IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Główna ścieżka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Devan Eyrienden
avatar
Wilkołak
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 402

Doświadczenie : 294

PisanieTemat: Główna ścieżka w lesie   Wto 21 Lut - 15:49


☼  Główna ścieżka w lesie ☼




Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://czarodzieje.my-rpg.com
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Sob 16 Mar - 15:03

Wciągnęła powietrze do płuc i zatrzymała je w piersi, wypuszczając jednocześnie strzałę z łuku. Cięciwa wydała z siebie cichy dźwięk, a dziewczyna zeskoczyła z gałęzi drzewa na twardszy grunt pod stopami. Nie na ziemię, mimo wszystko, a śnieg jednak podejrzanie zaskrzypiał blisko jej ucha. Ktoś się zbliżał. Wyprostowała się naciągając ponownie cięciwę łuku. Przemożna cisza przerywana jedynie przez czyjeś kroki uspakajała ją, nadając jej oddechowi regularny, stabilny rytm. I w przerwie między jednym, a drugim oddechem… strzała wystrzeliła. Świsnęła obok ucha nieznajomego wbijając się w konar za jego plecami. W tym samym czasie elfka, której udało się zwrócić na siebie uwagę mężczyzny, przykucnęła na obalonym konarze, uśmiechając się nieznacznie pod nosem. Niby szczerze, choć dało się w tym wyczuć nutę ironii.
- Mae govannen*, mój przyjacielu – rzuciła typowo melodyjnym, elfickim tonem, choć jej akcent – nie odpowiadający ani ludzkiej, ani elfickiej mowie – pozostawiał dużo do życzenia. Mówiła własnym dialektem. Odpowiednio dumnym i ekspresyjnym, jak na rodzoną elfkę przystało, wystarczająco jednak mało ortodoksyjnym i nieskrępowanym sposobem – co było raczej przywarą społeczności ludzi. Była wolnym strzelcem, z zawodu, powołania, natury, a przede wszystkim z wyboru. I taką też postawę pokazywała wobec świata.
- Wybacz mi ten niespodziewany atak – rzuciła rozbawiona, zsuwając się z konaru na ziemię. Od razu założyła łuk na plecy, dając dowód niewinności swoim czynom. No cóż, każdemu może się zdarzyć strzelać do swoich przyjaciół, prawda?
- Strzała musiała mi się omsknąć. Sam rozumiesz… ten wasz mroźny klimat. Dreszcze przechodzą tu ciało, palce cierpną, wiatry wieją zupełnie inaczej niż na moich ziemiach i kierunek mają zupełnie inny, więc i celność nie ta co zawsze.
Mimo uśmiechu na twarzy, wydawała się wyjątkowo bezczelna w słowach przepełnionych wbrew pozorom nie satyrycznym, a kpiącym charakterem, jak i ostentacyjnych gestach. Przykładowo: przerysowanym ukłonem przed nieznajomym.
- Jestem Lore’lhin, Heruamin**– dorzuciła z przekąsem intonując ostatnie słowo, nawet nie wiedząc jak bardzo w tym momencie trafiła w sedno.

    *Mae govannen - cóż za miłe spotkanie
    **Heruamin - mój panie
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 9:14

Wysoki mężczyzna wolno kroczył główną ścieżką Volden. Zalegający na niej śnieg skrzypiał pod ciężkim obuwiem Reinmara, z daleka ostrzegając o jego nadejściu. Władca ludzi zaś, jak widać, zapomniawszy o zwykłej ostrożności, pogrążony był w myślach. A że myśli były niewesołe, tym bardziej zaprzątały jego uwagę.
Dopiero ruch między drzewami sprawił, że mieszkaniec zimnej północy, oderwał się od swych myśli. W tym samym momencie, tuż obok jego głowy świsnęła zabójcza strzała, wbijając się w pień drzewa.
- Mae govannen, Mellon - odrzekł, choć jego twarz pokrywał chmurny wyraz.
Głos Reinmara był niski i nieprzyjemny, lecz - o ironio! - jego elficki był nienaganny. Cóż, uczeni Lorelden włożyli wiele wysiłku w to, by przyszły władca potrafił coś więcej od ścinania głów.
Przez krótką, pełną napięcia, chwilę Reinmar wpatrywał się w elfkę, jakby rozważając co z nią począć. Widać jednak, porzucił zamiar dobycia broni i sięgnął po strzałę tkwiącą w drzewie. Wyrwał ją, uważając by się nie złamała i postąpił kilka kroków w kierunku kobiety.
- Na twoich ziemiach... - powtórzył chrapliwym głosem, wyciągając strzałę w kierunku elfki, grotem w jej stronę. - To twoja własność, Lore'lhin - mruknął.
- Mnie zwą Reinmarem - dodał, po dłuższej chwili milczenia, w której zdawał się rozważać czy może nie lepiej pozbawić elfki pięknej głowy. W końcu, jak głosiło stare porzekadło Lorelden, dobry elf to martwy elf...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 15:21

Nie wydawała się ani zdziwiona, ani poruszona znajomością elfickiego przez mężczyznę. Ani jej nią nie zaimponował, ani specjalnie jej nie obraził, zwracając się do niej mowie, której znać nie powinien. Niemniej jednak wpatrywała się w niego przez chwilę w milczeniu, szukając powodu, dla którego jego wiedza sięgała nieco szerzej niż innych. Zdecydowanie nie był zwykłym mieszkańcem tych ziem, co wywnioskowała po dumnej postawie krzepkiego mężczyzny. Zamiast więc pozostawiać swoje pytania w sferze domysłu, wyrzuciła je z siebie, okrążając nieznajomego w ramach wstępnych oględzin.
- Jesteś uczonym? – spytała bezpośrednio, znajdując się aktualnie za jego plecami, a kiedy on odwrócił się w stronę strzały, ona znalazła się z powrotem na swoim miejscu, splatając ręce na piersi. Przyglądała się mu w skupieniu, raczej krytycznym okiem, bez jakiegokolwiek skrępowania. Całkowicie otwarcie. Tak samo jawnie mrużąc oczy, kiedy mężczyzna postąpił kilka kroków w jej stronę.
- Co mogłoby wyjaśniać nierozwagę z jaką oddajesz mi strzałę… z grotem wystrzelonym w moim kierunku.
Mówiąc to złapała za drzewiec i zamiast odebrać od mężczyzny strzałę, zbliżyła się do niego na odległość jej długości, w taki sposób, ze stała teraz dokładnie przed nim, patrząc na niego z dołu.
- Chyba, że chciałeś mi coś zrobić, ale byłoby szkoda...
To mówiąc objęła pewnie drewno i wrzuciła zręcznym ruchem dębowy pocisk do kołczanu zawieszonego na plecach.
- Niee, zdecydowanie nie jesteś uczonym. Jesteś za wysoki – stwierdziła w dalszym ciągu poddając ocenie jego sylwetkę i postawę – za krzepki, za śmiały – kontynuowała dalej i uśmiechnęła się znów w ten sam nieznośnie bezczelny sposób – chyba nie jesteś groźny? – rzuciła z udawana bezbronnością i wycofała się kilka kroków w tył, nie próbując nawet udawać, ze robi to ze strachu, bardziej z przezorności. Nie wyglądała na kogoś kto miałby się zaraz przed kimś kulić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 17:13

