jak każdy mężczyzna dostał ataku ślinotoku i gorączki lędźwi. Ucieszył się nawet z możliwego braku bielizny, to by znaczyło że raczej do szlachty nie należy bo jak wiadomo to dam wyższych sfer dostać się jest bardzo ciężko i nie mówię tutaj o setce strażników i sług ale o wszelkich gorsetach, pończochach i kalesonach! Tylko prawdziwi pasjonaci potrafią przedrzeć się przez sterty bielizny, trubadur wolał dziewki wiejskie, łatwe, ciepłe i przyjemne, nic lepszego. Na wieść o piciu nie mógł powstrzymać języka...
- A to przystoi młodej damie szwendać się w najgorszym dla dziewcząt miejscu w celu... picia?- cmoknął ustami i pomachał palcem- ano nie samej, nie samej to trzeba trzymać się romantycznej tradycji- uśmiechnął się zadziornie i zagłębił się w jej spojrzeniu, dzielnie wytrzymywał przed przeskoczeniem na wino bądź piersi dorodne. Odsunął nogi do klatki piersiowej tworząc więcej miejsca, machnął niedbale ręką na zniszczone krzesło i zaprosił do siebie ze smakowitym nektarem.
- No dobrze słodziutka, to teraz mam Ci prawić komplementy? Ach, nie będzie to trudne hahaha, ma panienka piękne nogi wytrzymałe, piersi też dorodne mleka dla dzieci dużo będzie, ramiona też silne akurat abyś przy garach mogła stać, a i biodra szerokie, idealne do rodzenia dzieci.... a nie czekaj, to akurat na wiejskie kobitki działa, a ty nie jesteś ze wsi słodziutka nie?- machnął głową i znów zapatrzył się na butelczynę podziwiając swoje odbicie, tak marne w tej chwili.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arrisa Imeneroth
avatar
Wilkołak
Profesja : Mag
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 25

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Pon 15 Kwi - 18:23

Właściwie to Wincent i tak powinien być zadowolony. Jedynym powodem, dla którego Arrisa rozmawiała z nim teraz, był fakt, że miał lutnię. Lubiła bardów. Byli zazwyczaj rozmowni, wygadani, znali ciekawe fakty z życia... wszystkich, a do tego niezwykle podatni na kobiece wdzięki. A przy tym wszystkim, zawsze mogli zabawić ją muzyką. Na przykład wtedy, kiedy ona akurat pije.
Niepoinformowana o dalekosiężnych przemyśleniach, jakie w głowie bard na temat braku jej bielizny, a przy okazji jej.
- Nie przystoi - przytaknęła na jego słowa.
Nie przejęła się jednak najwyraźniej tym, co jej przystoi, a co nie, bowiem zdecydowała się otworzyć butelkę, coby zmotywować trochę Wincenta do szybkiego i skutecznego przymilania się- zanim zabraknie wina. W końcu, w ostateczności, Arrisa nie miała go dużo. Akurat takie ilości, które była w stanie pochłonąć na raz, jeśli chciała. Szczęściem ministrela, teraz wolała trochę pobawić się jego kosztem i wybrała picie powolne, powodując tylko lekki uchybek w zawartości butelki. Tak na miły początek.
- Ale ja nie jestem ani damą, ani też młoda- wyjaśniła, dlaczego miała głęboko tam, gdzie słońce nie dochodzi, to, co przystoi młodym damom.
Skorzystała z niemego zaproszenia na łóżko i po chwili już siedziała na zwolnionym przez barda miejscu. Jej nogi przywitały to z wyraźną ulgą, zwłaszcza, że Imeneroth wyciągnęła je przed siebie tak, że o podłogę opierały się piętami. Co nie było zbyt eleganckie, ale kto by się przejmował? Zdecydowała się też poświęcić pełną uwagę grajkowi, wbijając w niego uważne spojrzenie, kiedy ten w końcu przeszedł do przymilania się. Na początku nawet kącik jej ust powędrował do góry, tym niemniej już po pierwszej wzmiance o dzieciach, tym, co zostało uniesione były tym razem brwi. Dzieci, gary? Co?
- Psiakrew. Naprawdę, na jakąkolwiek to działa?- podsumowała, kiedy z ust mężczyzny padło pytanie- Myślałam, że chcesz się napić, a nie mnie poślubić
Oczywiście, że musiała dać upust swojej wilkołaczej niechęci do "zachowywania się porządnie". Zazwyczaj szybko to z czarnowłosej wychodziło, jeżeli nie groziły jej za obcesowe zachowanie jakieś większe konsekwencje.
- Początek był całkiem zacny, ale proponuję też przedstawienie się. No i... czy nie mam do czynienia z poetą? Czy ta lutnia, to tylko dla zabawy?

