IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Wincent

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Wincent
avatar
Człowiek
Profesja : Bard, ministrel, trubadur, jednym słowem artysta
Liczba postów : 8

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Wincent   Sob 30 Mar - 20:31









Wincent, niemym skowronkiem zwany


Odwaznym czlowiekiem jest nie ten, kto sie niczego nie leka, lecz ten, ktorego szlachetna dusza swoj lek przezwycieza.


Aktualne Dane

Wiek, Profesja I Zamieszkanie
Siwizna nie tknęła jego chaotycznej czupryny, młodzieńcze mleko pod nosem zniknęło, a więc wszystko wskazuje że to chłop w sile wieku, jedynie delikatne zmarszczki wskazują że ma dwadzieścia siedem lat nieuchronnie zbliżając się do trzydziestu wiosen. Przez całe życie włóczył się po świecie jako bard słuchając tego co wiatr przyniesie, nie ma swego miejsca na ziemi aczkolwiek to raczej przymus losu niż jego życzenie.
Wzrost I Budowa Ciala
Niski, chuderlawy chłop mierzy sobie, na oko, sto siedemdziesiąt centymetrów. Jedynie przebyte stopy na traktach spowodowały, że nie spasł się niczym bogaty kupczyk. Długie zwinne palce są wręcz pięknie zadbane, jako że są jego jedyną możliwością zarobku dba o nie i za wszelką cenę chroni. Gdyby nie jego wewnętrzne pragnienie rozgłosu i charakterystyczny strój najpewniej nie zwracał by uwagi choćby przekupki na targu. Porusza się krokiem zwinnym i pełnym gracji, rzadko kiedy brak mu swoistego wdzięku. Wiemy już że chadza niczym panienka na polanie jednorożców, należy wspomnieć też o stroju. Jego ubiór nie spełnia żadnych wymogów etykiety, podróże uniemożliwiają mu posiadanie, oj wielkie to nieszczęście, różnorodnej garderoby. Temat bielizny ominę, to musicie sprawdzić sami, na stanowczo zbyt dużą białą koszule o podwiniętych, bufiastych rękawach zakłada skórzaną kamizelkę podszywaną króliczym futrem. Nikt kto go spotkał nie mógł by sobie go wyobrazić bez nagminnie stojących kołnierzy, im ich więcej tym lepiej. Należy wspomnieć że pierś jego odsłaniana jest przez wcięcie, którego zazdrości mu nie jedna kurtyzana, odsłania delikatnie owłosioną klatkę piersiową. Spodnie jak spodnie, długie i szerokie, ściśnięte w długie podkuwane buty z bydlęcej skóry, idealnie nabłyszczane tłuszczem. Ręce przyozdabiają świeżo zrobione rękawiczki, z wyciętymi dziurami na jego wszędobylskie i nie znające granic paluchy.
Jakże nie widać tutaj miejsca na opisanie jego facjaty, a tokowa często jest motywem jego wysublimowanych dzieł. Długie włosy sterczą w pozornym nieładnie mieniąc się wieloma odcieniami brązów. Wszystko jest to jedynie iluzją gdyż spędza godziny czy to w łaźni, czy pobliskiej rzeczce układając każde pasmo kręconego włosia z osobna. Należy tutaj wspomnieć o jego gustownym kilkudniowym zaroście połączonym z finezyjną bródką. Człek trzeba to powiedzieć przystojny, z zachowanymi proporcjami oraz gustownie ubrany.

Kolor Oczu I Włosów
Niebieskookim blondynem to on nie jest, piwnooki brunet, pogromca serc damskich i męskich, i także potworzyc wszelakich

Znaki Szczególne
Blizna niebezpiecznie bliska krocza, nie martwcie się jednak bard uratował swe cenne skarby, co jeszcze… tatuaż na szyi pełny kwiatów i oryginalnych, kwiecistych wzorów na iście elfickom modłę, pięć ciemniejszych przebarwień na prawym policzku układających się na wzór kostki, jak na te czasy jest posiadaczem prawie idealnego uzębienia lśniącego się niczym mleczne diamenty. Za cechę charakterystyczną można wziąć jego piękny głos jednak nie tak jakby się spodziewać można, mocno zachrypnięty nie pozwala mu uzyskać części tonacji, bram mu pewnej delikatności a niektóre dźwięki mogą się wydawać wręcz bolesne.