Zachowanie elfki mogło być uznane za bezczelne i irytujące. Dziwnym trafem jednak, władca Lorelden tak go nie odczytał. Być może, ze względu na to, że władcy ludzi nie byli przyzwyczajeni do bycia traktowanym niczym półbogowie. A być może ze względu na to, że jej pewność siebie budziła szacunek mieszkańca Północy. Jakikolwiek by nie był powód, Reinmar chwilowo oddalił od siebie myśl zakończenia rozmowy przy pomocy stali.
Milczał, pozwalając elfce mówić. Choć nauczono go pięknych słów i pięknych języków, rzadko ich używał.
Na wzmiankę o uczonych, jego twarz wykrzywiła się w dziwnym grymasie. Jeśli był to uśmiech, to zdecydowanie nieudany. Tak czy inaczej, wzmianka o wzroście zdawała się bawić mężczyznę. W dalszym ciągu pozwalał Lore'lhin na kontynuowanie monologu. Gdy jednak odsunęła się o kilka kroków, on skrócił dystans, nie pozwalając jej odejść na więcej niż pięć czy sześć stóp.
- Lore'lhin, co robisz w Volden? - zapytał, przyglądając się elfce i ignorując uwagę o byciu groźnym, tudzież niegroźnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 18:52

Cóż, dziwnym było, że jeszcze nie doszło do walki. Elion, z tego co zdążyła zauważyć, żyjąc już na tych ziemiach długi czas, nie należał do krain, na których wszystkie nacje mogły się ze sobą normalnie porozumieć. A tu proszę. Stała na wprost mężczyzny, człowieka ściślej mówiąc, dogadując się z nim jak na razie bez spięć i bez zwiastunek, które miałyby ostrzegać ją przed walką. Ba! Dogadywali się nawet nie w jednym, a w dwóch językach.
- Mankoi lle irma sint?* - spytała zdecydowanie testując tym samym zakres jego znajomości elfickiego. Z czystej ciekawości, jak i chęci wykupienia sobie trochę czasu na odpowiedź. Co robiła na tych ziemiach? Błąkała się chyba, jak na każdych innych, szukając miejsca dla siebie.
- Lore’lhin… - powtórzyła po nim uśmiechając się lekko – pięknie to wymawiasz, Edan** - pozornie zmieniła temat najwyraźniej nie chcąc odpowiadać na zadane pytanie. Wbrew pozorom dalej gdzieś tam czaiła się wokół tego wątku.
- A wiesz co znaczy to imię? Te ziemie są mi bliższe niż na pozór mogłoby się wydawać, mellonamin.***


    * Mankoi lle irma sint? - A dlaczego pytasz?
    ** Edan - człowieku
    ***mellonamin - mój przyjacielu

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 19:54

- Ed' i'ear ar' elenea! - rzucił popularnym elfickim wyrażeniem, wyrażając zniecierpliwienie. - Zadajesz dużo pytań, dając niewiele odpowiedzi, Lore'lhin.
Po raz kolejny wypowiedział dźwięczne imię elfki. Dziwnie brzmiało wypowiadane chrapliwym głosem człowieka. Traciło swoją śpiewność. Zyskiwało zaś coś... północnego, jeśli można tak powiedzieć.
Postąpił krok do przodu.
- Bardzo miło mi słyszeć te piękne słowa z twych pięknych ust - powiedział. - Lecz, moja jasnowłosa Edhel, pragnę dowiedzieć się kim jesteś i co robisz w Volden. Więc, jeśli nie jest to pilnie strzeżonym sekretem, proszę odpowiedz - Reinmar udowodnił, że potrafi wypowiedzieć więcej niż jedno zdanie naraz. Jego głos nie był nieprzyjazny, acz słychać było w nim nutę zniecierpliwienia. Z tylko jemu znanych powodów, nie wyjawiał kim jest. Przynajmniej póki co.
- Rzadko widuje się tutaj elfów, jasnowłosa - dodał, robiąc krok do przodu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 20:29

Mężczyzna jednak potrafił się wypowiedzieć. Już miała go podejrzewać o gburowatość, a tu proszę… miła albo niemiła niespodzianka. Nad kwestią praktyczności jego nagłego potoku słów się jeszcze zastanawiała. Skrzyżowała z nim spojrzenie, próbując wyczytać z niego jego zamiary. Na jej nieszczęście, nie sprawiał wrażenia człowieka, którego byłoby łatwo odczytać. Nie ułatwiło jej to nawet zmniejszenie dystansu między nimi. Zlustrowała go spojrzeniem kiedy się zbliżał, bacznie wyczekując każdego gestu, na który powinna uważać. Jak na razie jednak nic na takowe nie wskazywało. Powróciła więc spojrzeniem na jego twarz, milcząc krótki moment.
- Diola lle, Edan – rzuciła w końcu w słowach podzięki za, jak jej się wydawało, komplement. Komplement, który był jeszcze za małym pochlebstwem, żeby streściła mu cały swój życiorys. Ale może na powód jej wizyty sobie tymi słowami zasłużył.
- Sam też niewiele mówisz, ale skoro ładnie prosisz… nazywam się Lorë'Lhin – powtórzyła już bez żadnych gierek, przynajmniej na razie. – co na mowę ogólną przetłumaczyć można jako Dziecię Snu. Zaznałam kiedyś przyjemności zostania utuloną do snu, przez jakże uroczą i surową matkę naturę w tutejszych stronach.
Zrobiła krótką pauzę, kiedy zbliżył się do niej jeszcze bardziej, niwelując znacznie wyznaczony przez nią dystans. Cóż, nie była temu przeciwna, tak długo jak długo jego dłonie trzymały się z dala od zimnego ostrza stali. Kontynuowała wyjaśniając mu do czego zmierza:
- Tym ziemiom i tym mieszkańcom zawdzięczam życie, wbrew wszelkiemu pojęciu, że elf na tych terenach jest wam wrogiem. Elf… - uśmiechnęła się kącikowo – bardziej podobało mi się kiedy traktowałeś mnie bardziej… jednostkowo, mellonamin.
Na koniec wyprostowała się zmniejszając chociaż trochę przepaść ich wzrostów. Przy nim prezentowała się jak karakan ze swoją filigramową posturą. Może dlatego wolała większe odległości, nie musząc aż tak bardzo zadzierać głowy, intensywnie wpatrując się w jego zielone tęczówki oczu.
- To jest odpowiedni powód na sentymentalne wizyty na waszych ziemiach? – spytała na koniec zasiewając ziarno niepewności, czy to aby na pewno cała jej historia wycieczki po Volden.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 20:57