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wincent
avatar
Człowiek
Profesja : Bard, ministrel, trubadur, jednym słowem artysta
Liczba postów : 8

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Wto 23 Kwi - 18:25

Dziwne, czy to sen? Przychodzi kobieta, delikatna, zwiewna, bezbronna, a przez to głupia, co robi na takim odludziu? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi, a jedynie jedna butelka wina. Może to wszystko jedynie ułuda, a ona jedynie jest zmysłową zjawą która ma go kusić i zwodzić na złą stronę. Nie wiedział i wiedzieć nie mógł więc oddał się słodkim rozkoszom majaków nocnych. Takie coś często się u niego pojawiało, głównie przy dłuższej głodówce i zawsze radowały go pół-nagie niewiasty, nie wiedział czemu dzisiaj było inaczej.
Mocniej zaciągnął się zapachem kobiety, taki słodki, tak rzeczywisty. Przeczesał włosy suchą już dłonią wpatrując się w nią, wyglądał jak marzyciel patrzący na pędzące w niebie chmury. Wzrok jednak nie był jego już sługą i kierował się na podnoszące się alkohol. Zaczął masować dłonie by je czymś zając i rozgrzać.
- A żebyś wiedziała, lecisz z taką od razu na sianko w pobliskiej stodole, aż kwiczy gorzej niż prosiak...- wstrzymał się na chwilę bo choć nie ze staruchą, ani dziewicą, ani damą to z kobietą rozmawia i nie przystoi- No sama wiesz...- gdy usłyszał o ślubie opluł się i wyciągnął dłoń wyrywając butelczynę. Tylko ona pomogła mu przetrwać atak histerycznego śmiechu- Boże, boże Hahaha szybciej mnie nogami do przodu wyniosą niż mi jakaś baba pierścionek wciśnie na palec.
Kiedy wreszcie zdołał opanować łzy radości, a wyobraźnia przestała przysyłać obrazy jego osoby w kaplicy opanował się dysząc ciężko i ratując się chamsko zabranym trunkiem. Przybliżył się do dziewki bliżej, żeby mogła poczuć ciepło jego ciała w tej mroźnej chałupie.
- Achhh, tak, tak duży Wini jestem i przydomek nie od wzrostu mam jak sama widzisz, bard nad bardami, a ta lutnia to akurat wielofunkcyjne narzędzie, dużo z nią rzeczy potrafię lecz wypada się jakoś odwdzięczyć za udzielone winko, nawet znośne Ci powiem...
I zaczął grać skoczną melodyjkę przy której każda noga ochocza wystukiwała rytm. Zmarznięte nadal opuszki palców miały z początku trudności z wydobyciem czystych dźwięków lecz po kilkunastu minutach dźwięki wichrów z zewnątrz zastąpiła miła i przyjemna piosnka.
- Ładna jesteś wiesz?
Rzekł tak bez powodu z szelmowskim uśmieszkiem, nie mógł się opanować i udając skupienie na instrumencie zajął się gapieniem na jej zgrabne uda, oj jak ja bym je...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arrisa Imeneroth
avatar
Wilkołak
Profesja : Mag
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 25