Broń i zbroja, ludzkiego dziedzictwa się nie wybiera, Muzyko graj nad mą duszą!
23 ∥ 77



Usposobienie

Uroczy jak ropucha
Piękny jak rusałka,
Dumny niczym paw
Z lwa tylko grzywę ma
Charakterek to on ma wyjątkowy, matula mówiła że bękartem jest jakiego osła z rusałką. Kapryśny, uparty, cyniczny i sarkastyczny. Piękna buźka, prawe że porcelanowa nie potrafi ukryć prawdziwej tożsamości pewnego siebie mężczyzny. Nie można powiedzieć, że jest niegrzeczny bardziej nieznośny ale za to jaki uroczy! Często wyzywano go od tchórzy, szubrawców, długouchych, lepkich rączek i cóż… dużo w tym racji, nie raz, nie dwa a kilkanaście razy, tyle jedynie pamięta, zwiewał gdzie pieprz rośnie, szepnął plotkę o hrabinie, czy pożyczył lutnie maestra Luwina z Lorelden.
Jego talent do wpadania w kłopoty niemal dorównuje wielkością jego ego, a to wybitnie duże jest. Z niewiadomych przyczyn wyrusza z karczmy idąc do burdelu kończy na statku piratów, idąc na starek piratów kończy w burdelu bynajmniej nie jako klient, a i tak zawsze kończy w karczmie delektując się alkoholem w ilościach ponadprzeciętnych. Uwielbia zabawy i co ludzkie i nieludzkie obce mu nie jest, wina, wódki, piwa, kobiety, tutaj jednak uważa, są bardzo niebezpieczne, palone zioła, ciućkane zioła, dziwne niebieskie mikstury dosłownie wszystko.
Jest wybitnie ciekawski, nie zdziw się jeśli przysiądzie się do Ciebie i przepyta z historii życia wszystko notując w wielkiej, skórzanej księdze. Przygotujcie się na pytanie intymne, duża część osób z niewiadomych przyczyn podejrzewa go o nimfomanie ciągnącą do każdego stworzenia co ma jakiś otwór. Nie można go obrazić, przez lata został nazwany tak wieloma przymiotami że zastanawiał się czy nie spisać encyklopedii języków potocznych, pierwszy rozdział byłby o elfach, jak one pięknie potrafią obrazić człeka.
Tak, tak lubi o sobie mówić dlatego jego charakter może być przydługi, kocha poezje wręcz wielbi ją. Jakikolwiek komentarz na temat sztuki kończy się obrażeniem majestatu wielkiego barda. Gdziekolwiek jest to zawsze stara się tworzyć bajeczną balladę, wiersz, poemat, powieść ewentualnie coś tak skopiuje od innych równych artystów, w tych czasach ciężko ustrzec się przed podobnymi praktykami dlatego konkurencje bije z szyjki, tutaj nie bądźcie zaskoczenie gdy usłyszycie a z szyjki chcesz? Jak wiadomo chodzi o część jego małej lutni, większość ludzi jednak jest zbyt zaskoczona by się bronić.
Jest również wyjątkowo leniwy co przeczy mu się z jego rwącą wszelkie ograniczenia ambicją. Te dwie cechy toczą ze sobą ciągłą walkę, tymczasowo żadna z nich nie wygrała. Jako przyjaciel jest zawsze szczery, czemu towarzyszy perfidny uśmiech. Potrafi nieźle grać, jeśli MUSI, ale to koniecznie MUSI co szczególnie kłóci się z jego filozofią wygodnictwa to uda świętego i natchnionego artystę, pełnego wdzięku i wigoru szlachciurę bądź wojownika z północy, na to ostatnie rzadko kto się daje nabrać acz uważa go za swoją popisową role.
Nie można nie wspomnieć o jego zakorzenionym patriotyzmie! Ojczyzna najważniejsza, ojczyzna najukochańsza, ojczyzna życia mego warta- rzekł pewien tajemniczy poeta- rzecz jasna chodzi o wrodzoną skromność, to jego słowa. Za kraj własny umie się poświęcić przez co cechuje się faworyzowaniem rasy ludzkiej.