Od jakiegoś czasu, stosunki międzyrasowe w Elionie były bardzo napięte. Jeszcze bardziej niż zwykle. Od pogrzebu Theodora, zdawało się, że wszyscy tylko czekają, aby rzucić się sobie do gardeł. Niebezpiecznie było się zapuszczać na tereny innych ras. A tu proszę... Elfka w samym środku Volden, bez skrupułów bawi się w kotka i myszkę z władcą ludzi. O, ironio!
Jego twarz znów wykrzywił grymas, gdy elfka zadarła głowę do góry, by spojrzeć mu w oczy.
- Surowa, acz sprawiedliwa to matka, Aier - rzucił. Czy to możliwe, że w jego głosie słychać było nutę rozbawienia?
Wysłuchał odpowiedzi elfki. Odpowiedzi, która niewiele wyjaśniała, ale przynajmniej była odpowiedzią.
- Dziecię snu - powtórzył. Nawet jeśli imię przypadło mu do gustu, to nie było tego po nim widać.
Wytrzymał spojrzenie kobiety. Choć wielokrotnie ostrzegano go, by uważać na elfi wzrok, to nie zwykł spuszczać wzroku. W końcu był władcą, do ciężkiego licha!
- Masz zwyczaj wypuszczać strzały w kierunku wszystkich ludzi, Aier? - zapytał, po raz kolejny obdarzając Lore'lihn przydomkiem, który pasował do delikatnej budowy ciała dziewczyny. Reinmar, mierząc sześć stóp z górą, musiał wyglądać przy niej niczym prawdziwy kolos. Dziwniejszym jednak był fakt, że spotkanie obyło się bez rozlewu krwi. Może jednak pokojowa egzystencja była możliwa...?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 21:34

W tym momencie zmrużyła ledwie dostrzegalnie powieki zastanawiając się czy faktycznie życzył jej w swoich słowach śmierci, czy jego wypowiedź tylko tak feralnie zabrzmiała. Bądź co bądź udała, że ten sens słów dotarł do jej uszu w zupełnie innym wydźwięku. W dalszym ciągu przybierała na twarz maskę kobiety z beztroskim podejściem do życia.
- Sroga, ale czasem łaskawa – miała tym skwitować temat, ale nie byłaby sobą, gdyby nie dodała jeszcze mniej stosownych słów.
- Może było mi przeznaczone przeżyć i Cię spotkać, z bardziej przychylnym okiem wobec Twojej nacji, Edan?
Uśmiechnęła się, kolejny już raz, nieznacznie kątem ust i zaszła go od tyłu śmiało opierając dłoń na jego ramieniu, aby wspiąć się na palce, zmniejszając odległość jej ust od jego ucha.
- Wierzysz w przeznaczenie i dobrą opaczność natury, Edan?
Tak samo, jak on przypiął jej etykietkę domniemanej: Aier, tak ona ochrzciła go Edanem.
- Bo ja wierzę, że to ona kazała mi w ten sposób zwrócić Twoją uwagę – to mówiąc uśmiechnęła się szerzej, choć przez jej twarz przewinął się cień ironii, kiedy wypowiadała te słowa. Zresztą zaraz potem zrobiła lekki piruet wracając przed mężczyznę, w jeszcze mniejszej odległości od niego, niż stali wcześniej, dodając jedno, bardziej sceptyczne zdanie.
- Ale zawsze mogę się mylić.
Kto tam wiedział, czy nie dane im było kiedyś stoczyć ze sobą pojedynku. Nikt nie mógł przewidzieć tego, co planował im przyszykować los.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 21:55

Postawa Lore'lhin była zastanawiająco beztroska. Czy dziewczyna naprawdę taka była, czy jedynie przyjęła taką pozę - trudno było stwierdzić. Niemniej jednak, wyglądało na to, że przedziwnym sposobem zjednała sobie przychylność władcy ludzi.
- Niezbadane są ścieżki losu - rzekł wojownik.
Nie wiedzieć czemu, pozwolił elfce zajść się od tyłu. Drgnął lekko, czując jej oddech przy swym uchu. Na bogów, ilu już mężów ginęło od ostrze wepchniętego w plecy. Dlaczegóż pozwalał sobie na taką niefrasobliwość? Zaklął siarczyście w myślach, ganiąc własną głupotę, lecz nie poruszył się choćby o jotę. Może był już po prostu zmęczony ciągłym czuwaniem...
- Łatwo usprawiedliwiać swe czyny przeznaczeniem - powiedział, nie poruszając się. Mimo tych słów, głęboko wierzył w istnienie przeznaczenia i jego wielką, niezbadaną moc.
Widząc okręcającą się lekkim krokiem dziewczynę, znów wykrzywił twarz w uśmiechopodobnym grymasie. Przez myśl przebiegło mu, że chciałby móc być tak beztroski.
- Gdzie twój dom, Edhel? - zapytał. Wiedział, że łowcy niechętnie zatrzymują się długo w jednym miejscu, lecz mroźny klimat Lorelden nie sprzyjał wędrownemu trybowi życia. Sczególnie ciepłolubnym elfom. Choć Lore'lhin była wychowana na północy, więc pewnie lepiej znosiła zimno od reszty swych pobratymców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Nie 17 Mar - 22:12