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Sro 24 Kwi - 16:43

Arrisa, na całe szczęście, nie uważała za sen, czy majaki, ani siebie, ani też Wincenta. W końcu szkoda by było tkwić w ułudzie, bez świadomości, że tak naprawdę jest to rzeczywistość. Winem mogła się więc delektować nie po to, by utopić w nim pytania i wątpliwości, ale dla samej przyjemności delektowania się. I taki stan rzeczy właśnie najlepiej odpowiadał czarnowłosej. Może i nie było to zbyt mądre z jej strony, ale Imeneroth nie lubiła dopisywać jakichkolwiek interpretacji do zastanej przez siebie sytuacji, a ewentualne konsekwencje takiego podejścia do sprawy, zostawiała sobie na przyszłość. Ostatecznie nie była przecież ani delikatna, ani bezbronna.
- Ciekawe...-mruknęła, podsumowując niezbyt dostosowaną do sytuacji wzmiankę Wincenta o babach i prosiakach- Czy robią to z zachwytu czy zawodu
Złośliwy uśmieszek, w połączeniu z ironicznym tonem- to były właśnie symptomy, które jasno zdradzały, iż w tym "aniołku" zdecydowanie krył się diabełek i bardzo lubił dawać o sobie znać. W końcu mało co mogło obruszyć mężczyznę bardziej, niż insynuacja, że ich umiejętności w sprawach na sianku mogłyby pozostawiać wiele do życzenia. Wilkołaczyca wiedziała o tym doskonale, bo często używała tego własnie zjawiska, by wejść komuś na ego. I do tej pory, jeszcze nigdy się nie zawiodła.
Sposób, w jaki odebrano jej wino, Arrisa przyjęła tylko z lekkim, zdziwionym "o". Reakcja Wincenta była na tyle interesująca, że czarnowłosej ani się śniło jej psuć wojną o wino.
- Och, widziałam już wielu takich, którzy mówili tak samo, stojących potulnie na ślubnym kobiercu i wbijających cielęce oczy w swoją wybrankę. Bądź błagalne w ojca. Jedno z dwóch- bez absolutnie żadnych oporów wyraziła swoje wątpliwości.
A trochę ślubów przez swoje życie Imeneroth jednak widziała, mogła więc uznać, że takie zapewnienia, jakie padły właśnie z ust Wincenta, rzadko kiedy dawały odzwierciedlenie w rzeczywistości. Zbyt prostym stworzeniem był mężczyzna, by nie znalazła się kobieta zdolna omotać takiego osobnika wokół własnego palca. Właściwie to zazwyczaj wystarczyło tylko zechcieć. Zmniejszenie dystansu między nimi, wydawało się niespecjalnie przeszkadzać Arrisie, choć ta, gdyby chciała mogłaby się ogrzać w o wiele skuteczniejszy i szybszy sposób. Zresztą, mało było sytuacji, w których bliskość drugiej osoby Imeneroth uważała za niepożądaną. Chyba tylko w przypadku brzydali z garbem. Choć jakby się głębiej zastanowić, to znalazłoby się jeszcze parę przykładów.
- Dobrze, duży Wini, bardzie nad bardami. Czas mi oddać moją własność- zarządziła, sama nie racząc się przedstawić, mimo że przed chwilą dopominała się imienia barda.
Zamiast przestrzegać zasad dobrego wychowania, czarnulka wolała bowiem sięgnąć ręką po butelkę wina po to, by błyskawicznie przejąć nad nią kontrolę i upić kolejną porcję trunku. Bo i co lepszego jest niż wino połączone z muzyką? Może i Arrisa nie była nawet blisko zerwania się do tańca, ale wyjaśnić można to było zmęczeniem nóg. Natomiast nie powstrzymała się przed wybijaniem taktu palcami, na własnym udzie. Rozmowa się ucięła na pewien czas, ale Imeneroth nie zamierzała narzekać. Wino co parę chwil przemykało przez jej gardło, natomiast kiedy ze strony mężczyzny, padło pytanie, tym razem to ona nie powstrzymała się przed śmiechem.
- Owszem, wiem- potwierdziła niezbyt skromnie- To, w połączeniu z muzyką działa o wiele bardziej niż opowieści o tym, jak bardzo jestem przystosowana do garów i rodzenia dzieci
Nie. Nie zamierzała przestać wypominać tego Wincentowi przez najbliższy czas. Właściwie to prawdopodobnie planowała nawracać do owego tematu przez całe ich spotkanie, nie sądziła bowiem, że rodzi się tutaj jakaś niesamowita przyjaźń, czy może jeszcze coś dziwniejszego. Raczej ich drogi rozejdą się ostatecznie, dlatego też wilkołaczyca musiała sobie poużywać, prawda?
- Za to Tobie z tym fioletowym okiem niezbyt do twarzy
Ona też nie zamierzała się opanowywać, powstrzymywać, czy cokolwiek. Z tym, że jej chęci i gesty były jeszcze całkiem niewinnie, gdyż czarnowłosa jedynie przejechała palcem po siniaku zdobiącym podbite oko Wincenta.
- Kto Ci zrobił taką krzywdę, bardzie nad bardami? Niezadowolona kobieta z sianka?