Minione Dzieje

Plask… dłoń uderzyła o miękką skórę barda zostawiając na niej czerwoną opuchliznę. Mężczyzna jęknął nieprzyjemnie nisko, jego zaszklone oczy nie wytrzymywały presji, gardło dusiło słowa. Jąkał się, nie potrafił mówić, skomlał niczym wygłodniały pies ale nie mógł mówić, dusiła go ślina, struny głosowe parzyły… nie mógł… nie teraz…
Ubrany w mdły niebiesko-żółty kaftan jegomość spojrzał na niego lecz nie z litością, z gniewem. Zgrabnie palcami podniósł mu podbródek, badał go niczym zawodowiec, jego własny mistrz właśnie teraz wykorzystywał każdą sztuczkę by przejrzeć jego zasłonę, by zniszczyć resztki kłamstwa którymi się otaczał, na próżno, jego ciało już dawno temu zdradziło prawdę, która wypełzała i układała się w skomplikowany schemat.
Jakiś sługa podał mu zgrabnie zapieczętowaną kopertę, trubadur po raz kolejny wydał godny politowania dźwięk zerkając na królewską pieczęć. Jego kat kiwnął głową, a ten sam sługa uciął ciasne sznury, który krępowały ręce więźnia. Wiedział, że już mu nie ucieknie, zastanawiało go jedno gdzie popełnił błąd. Odwrócił się od niego plecami pochłaniając wzrokiem mapę krainy. Zgrabnym ruchem dłoni wskazał Yarberg, perłę królestwa ludzi której nie pochłonęły jeszcze wieczne śniegi. Delikatnie muskał palcami skórzaną płachtę, znaczył na nie niewidzialne ścieżki. Nagle zaczął mówić swoim dźwięcznym głosem, jego monolog był pusty, bez emocji i nadziei lecz może się mylił…
- Wiem o Tobie wszystko, wszystko rozumiesz? Każdą sekundę Twojego zasranego życia, byłeś moją szansą i zmarnowaliśmy ją, oj tak Wini zmarnowaliśmy- wziął do ręki kielich znowu napotykając jego wzrok- Pamiętasz Marie? Pewno, że pamiętasz stara kurwa wydała Cię na świat, masz szczęście gówniarzu- znów klepnął jego chudą twarzyczkę, był wulgarny i obleśny ale to także była maska, on nie już dawno zapomniał kim jest- gdy większość bękartów ląduje w lesie albo rynsztoku ty trafiłeś do burdelu, heh dobre było z niej ziółko, z każdym szła do wyra jak usłyszała dźwięk monet ale to z cholernym szlachciurom doznała stanu błogosławionego, uwiodła młodzika i się zrodziłeś, karta przetargowa do lepszego stanu!- stary Workrank wyszczerzył się i zaśmiał racząc podopiecznego zapachem zajęczego pasztetu- Ale jej nie wyszło, szczyl ignorował ją a ty rosłeś jak chwast, mały wredny chwast, który zaskarbił sobie miłość matki…
***
Krzyk kobiety przeraził go, był zimny i nerwowy, chłopiec o pięknych brązowych lokach zerknął na swoje ciocie, to właśnie tak nazywał kochane kobiety, które codziennie wiły się i prężyły przed dziesiątkami mężczyzn. Schody piszczały pod ciężarem śpieszącej się Marii, rozejrzała się gniewnie po pomieszczenie lecz gdy dostrzegła swego syna grającego na harfie zmiękła jakby delikatna muzyka była magiczna. Dziecko nie przestawało ćwicząc skostniałe od zimna palce. Matka pogładziła go po policzku i wzięła za rękę przerywając, szczelnie zakryła jego czerwoną buźkę płaszczem. Szli długo, nawet