- Zadajesz zbyt śmiałe pytania, Edan – rzuciła wprost, nie bawiąc się w półśrodki i zbędne ozdobniki w słowach, które miałyby mu tylko zasugerować zbyt dużą swobodę w zadawaniu pytań.
- A tak dobrze to się jeszcze nie znamy – dodała cofając się, cały czas utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Zarówno podczas tej czynności, jak i kiedy powolnym ruchem zdjęła z pleców łuk, jakby miała zaraz pod presją trzymania go na celowniku, wymusić na nim milczenie. Wbrew pozorom nie planowała go w żaden sposób uciszać. Jego chrapliwy głos był dla niej większą przyjemnością niż mogłoby się mężczyźnie wydawać. Mimo swojej natury, tak się jej życie potoczyło, że zmuszona była żyć w odosobnieniu. Wymiana zdań z Reinmarem okazała się być miłą odmianą od codziennej rutyny, w której porozmawiać mogła co najwyżej z ogniem trzaskającym w jej zdezelowanej chatce na Ziemi Niczyjej. Rozwiewając wszelkie wątpliwości co do swoich poczynań, oparła się o swoją broń, wbijając jej koniec w śnieg i utkwiła w Reinmarze spojrzenie, milcząc długi moment. Jakby czekała, że to on się odezwie. Widocznie zmieniła zdanie, zaraz potem rozpoczynając znowu dyskusję.
- Myślisz, że chciałabym Ci stanąć naprzeciw? Tobie i losowi, który skrzyżował nasze drogi?
Przechyliła lekko głowę na bok, czując jak włosy rozsypują się jej po ramieniu, odsłaniając goły kark. Czując mroźny powiew wiatru zadrżała, narzucając zaraz potem kaptur na głowę. Miał słuszność zastanawiać się czego tak ciepłolubna osoba jak ona szuka na tych ziemiach. Nie była jednak chętna opowiadać mu nic więcej, póki sama się o nim czegoś nie dowie.
- Tyle już o mnie wiesz, a mi zdradziłeś tylko swoje imię, Edan.
Z którego, jak widać, i tak mało miała pożytku.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Pon 18 Mar - 9:33

Zbyt śmiałe. Dawno już nikt się w ten sposób do niego nie zwrócił.
- Zbyt śmiałe - powtórzył. - Mankoi? [tłum. Dlaczego?]
I znowu nie pozwolił oddalić się jej na więcej niż kilka stóp, niczym cień krocząc za Lore'lhin. Gdy ręka elfki powędrowała po łuk, Reinmar oparł własną na rękojeści miecza. Nie zamierzał więcej tracić czujności. Nie mógł. Mimo to, pozwolił jasnowłosej na dobycie broni, samemu nie dobywając własnej. Być może, pozwolił sobie na to ze względu, że krótki dystans jaki ich dzieli stawiał go w lepszej sytuacji, a być może miał inne powody... Jakiekolwiek by nie były, wiedział o nich jedynie Reinmar i nie zamierzał się nimi dzielić.
Utkwił przenikliwy wzrok w filigranowej dziewczynie, opierającej się na łuku. Nie uszło jego uwagi jak zadrżała z zimna, po czym przysłoniła jasne włosy kapturem. Vanimle sila tiri - przyszedł mu na myśl elficki frazes, lecz nie wypowiedział go głośno. Ileż to razy ostrzegano go, by nie ulegać aparycji elfów.
- Gdybyś nie wypuściła strzały, nie prowadzilibyśmy tej rozmowy - powiedział. - Gdyby twa strzała poleciała o kilka celi w drugą stronę, nie byłbym w stanie wypowiedzieć już żadnego słowa. Naprawdę sądzisz, że nasze spotkanie jest jedynie zasługą losu, a nie konsekwencją naszych wyborów?
Powoli dobył miecza. Zimna klinga błysnęła złowrogo, zarysowując łuk w powietrzu.
- Czy to zasługa losu, że nie uznałem cię za szpiega, Lore'lhin?
Opuścił miecz. Koniec klingi dotknął podłoża.
Milczał dłuższą chwilę.
- Jestem Reinmar von Bielau, zwany również Reynevanem - powiedział w końcu powoli. Jego głos był jeszcze niższy i bardziej chrapliwy niż zwykle.Wydawało się też, że mężczyzna zgarbił się trochę, jakby na jego ramionach spoczywało jakieś brzemię. - Jestem władcą tej krainy i mieszkających w niej ludzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Wto 19 Mar - 16:58

A ona już któryś raz z kolei, kiedy on do niej podchodził, przyglądała się mu bez oderwania od niego wzroku. Nie dawał jej się za daleko oddalić. Miała wręcz wrażenie, że z każdą jej następną próbą utrzymania większego dystansu, ten stawał się coraz mniejszy. Trudno było powiedzieć czy stanowiło to dla niej problem, czy nie miało większego znaczenia. Mimiką twarzy niczego nie wyrażała, kiedy odległości między nimi się zmieniały. Może była po prostu zbyt witalną osobą, żeby ustać w jednym miejscu bez ruchu? W końcu całe życie przemieszczała się z jednych terenów na drugie.
- Zbyt śmiałe, bo, jak sądzę, nie przychodzi Ci na myśl, że ktoś nie chciałby Ci na nie odpowiadać. A ja nie lubię, a co ważniejsze, nawet nie potrafię kłamać – zawiesiła na moment głos, grając tym milczeniem na swoją korzyść. Reinmar miał teraz czas na zastanowienie się czy była aż tak dobrym łgarzem i kuglarzem, że nie sposób było wyczuć podstępu w jej słowach czy aż tak bardzo otwartym człowiekiem, nie uciekającym się do oszustw, że nie było możliwości doszukać się w jej słowach nieszczerości.
- Nie masz żadnej pewności, że ręka zadrżała mi na cięciwie łuku umyślnie, a nie z czystego zrządzenia losu. W jednym z tych przypadków za tą miłą wymianę zdań możesz dziękować mi, a w drugim, tylko szczęściu. Pytanie, czy wolisz wierzyć w mój wybór czy łut szczęścia?
Następnie zabłysnęło ostrze stali, odbijając sobą śnieżnobiałe otoczenie. Zamilkła, śledząc ruchy mężczyzny, a właściwie drogę miecza, jaką ten przebył w powietrzu. Jej brak odpowiedzi zawisł w powietrzu, nie dlatego, że odebrało jej mowę po nazwaniu jej szpiegiem. Przezornego ponoć chroni opaczność boża, więc wolała mieć jego broń cały czas na widoku, w razie gdyby mężczyzna miał inne zdanie co do jej bycia szpiegiem niż ona. Sobie nie musiała udowadniać, że nim nie jest, natomiast jemu… milczenie mogło wydać się podejrzane. Nic więc dziwnego, ze kiedy ujrzała w odbiciu ostrza, samą siebie wyprostowała się, przerzucając łuk z jednej ręki do drugiej uśmiechając się w rozbawieniu.
- Wierzę, że to akurat zawdzięczam swojemu wypracowanemu w pocie czoła i mrozu urokowi osobistemu – zaśmiała się otwarcie, zawieszając łuk na ramieniu i ponownie zamilkła. Tym razem na dłużej. Po jego ostatniej wypowiedzi patrzyła na niego długo bez słowa odzewu. Jej wzrok nie zmienił się ani o jotę. Pozostał niezmieniony, mimo przedstawienia jego pozycji, jakie przed chwilą miało miejsce. Tak samo, jak zachowała dokładnie tą samą postawę wobec niego, kiedy w końcu odezwała się otwarcie:
- Reinmar von Bielau to ładny przydomek – zaczęła bezstresowo zmierzając do dalszych konkluzji – wystarczająco ładny by móc zapomnieć o dalej pełnionych funkcjach i idących za nimi konsekwencjach.
No cóż, bez wątpienia miała tu na myśli wszelkie konflikty władców krain. Jak na przykład ten, który pierwszy przychodził jej na myśl – konflikt jej rasy z ludem Reinmara. Może wydawała się beztroska, ale na pewno w całym swoim trywialnym zachowaniu przemycała inteligencję i skrywany cynizm.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Wto 19 Mar - 21:17