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wincent
avatar
Człowiek
Profesja : Bard, ministrel, trubadur, jednym słowem artysta
Liczba postów : 8

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Sob 27 Kwi - 17:11

Wincent nie należał do tych co cenią swoją dumę, szczególnie że babsko z którym siedział wydawało się agresywne, tak bardzo że nawet we śnie nie chciał ryzykować. Noga mu co nieco zesztywniała to powiercił się machając całym łóżkiem by dogodną pozycje znaleźć. Jakże on żałował, że nikt nie zostawił tutaj poduszki wypełnioną gęsim pierzem i to taką zdobioną piękną złotą nitką. Rozmarzył się...
Dobrze że miał wino, powstrzymało go od jakieś ciętej riposty na jakże niemiły i raniący serce barda komentarz. Z zawodu? Phi, phi i jeszcze raz phi zmarszczył brwi i nos, dopiero po chwili twarz nabrała naturalnego zawadiackiego charakteru.
- Idź stąd na północ, a w każdej wiosce nikt CI nic nie powie! A wiesz czemu?! Bo tak je wymęczyłem, że przez lata nie usiądą, a co dopiero męża znajdą!- rzekł niezbyt ambitnie, aczkolwiek ego sobie podbudował. Nagle wyrwana butelczyna wybiła go z rytmu, no żesz szybka cwana bestia...
Roześmiał się na wieść o ojcu, oj znał się na takich aż za dobrze i wiedział że należy ich unikać. Jak każdy wiedział, że jego rolą winno być znalezienie sobie żonki, spłodzenie potomków i najlepiej podbicie krainy, ewentualnie działki sąsiada.
- Czy mam wnioskować, że to wyzwanie? Założę się, że ty byś mnie nigdy do ołtarza, ani do łóżka nie zaciągnęła

Rząd jego białych ząbków błyszczał, gdy usłyszał odpowiedź, jaka krnąbrna ta pannica, lubię takie jęknął cicho.
- Widzisz jak się uczę szybko. A lajpo- dotknął delikatnie końcem palca fioletowy placek- dostałem w prezencie gdy broniłem piękną hrabinę przed trzema, nie czterema łajdakami, byli czarni jak smoła, a wielcy jak góra- mówił intonując magicznie by kłamstwo nabrało kolorytu, energicznie gestykulował wiedział jak bajki opowiadać bo właśnie z tego żył, tak jawne oszustwo lecz chciało się w nie wierzyć niczym w zaczarowaną, piękną baśń, jednak tutaj i teraz nie było damy, nie było rycerza i nie było zamku, jedynie biedak, półnaga dziwaczka i opuszczona chatka lecz może właśnie teraz rodzi się kolejna legenda?
- Ja tu biadolę, a ty kwiatuszku miły, kim jesteś? zaczął podchwytliwie, lubił zagadki a ta tutaj była wyjątkowo... przyciągająca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arrisa Imeneroth
avatar
Wilkołak
Profesja : Mag
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 25