piętnastolatek nie mógł wytrzymać takiego tempa przez co, co chwila męczył rodzicielkę swoim bełkotem. Dotarli do pięknego domu, mokry od śniegu dach błyszczał czerwonymi kafelkami, Malec zapatrzył się dopiero nagłe pociągnięcie wyrwało go z szoku. Pierwszy raz ktoś mu otworzył drzwi, pierwszy raz ktoś zabrał jego płaszcz, pierwszy raz ktoś powiedział o nim per panie ale to nie był jego świat. Jego domem był burdel, pełen miłości i ciepła w którym uczył się od dziewcząt tańca, śpiewu i grania na instrumencie, z daleko od niegodności i zepsucia w świecie. Rósł w otoczeniu, które co dzień musiało sprzedawać się, coraz bardziej gardząc sobą, jednak odnajdywał tu szczęście. Zamknął oczy i przypomniał sobie ciepłe, czerwony ogień ogniska w głównej Sali pełnej spoconych, radosnych ciał skręcających się w cudnych pozycjach. Nie widział lęku ukrytego w oczach nowych dziewczyn, nie widział siniaków starszych kurtyzan, był za młody, nie chciał i nie mógł tego widzieć. Dopiero później sam zaczął pojawiać się w smutnych kronikach domu uciech, nie mógł wiecznie grać, musiał zarabiać na siebie, pracował z początku nie ciałem dopiero gdy podrósł stał jednym z nich lecz wiedział, że robi dobrze bo mama nigdy go nie zostawi, nigdy.
Ujrzał wielki salon, a w nim przy stołach siedzieli piękni ludzie, w pięknych strojach lecz strasznych twarzach. Królował nad nimi brunet o figlarnym zielonym spojrzeniu, który nie mógł oderwać wzroku od jego piastunki. Młodziak poczuł spływający po jej ręce pot, dodawał mu sił, nie był sam, mama mu pomoże mama go uratuje zawsze…
Nie pamiętał dużo z tamtego dnia, urywki wspomnień niczym układanka nie pasowały do siebie, pozostało mu kilka fragmentów, płacz, świst metalu. Krzyk, tak ten ostatni zapamiętał najlepiej, melodyjny wrzask pełen emocji, pełen żalu i pogardy. Potem poczuł pustkę i w dłoni, i w sercu. Zamknął oczy ponownie, znowu pomyślał o ciepłu ogniska, zawsze to robił gdy się bał. Wstrząs go wybudził, zobaczył nagle męską twarz i te przerażające zielone oczy, lękał się ich, pytał o mamę lecz odpowiedział mu jedynie zimny głos… mamy już nie ma, musiała sobie pójść…
***
-Pamiętam tę historie, prawie mnie wzruszyła, wielki ojciec ratuje swe dziecko z objęć wiedźmy, mój człowiek chętnie podręczył ten temat dalej, młody nie był głupi, wiedział że Twoja jędza będzie chciała Cię wepchnąć do szlacheckiego dworu a ona pójdzie razem z Tobą… oj głupia był, głupia cwaniak ją wykiwał i miast zatłuc bękarta wysłał go do swego sługi by zrobił coś z Ciebie, ambitne miał plany- spojrzał na niego z nieukrywaną odrazą, pacnął muchę rozlewając kolejną porcje mętnego piwa, powoli alkohol w jego krwi zaczynał działać…, a więzień płakał dla samego płakania bo los jego zapieczętowany był królewską pieczęcią.
***
Nadal piękny młodzieniec oglądał zawieruchę za oknem, ignorując wysokiego blondyna. Nikt z nich się nie poruszył, rozumieli się bez słów jednak młodszy z nich nie wytrzymał. Ułożył się wygodnie na fotelu i zaczął grać, namiętnie i szybko jakby kolejnego dnia miało nie być. Widocznie zdenerwował tym swego gościa, który starał się za wszelką cenę kontrolować emocje, aż w końcu… westchnął.