Nie ufajcie elfom. Nie dajcie się omamić ich iluzjom, nie zważajcie na piękne słowa i gesty. Nie nadstawiajcie ucha udawanej szczerości i pochlebstwom. Nie dajcie się zwieść pozorom. Choć powabnej aparycji, dusze mają zepsute i podstępne. Dobry elf, to martwy elf. Tyle mniej więcej mówiono o pobratymcach Lore'lhin wśród mieszkańców zimnej północy.
- A jednak wciąż odmawiasz mi odpowiedzi - zauważył i postąpił krok do przodu, zmniejszając dzielący ich dystans. Miecz Reinmara wciąż był opuszczony. Stal błyszczała zimnym blaskiem w mroźnym, przejrzystym powietrzu.
Nie miał pojęcia czy może wierzyć jej słowom. Wydawało się, że mówi prawdę, lecz z drugiej strony... Wiedział, że jego doradcy zaproponowaliby szybkie zakończenie tego spotkania.
- Gdyby to było drżenie ręki, nie zwlekałabyś by posłać w moim kierunku drugą strzałę - zauważył przytomnie, marszcząc brwi. - Gdybym miał choć cień podejrzenia, że próbowałaś we mnie trafić, nie rozmawialibyśmy tak swobodnie - powiedział i znów postąpił krok na przód. Dzieliło ich ledwie kilka stóp. Patrząc na ponurą twarz Reinmara, miało się pewność, że nie jedna głowa już spadła od jego miecza.
Dźwięczny śmiech dziewczyny rozerwał cieszę lasu. Z pobliskich drzew zerwał się spłoszony kruk. Potem znów zapadła cisza. Cisza wypełniona badawczymi spojrzeniami i obojętnym wyrazem twarzy.
Na słowa dziewczyny, Reinmar uśmiechnął się paskudnie.
- Lore'lhin, jak sądzisz dlaczego jesteś jedyną elfką w promieniu wielu mil? - zapytał po dłuższej chwili. Chrapliwy głos zabrzmiał nadzwyczaj nieprzyjemnie. - Dlatego, że gdy tutejsi widzą elfa, nie pieją z zachwytu - oczy Reinmara zabłysły drapieżnie. Bez żadnego ostrzeżenia, miecz mężczyzny zatoczył półkole, przecinając ze świstem powietrze i... powędrował z powrotem do skórzanej pochwy.
- Tuszę jednak, że takie spotkania mogą się obejść bez przelewu krwi, mellonamin. O twój dom pytałem, gdyż nie sądzę, by znajdował się na tyle blisko, byś znalazła w nim dzisiaj schronienie - spojrzał w niebo. - Nadchodzi zamieć, a ja nie będę miał nic przeciwko dodatkowemu towarzystwu przy wieczerzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Wto 19 Mar - 22:05

Dla odmiany, zamiast patrzeć wprost na Reinmara, mierzyła wzrokiem odległość między nimi, długość jego ramienia, zasięg miecza. Mimo skupienia na tych drobnych aspektach, jej uwaga gdzieś w jakiejś niewielkiej części skupiona była na rozmowie, przez co przytomnie mogła udzielić odpowiedzi.
- Nieumiejętność kłamania ciągnie za sobą wiele innych czynników, Edan – powiedziała krzyżując z nim spojrzenie, przynajmniej teraz, póki był jeszcze dostatecznie daleko, żeby stal jego miecza nie dosięgła jej szyi.
- Czasem lepiej przemilczeć niektóre kwestie niż ryzykować, że szczera odpowiedź z jakichś względów mogłaby Ci się nie spodobać. Lle naa belegohtar*. Takie przynajmniej krążą pogłoski o władcy ludzi. Nie przywykłeś do odmów, Heruamin**?
Pozwoliła sobie zwrócić się do niego bardziej poufałą formą w mowie elfów. Jeśli istniało coś co mogło się w jej zachowaniu zmienić po zapoznaniu się z jego wysoko zajmowaną pozycją na tych ziemiach – z pewnością była to jej jeszcze większa zaczepność w wypowiedziach. O ironio. Skoro sam władca ludzi jeszcze jej nie ściął o głowę, to znak, że istniała szansa, że tak szybko nie zostanie stracona na tych terenach.
- Gdybym nie planowała chybić, w ogóle byśmy teraz nie rozmawiali – przyznała w dość zuchwałych słowach, parafrazując jego wypowiedź, skoro już mężczyzna tak postawił sprawę. Nie sposób było zaprzeczyć jego ocenie sytuacji, ale sprostować ją, czemu nie? Szybko jednak doszła do wniosku, że być może powinna baczniej dobierać słowa. Z początku męcząca cisza, została przerwana przez jeszcze coś gorszego. Świst stali tuż przed nią. Serce dosłownie stanęło jej w tym momencie w piersi. Była dalekodystansowcem, w bezpośredniej walce z mężczyzną o dobrej chwale nie miała żadnych szans. Wobec wojowników stojących zaledwie niespełna metr od niej była bezbronna. Dlaczego więc nawet nie drgnęła w tym momencie? Czy było to zamarcie ze strachu, umyślne zagranie, czy obdarzenie go niewyjaśnioną dawką zaufania? Zachowała to dla siebie. Fakt faktem, kiedy broń spoczęła w pochwie, jedyną jej reakcją na ten gest było wolne wypuszczenie powietrza z płuc. Trudno było powiedzieć czy z ulgi, czy właśnie takiego czynu z jego strony się spodziewała.
- Prowadzimy bezustanną, pozbawioną rozsądku, wieczną wojnę. Zdziwiłabym się, gdyby powitano mnie z otwartymi ramionami – rzuciła ciszej niż wcześniej. Albo z powodu większego respektowania jego osoby z racji spoczywającego w jego pochwie miecza, albo z uwagi na mniejszy, dzielony przez nich dystans. To akurat pozostawiła jego analizie.
- Wchodząc na Twoje tereny, Edan, jestem przygotowana na przebijanie mnie na wskroś w aspekcie tej najmniej atrakcyjnej dla mnie sposobności, natomiast to na co ja, ani inni mnie nie przygotowywali to… zaproszenie na wieczerzę.
Tutaj tym razem ona podeszła do niego o krok, stając na pół metra przed nim i zdjęła kaptur z głowy, pozbywając się zbędnego materiału przysłaniającego jej jego twarz, kiedy patrzyła na niego z dołu.
- Nie masz nic przeciwko towarzystwu na talerzu, czy przy talerzu? – dorzuciła nie szczędząc w ironii, chociaż w jej wykonaniu, tej jak najbardziej znośnej. Można było nawet rzec, że był to jej dość specyficzny żart.