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Sob 27 Kwi - 18:17

Skrzyp, skrzyp, skrzyp- odezwało się prosząco łóżko, kiedy Wincent się wiercił wzbudzając w Arrisie skrywany strach, że zaraz mebel się rozpadnie i oboje wylądują na podłodze. Właściwie to Imeneroth miała władzę nad żywiołami i jakby się postarała, to skonstruowanie czegoś o wiele lepszego, używając wyłącznie sił natury, zajęłoby jej chwilkę. No, ale musiałaby się starać, a przyszła tutaj żeby się zrelaksować.
Łóżko jednak, na całe szczęście, wytrzymało, ku szczęściu kobiety, dlatego też ta mogła parsknąć niezbyt grzecznym śmiechem, w reakcji na zapewnienia Wincenta. Może i swoje ego podbudował, ale wiary w swe umiejętności u skorej do docinek Imeneroth raczej tym nie wzbudził.
- Albo po prostu żadna już nawet nie pamięta, bo i nie było nic wartego do zapamiętania
Nie zamierzała wspominać, że gdyby mogła sobie swobodnie wędrować po okolicznych wioskach, to relaksowałaby się w tamtejszych karczmach, a nie w opuszczonej chacie wespół z nieznajomym, kradnącym alkohol, bardem. Raczej pamiętali jeszcze jej twarz tam, gdzie narozrabiała, wcale przecież nie tak dawno. Oczywiście, nie żeby czarnulka rzeczywiście rozważała wycieczkę po wioskach i wypytywanie o Wincenta. Aż tak jej przecież nie zafascynował.
- Och, mam wnioskować, że to wyzwanie?- w oczach Arrisy pojawił się łobuzerski błysk, kiedy pozwoliła sobie w ten sposób przedrzeźnić barda.
Możliwości zaciągania go przed ołtarz nawet nie brała pod uwagę. Prawdopodobieństwo, że byli tej samej rasy było znikome, a czarnowłosa, jeżeli w ogóle miałaby rozważać możliwość "oswojenia" jej, to patrzyłaby na to z dość rasistowskiego punktu widzenia. Z uwagi na praktyczność, oczywiście. Natomiast nie miała wątpliwości, że bez trudu zaciągnęłaby Wincenta do łóżka, gdyby tylko zechciała. Już pomijając spojrzenia, jakimi czasami obdarzał kolejne części jej ciała, to tak właściwie byli już w łóżku- nie było więc to nic trudnego!
- Owa piękna hrabina musiała być bardzo niewychowana, skoro nie tylko nie zaproponowała swojej ręki, ale nawet noclegu. Czy może po prostu się obudziłeś?- poddała w wątpliwość jego historie.
Co, jak co, ale na bardów Arrisa patrzyła dość stereotypowo. O wielkich czynach to oni potrafili jedynie śpiewać. Niejeden miał też tendencje do wyolbrzymiania wydarzeń, zwłaszcza jeśli dotyczyły ich samych, a nawet i opowiadania historyjek, które nigdy nawet obok prawdy nie stały. Zresztą. Ostatecznie to i tak nie było ważne. Uśmiechnęła się lekko, z rozbawieniem, kiedy została zapytana, kim jest. Następnie przytknęła butelkę wina do ust upijając kolejne łyki. Po chwili odsunęła od siebie trunek powoli, jakby z żalem.
- Może muzą, może nimfą, a może samą śmiercią, która przyszła zbierać żniwo. Albo kimś nudnym i pospolicie zwyczajnym. Sam będziesz musiał się przekonać
Ostatecznie mogłaby się po prostu przedstawić, tym niemniej nie widziała takiej potrzeby. W ten sposób było zabawniej. Nie wiedzieć dlaczego, bardzo z siebie była zadowolona i z tego zadowolenia przytknęła butelkę do ust z takim rozmachem, że nieco trunku pociekło jej od kącika ust. Tym niemniej i tym razem czarnowłosa szybko odkleiła się od wina i wyciągnęła butelkę w stronę barda.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Wincent
avatar
Człowiek
Profesja : Bard, ministrel, trubadur, jednym słowem artysta
Liczba postów : 8

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Nie 28 Kwi - 20:00

Łóżko, bogowie jakie ono było niewygodne gdyby tu coś się miało stać to jedno z ich trojga doznało by kontuzji. Nie chcąc kusić losu nie próbował już znaleźć swego miejsca na tej małej przestrzeni. Prychnął gniewnie na komentarz, że niby chłopki zwykłej zadowolić nie umie! Kpina! Kpina! Myślał lecz nie powiedział tego na głos jedynie wygiął usta w niemiłym uśmiechu. Nie lubił jak mu ktoś chciał wypomnieć że niby mało męski jest w biodrach, słyszał to wielokrotnie toż się uodpornił lecz kobiecina igrała z ogniem, oj igrała.
Zabłysnęły mu iskry w oczach gdy usłyszał swe słowa, tylko cieplejsze, miękkie, delikatnie... no gorąco się zrobiło, był nieco zakłopotany bo nie wiedział czy właśnie ktoś z niego robi wioskowego błazna, chce go skutecznie podniecić czy po prostu powtarza bo ma siano w głowie... może to jednak sen, trzeba to jakoś sprawdzić, wino za dobre... oj za dobre, coś tu śmierdzi i to nie ja...
- Co?...- zrobił pustą minę jakby nie rozumiał kontekstu, osądzić go o kłamstwo?! SKANDAL, skandal tak kpić z jego profesji, on tylko prawdę i jeszcze raz prawdę rzecze- Hrabina jak każda odziana w klejnoty pannica zimna niczym lód była, patrz co mi z zrobiła!- wziął jej dłoń i umieścił na torsie zwalniając prace serca, stara sztuczka, jak się chciało przeżyć to trzeba często udawać martwego a to nie łatwa sztuka- serce mi zabrała i mą miłość! Wszystkie takie są...- zaczął smutno lecz zaraz mu przeszło.
- Wiesz co?- wziął wielki łyk winka od którego przyjemne ciepełko rozeszło się po ciele, na odwagę- Coś mi tu nie gra i nie wytrzymam jeśli okażesz się jedynie śmiercią czy nimfą... muszę...
I zbliżył się na co z krzykiem sprzeciwiło się łoże, wytrzymało. Popatrzył jej w twarz, ich wzrok się spotkał, zbliżał się do niej delikatnie otwierając zmysłowo blade usta, połyskliwe krople wina jeszcze spływały z nich powoli. Przymknął oczy i... stało się. Wyciągnął drugą dłoń i delikatnie zmacał jej odsłoniętą pierś sprawdzając realność kobieciny, jako że przeszła test cofnął się szybko a na twarzy miał wymalowane- proszę nie w twarz!. Pytająco na nią zerkał marszcząc brwi i dla obroni zasłaniając się winkiem, bo szkoda tracić alkohol to może nie spoliczkuje, już oberwał ostatnio i by podwójnie bolało.
- Emmm zdałaś... może masz jakieś ciastka cytrynowe? Nie? Szkoda...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arrisa Imeneroth
avatar
Wilkołak
Profesja : Mag
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 25