    *tłum. Jesteś silnym wojownikiem
    **tłum. mój panie

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Sro 20 Mar - 8:51

- Pozostaje mi się cieszyć, że planowałaś chybić - powiedział z ponurą drwiną.
Wiatr robił się coraz silniejszy. Wysokie, ośnieżone sosny zakołysały się, szumiąc złowrogo. W oddali zabrzmiało wilcze wycie. Tutejsze bestie były znacznie większe i bardziej agresywne niż w reszcie Elionu.
Znający tutejszą pogodę Reinmar wiedział, że zamieć śnieżna jest coraz bliżej. Mimo to, nie przerywał jeszcze rozmowy. Czyżby czerpał z niej przyjemność...?
- A jednak nie przeszkodziło ci to w odwiedzinach ludzkich krain - zauważył, odrywając wzrok od elfki i rozglądając się po otoczeniu. Gdy nadchodziła zamieć, Volden stawał się bardzo nieprzyjaznym miejscem, pełnym dzikich bestii.
- Ludzie są pełni niespodzianek, Edhel - rzucił niedbałym tonem. - Mimo iż inne rasy uważają nas za słabszych i gorszych od siebie, to, wierz mi, nie mogą się bardziej mylić. Wydaje się jednak, że różnice między nami są zbyt głęboką przepaścią, by ją przeskoczyć. Theodor Dobry próbował, lecz zbyt wielu się to nie podobało.
Wilcze wycie ponowił się, tym razem głośniejsze. Reinmar drgnął. Nie wiadomo czy odruch spowodowany był niebezpiecznym odgłosem czy nagłą bliskością elfki.
- Chwyć swój łuk, Jasnowłosa - warknął nagle, odwracając głowę.
Nieopodal, na ścieżce, pojawiła się grupa wilków. Bestie były ogromne, ze dwa razy większe od zwykłych wilków. Kroczyły powoli w kierunku Lore'lhin i Reinmara. Mężczyzna dobył miecz i postąpił dwa kroki do przodu, by mieć miejsce do zamachu.
Wiatr wył coraz mocniej.


[wprowadziłem trochę akcji]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Sro 20 Mar - 19:24

- Nie lekceważę żadnej z ras, Edan. Nie raz już Twoja nacja dała mi pokaz, jak można mnie zaskoczyć. Nazwij mnie wyjątkowo głupią, albo odważną jak wolisz, ale właśnie wasza nieprzewidywalność ciągnie mnie do was magnetyczną siłą. Ludzie i elfy potrafią się porozumieć. Ale nie tu. Nie w Elionie. Racz mi wybaczyć jeśli moje omyłki w traktowaniu nas jak równych sobie i inna mentalność, wydaje Ci się tak bardzo rażąca. Tam skąd pochodzę z takimi jak ty żyjemy w pokoju.
Szczęśliwie wiatr wiał zza pleców Reinmara, a przy osobie o jego słusznej posturze i przy jej gabarytach, mężczyzna stanowił dla Lore’lhin bardzo dobrą osłonę przed nadchodzącą nawałnicą. I mogli by tak stać jeszcze długi czas, kontynuując jakże pasjonującą wymianę zdań, gdyby nie zaistniałe zaraz potem okoliczności.
- Łączy nas więcej niż dzieli, a przepaść między nami jest znikoma, jeśli masz w sobie wystarczająco dużo odwagi by skakać. Rodzina, przyjaźń, miłość… kierują nami…
Nie zdążyła skończyć. Wydawałoby się, że była tak zaaferowana rozmową, że nie szybko zastosuje się do polecenia Reinmara. Nic bardziej mylnego, bo już zaraz potem, stała za plecami Reinmara w gotowości do oddania strzału jeszcze zanim mężczyzna zbliżył się do bestii.
- Jakże śmiałabym odmówić władcy… - mruknęła pod nosem, wypowiadając te słowa z nagłą powagą jakiej wcześniej nie dało się po jej postawie odczytać. Widocznie bojowe nastawienie wobec watahy budziło w niej zupełnie inną personę. Stała za władcą, przesuwając się lekko w bok, aby Reinmar zniknął jej z pola rażenia.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar
Nie dotyczy
Liczba postów : 104

Doświadczenie : 80

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Sro 20 Mar - 19:51

Różnice czy nie różnice, zaskakujące czy też nie, wilki wcale nie znajdowały się tak daleko jak mogli przypuszczać wędrowcy przemierzający jeden z okolicznych szlaków. Kto by pomyślał, że byli aż tak krańcowo nieostrożni: przeraźliwy ryk bestii nie zmotywował ich do odwrotu, nie zwrócili uwagi nawet na odgłosy słyszalne po każdym uderzeniu łap o miękką, porastającą mchem ściółkę.
W chwili, w której humanoidalne istoty znalazły się w polu widzenia owej przerośniętej watahy, tragedia stała się nieunikniona.
Dwóch ogromnych basiorów, nieco mniejsza (choć i tak ogromna) wadera oraz ustępujący im wszystkim wzrostem wilk biegli prosto na kobietę i mężczyznę, przewidywali łatwy i godny łup. Głód trawiący ich żołądki był dodatkowo podjudzany przez zaskoczenie i strach, które ogarnęły nieszczęśników w nierównym stopniu. Wilki wpierw otoczyły swe ofiary, a następnie jeden z basiorów bez żadnego ostrzeżenia rzucił się na elfkę z łatwością powalając ją na ziemię i rozpoczynając próbę rozszarpania jej ramion i piersi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Sro 20 Mar - 20:08

Liczba poniechania ostrożności i sytuacji, w której władca ludzi nie wykazał się rozsądkiem w przeciągu ostatnich minut wołała o pomstę do nieba. W gruncie rzeczy, królobójcy chyba nie mieli takiej trudnej roboty, biorąc pod uwagę zachowanie Reinmara. Choć może był to tylko wyjątek od codziennej ostrożności. Czort go wie.
Tak czy inaczej, obecna sytuacja nie była do pozazdroszczenia. Otoczeni przez wygłodniałe bestie, wśród wzbierającej zamieci.
Reinmar mocniej ścisnął rękojeść miecza. Stal klingi błysnęła złowrogo. Ileż to już głów spadło od jej ostrza. Reinmar nigdy nie liczył. Wolał nie wiedzieć.
Bestie zaatakowały. Zaatakował przywódca, największy z bestii. Jednym susem znalazł się przy elfce, bez trudu obalając ją na ziemię. Szybkość i siła z jaką zareagował władca ludzi były zadziwiające - nie bez kozery mówiono, że jest prawdziwym zabójcą wśród wojowników. I to nie tylko wśród ludzi. Przyzwyczajony do surowej Północy i mieszkających w niej bestii, uderzył trzymanym oburącz mieczem w kark bestii - miejsce, którego rozerwanie oznaczało śmierć na miejscu. A z efektów ubocznych - tryskającą wszędzie krew.
Tuż po uderzeniu, odskoczył do tyłu, przenosząc ciężar ciała na lewą nogę - wszystko zgodnie z zasadami fechtunku - umiejętności przez lata nabywanej pod okiem najlepszych specjalistów...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Sro 20 Mar - 22:47

20 + 90 = 110
Liczba parzysta - dwa strzały
Suma nieparzysta - jeden celny
+110 - obrażenia
Wadera - 290/400HP
Basior I - 290/400HP
Basior II - 400/400HP
Wilk - 400/400HP
Powalona przez basiora poczuła przygniatającą ją siłę do ziemi. Powinien być to ciężar cielska jakie ją obaliło, a zamiast tego straciła dech w piersi, czując jak gdyby zwaliło się na nią całe stado temu podobnych bestii. Nie wiedziała kto zawył w tym momencie. Ona, wydając z siebie zduszone jęknięcie, czy to zawodził atakujący ją wilczur. Instynktownie zdołała wyciągnąć przed siebie łuk, strzelając na oślep. Oczywiście chybiła. Była i by może trafiła gdyby nie fakt, że łupnęła o ziemię w taki sposób, że obraz widziała podwójnie. Szansa, ze oddany strzał mógł jej się udać była bliska zeru. Szczęśliwie, nie tylko jej zależało na pozbyciu się z niej agresora. Zaraz potem poczuła jak wilczur przygważdża ją bardziej do podłoża oszołomiony ciosem w kark. Nie wiedziała czy powinna za ten dobry gest dziękować Reinmarowi czy raczej kląć go w myślach. Jej drobne ciało nie było w stanie znieść tak dużej siły nacisku, jaką poczuła zaraz po tym jak zwierze zostało huknięte ostrzem stali. Zwierzyna musiała mieć dużo szczęścia, skoro ten cios nie doprowadził jej do zgonu. W przeciwieństwie do niej, Lore’lhin bliska była wyzionąć ducha. Mało tego, najpierw usłyszała, a dopiero potem poczuła chrupnięcie własnych kości, kiedy w końcu spłoszony wilk uskoczył lekko w bok. Była to jej jedyna szansa na powstanie do pionu. Oczywiście nie obyło się bez zatoczenia się do tyłu, dobrą passą, w dystansie dalszym od wilka, a potem bez odkaszlnięcia. Dopiero kiedy pokonała duszność, a zaraz potem zamroczenie przed oczami, wyprostowała się ignorując ból promieniujący od barku, a może nawet go dostatecznie dobrze nie odczuwając, doświadczając napływu adrenaliny do krwi. Zaraz potem napięła łuk po względnych oględzinach sytuacji. Strzała poleciała wprost w stronę jedynej samicy w watasze. No proszę, jak swoje diabli wyczują. Jej celności dużo nie można było zarzucić. Tym razem Lore’lhin nie chybiła, choć trzeba było przyznać, że gdyby z jej świadomością było teraz przynajmniej w połowie tak samo dobrze jak z nie odczuwaniem bólu, który miał ją jeszcze dopiero dopaść po opadnięciu emocji, no cóż… wtedy sprawa wyglądałaby dużo ciekawiej, a na ten moment elfka potrząsnęła głową, próbując ujednolicić rozmazany obraz. Dla bezpieczeństwa zbliżyła się do Reinmara, stając tyłem do niego i naprężyła cięciwę łuku, przygotowując się do następnego strzału posłanego w stronę wilka, któremu pierwszemu łapa drgnie. Czując za sobą poruszenie ze strony Reinmara poczuła również i większy przepływ pewności, że przynajmniej z tamtej strony nic na nią tym razem nie naskoczy.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar
Nie dotyczy
Liczba postów : 104

Doświadczenie : 80

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Czw 21 Mar - 22:55

Celny strzał oddany przez niewysoką elfkę odniósł nieoczekiwany efekt, mianowicie wadera zawyła niczym chory pies u stóp swego pana i odskoczyła beznadziejnie niemalże obracając się wokół własnej osi. Z pyska wilczycy wydostał się przeraźliwy, przeciągły ryk, który wybrzmiewał w przestrzeni tak nieznośnie, jakby miał nigdy nie ustać. Zerwała się nagle i pognała w nierównym biegu prosto w stronę lasu. Uciekała? Być może. A może zamierzała sprowadzić resztę licznej watahy, skazując wędrowców na niechybną śmierć? Cztery da się jeszcze pobić w walce na broń i spryt, w której nie sposób było przewidzieć wyniku – wygrać mogły zarówno one jak i nasza przeurocza parka. Kły i pazury kontra sile miecza i elfich strzał, niepohamowany zwierzęcy instynkt kontra sprytne fortele istot humanoidalnych, to wszystko wydawało się być tak różne a jednak równe. Co by było, gdyby wilczyca sprowadziła następną dwójkę, albo i nawet czwórkę? A może udałoby się jej zwabić jeszcze większą grupę?
Wówczas z pewnością z Lore i Reinmara nie zostałyby nawet szczątki.
Krew tryskająca ze łba basiora czerwieniła obficie podłoże, zwierzę zostało skutecznie ogłuszone, ale przez to nie mniej groźne, gdyż reagowało w otumanionej furii, na oślep. Na korzyść naszych wojowników działało jego postępujące osłabienie, jednak wilk nie poddawał się i choć odpuścił sobie elfkę, na którą wcześniej się rzucił, zgrabnie zacisnął swoje szczęki na łydce Reinmara, wywołując u tegoż przeokrutny ból i mocny krwotok (nie wspominając już nawet, że po tym spotkaniu zostanie mu szpetna pamiątka). Na nieszczęście mężczyzny uwaga drugiego basiora również skondensowała się właśnie na nim, a ten był zdrowy i szybki, choć nie tak silny jak jego ranny kompan. Basior rzucił się nań i spróbował powalić adwersarza.
Młody wilk za to był najsprytniejszy z nich wszystkich i szybko się zorientował, że patyki z dziwnym końcem wydostające się z paska na kijku są baaardzo niedobre. Dlatego też postanowił zerwać kołczan z pleców kobiety, przy okazji zostawiając na nich niezbyt głębokie rany.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Pią 22 Mar - 8:55