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   Nie 28 Kwi - 20:29

Arrisa doskonale zdawała sobie sprawę z tego, jak bardzo mogła zranić męską dumę swoimi słowami. Właśnie dlatego to robiła. Nie dość, że sama prowokacja, niezależnie od jej celu, sprawiała kobiecie przyjemność, to przy okazji dowiadywała się o Wincencie bardzo ciekawej rzeczy. Fakt, że nie odwrócił się tyłem by boczyć się jak mały chłopczyk, czy nie zastosował innej tego typu zagrywki, bardzo odpowiadał Imeneroth, bo świadczył o tym, że z bardem nie trzeba obchodzić się jak z porcelaną, by przypadkiem czegoś nie popsuć. Mogła być dzięki temu być zupełnie sobą, nie obawiając się, że w pewnym momencie, zamiast swojego rozmówcy, ujrzy tylko jego obrażone plecy współgrające z przewrażliwionym duchem. Nie grało to co prawda żadnej roli na dłuższą metę, ale w tym momencie czarnowłosa nie mogła po prostu trafić lepiej. Ostatecznie przecież nikt nie radził sobie z ogniem lepiej niż mag żywiołów.
- To po prostu wy za łatwo się zakochujecie- stwierdziła nawet nie kryjąc rozbawienia.
Jeżeli Arrisa nawet dostrzegła zwolnione tempo serca, a prawie niemożliwym byłoby żeby nie, to zdecydowanie nic nie dała po sobie poznać. Ani martwić się nie zamierzała, ani specjalnie dziwić. Nie lekarzem była, więc co najwyżej mogła sprawić, by Wincencie serce w jak najbliższej przyszłości miało powód by przyśpieszyć. Znacznie. Tylko czy jej się chciało?
O chceniu, czy niechceniu, wilkołaczycy, ostatecznie zadecydował sam bard, a właściwie sposób, w jaki postanowił sprawdzić jej realność. Początkowo zdziwiona, w momencie, kiedy mężczyzna się wycofał, prychnęła, jakby coś przed chwilą ją rozzłościło. Nie malowało to przyszłości Wincenta w kolorowych barwach, a przynajmniej sprawiało złe wrażenie.
- Jesteś bezczelny- warknęła
Tym niemniej, ręka Arrisy, która wystrzeliła w stronę mężczyzny, wcale nie zatrzymała się na jego twarzy. Nie. Imeneroth zacisnęła ją na butelce wina. Nie zadawała sobie trudu by wyrwać ją Wincentowi, tylko przyciągnęła lekko w swoją stronę, a potem nachyliła się, by się napić. Nie zadawała sobie trudu by przełknąć, zamiast tego, oparła wolną rękę na ramieniu mężczyzny i przycisnęła swoje usta do jego, pozwalając by ten też mógł posmakować nieco trunku. Trwało to dosłownie chwilę, bo i jednak smak wina w ustach czarnowłosej za bardzo ją kusił i po prostu musiała przełknąć. Wtedy też jej usta zmieniły umiejscowienie, kiedy Arrisa odnalazła ucho mężczyny.
- Nie przerywa się, jak już się zacznie. Nikt Cię tego nie nauczył?- wymruczała.
Ona miałaby odmówić upojnej nocy? Żartujecie?! Jeżeli Wincent mógł wykazać tyle tupetu by ją dotknąć, to teraz będzie musiał wziąć odpowiedzialność i odpowiednio kobietę zabawić.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Opuszczona chata   

Powrót do góry Go down
 

Opuszczona chata

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

 Similar topics

-
» Opuszczona Kapliczka
» Opuszczona stacja kolejowa
» Opuszczona radziecka baza
» Opuszczona leśniczówka
» Serce zakazanego lasu

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  :: Ziemia Niczyja-