Grymas bólu wykrzywił twarz Reinmara, gdy wilcze kły dosięgły jego nogi. Nie zamierzał jednak pozostać dłużnym. Wykorzystując to, że łeb wilka znajdował się w zasięgu ręki, uderzył w niego mieczem, wkładając w cios całą siłę mocarnych ramion. Boląca łydka i wysiłek sprawiły, że sapnął ciężko. Całe szczęście nie było to jego pierwsze spotkanie z wilczą gromadą w Volden.
Tryskająca wokół krew umorusała twarz władcy, w którego oczach czaiła się zimna furia.
W tej chwili na władcę rzuciła się druga bestia. Reinmar, wyuczonym od młodości ruchem, usztywnił ramiona, wyciągając przed stalowy miecz. Skierowany w kierunku wilka sztych miał sprawić, że atak basiora będzie niczym skok na rożen.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Pią 22 Mar - 11:11

Syknęła z bólu, czując jak pazury wilka wbijają się jej w plecy, na szczęście nie głęboko, raniąc ją jednak do krwi. Powinna może strzelić wcześniej, ale nie była na dobrej pozycji. Wilk, który ją zaatakował, moż nie równał się swoimi gabarytami z potężnymi basiorami, ale na pewno był szybszy, zwinniejszy i co ważniejsze – wykazał się większym rozsądkiem (o ile wilki takowy móżdżek posiadały w ferworze walki) niżeli pozostałe samce. Swoją mizerną posturę musiał czymś nadrabiać, jak sądziła Lore’lhin. Nie był to jednak dobry czas i miejsce na zachwycanie się nad naturą tegoż stworzenia. Porwany z jej pleców kołczan potoczył się po ziemi, lądując w pół drogi między nią, a wilkiem, a ona pozostała z tylko jedną strzałą naciągniętą już na cięciwie. Miała do wyboru, atakować młodego zwierza, bądź basiora wgryzającego się w łydkę Reinmara. Decyzja była szybka. Wystrzeliła celnie w stronę basiora, mając nadzieję, że to go może nie obali, ale przynajmniej w jakiś sposób zaskoczy, albo spłoszy. Następnie utkwiła spojrzenie w młodym wilku, siląc się na stonowane spojrzenie. Nie należało teraz okazywać strachu. Wilki były dumnymi stworzeniami, czego zdążyła się nauczyć żyjąc w lasach na Ziemi Niczyjej. Należał im się szacunek. Starała się więc zachować spokój, patrząc na zwierzynę pewnym spojrzeniem, jednocześnie pilnując się, żeby spojrzenie to nie przerodziło się za szybko w wyniosłe. Bardzo przezornie powolnym krokiem zbliżała się w stronę swojego kołczanu, cały czas utrzymując spojrzenie wilka.
- Edan, to nienajlepszy moment na bohaterstwo. Jeśli to ma jakieś znaczenie, Twoje tyły właśnie zostały osłabione, Hallaohtar [tłum. wielki wojowniku] – dorzuciła, co nawet w kontekście jego wysokiego wzrostu zabrzmiało bezapelacyjnie ironicznie. Pierwszy raz miał okazję poznać ją ze strony bliższej jej prawdziwej osobowości.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar
Nie dotyczy
Liczba postów : 104

Doświadczenie : 80

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   Pią 22 Mar - 17:20

Marzenia kulinarne lorda Reinmara o „wilczyźnie na stalowym rożnie” niemalże spełniły się; danie główne wyskoczyło swojej zgubie na wprost i zdało sobie z tego sprawę o te ułamki sekundy za późno, basior był pozbawiony wszelkich możliwości zmiany trajektorii lotu. Wielkie i ociężałe cielsko bestii nabiłoby się na stalowe ostrze, gdyby nie unik, który udało się mu wykonać. Nie da się ukryć, że zwierz miał więcej szczęścia niż rozumu, czego nie można było powiedzieć o wilku, który jeszcze niedawno atakował łydkę władcy ludzi. Oberwał naprawdę solidnie, i to już kolejny raz. Zwierzę zachwiało się w agonalnym tańcu, ale mimo wszystko nie chciało dawać za wygraną, był to najbardziej waleczny spośród atakujących ich wilków. W rozpaczliwej bezradności uczepił się mocno szczękami na rannej nodze mężczyzny, próbując „poprawić” poprzedni atak i zwiększyć zadane straty. Widać było, że to ostatnia próba zrobienia „czegokolwiek”, byleby tylko nie paść trupem u stóp wroga. I trzeba było przyznać, że jak na ostatnie próby ataku to wilk ranił swojego napastnika bardzo dotkliwie. Koniec końców, elfka wykończyła dzielnego zwierza. Zakrwawiony basior zwalił się bezradnie na ziemię.
Wilk, który przed chwilą cudem uniknął śmierci szybko zorientował się, że z ich „samca alfa” nie będzie już zbyt wielkiego pożytku, i postanowił się przyłączyć do błyskotliwego młodzika, który dopiero co rozbroił elfkę i skoczył nad nią od tyłu, chcąc zrzucić ją twarzą w ziemię i stawiając sobie ambitny (i raczej dość przerażający) cel przegryzienia jakiejś istotnej arterii, na przykład tętnicy szyjnej. Na szczęście okazało się, że jest zbyt głupi aby podołać temu odpowiedzialnemu zadaniu, i ostatecznie w ramach samo pocieszenia się ugryzł kobietę w ramię.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Główna ścieżka w lesie   

Powrót do góry Go down
 

Główna ścieżka w lesie

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Tajemnicze miejsce w Zakazanym Lesie
» Dróżka w lesie
» Opuszczony ludzki Dom, głęboko w lesie. [+18!]
» Ścieżka górska
» Dom w lesie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  :: Lorelden :: Las Iglasty Volden-