- Musisz to zrozumieć, nie wyobrażałeś sobie chyba że będziesz to niczym panicz siedział… przestań mówię! Niech będzie przeklęty ten Twój instrument-nastała niepokojąca cisza- nareszcie…
-Nie! Nie nareszcie, sami mnie tu ściągnęliście, plebs wpuściliście na bal i powiem Ci paniczu, że się świetnie tutaj bawię jedząc wasze elfie owoce i warzywa, delektując się zdobyczami mięsnymi wilkołaków i upajając się widokiem Twych ślicznych cór aczkolwiek nadal nie widzę powodu, żebym był tu komukolwiek coś winny.
- Co ty sobie myślisz, cholerny bękarcie na tym balu jesteś jedynie służącym, który cieszy się widokiem srebrnych sztućcy, myślisz że mój pan wziął Cię tutaj by słuchać Twojego smętnego grania?! Nie, chciał mieć jedynie kogoś kim mógłby się posłużyć, kogoś jego krwi, a krew błękitna miała być najlepsza, nawet zmieszana z jakąś podmiejską szczurzycą.
- Jeśli próbuje mnie pan obrazić… to się panu udaje, lubię pana i od dawna wiedziałem do jakich brudnych zadań nasz „pan” mnie przygotowuje, wiedziałem też że ma jakąś chore zafascynowania odnoście więzach krwi, wiem czego ode mnie chcecie więc wychodzę panie Mord i pozdrawiam Twoją żonę Petunie, myślę że spotka Cię niespodzianka za jakieś dziewięć miesięcy- cmoknął teatralnie ustami i już zamierzał wstać gdy usłyszał, żeby się zatrzymał, obrócił swoją bujną czupryną i rzekł jedno zdanie nim trzasnął drzwiami.
- Teraz idę wykonywać rozkazy pana-ojca bo taką mam ochotę, do zobaczenia Mordi.
* * *
Jego kat uśmiechnął się na samą myśl o Mordu, stary dobry Mordu. Zerknął na swego więźnia.
-Nieźle umiesz ludzi wnerwiać, ploty poszły na cały pałac, był wściekły tamtej nocy, cholera chlip cholera za dużo wypiłem i na wspominki mnie naszło, miałeś być pierwszym sługą swego pana, już Ci szykował miejsce w pałacu ale nie, ty musiałeś wszystko zepsuć, jak jej tam było? Elejn?
Uwięziony własnymi emocjami bard zaczął nerwowo marszczyć spodnie dłońmi, jęknął czemu mi to robisz ale Workrank zignorował go czytając raport z jego ostatniej misji, podpisany jego charakterystycznym podpisem, którym potwierdził swój los…
***
Ciepłe powietrze miło muskało jego policzek, zgrabne dłonie elfki powędrowały na jego biodra, a ona przytuliła się do jego pleców. Wiedział, że go wykorzystuje, że tylko się nim bawi, że jeszcze pachnie wiecznym mrozem swojego kraju i to może niedługo minąć teraz jednak odnalazł siebie. Przyjechał do jej cudnego kraju kilka lat temu jako bard pełen młodzieńczych ambicji lecz u niej był dopiero od trzech miesięcy. Zaczynał lubić pracę dla swego wyrodnego ojca. Odwiedzał liczne bale, podsłuchiwał, śledził, a czasem nawet kradł, a za każdą informacje dostawał tłusty mieszek złota. Może i był zdradziecką szują lecz wiedza, że pracuje dla dobra kraju i monety, te ostatnie głównie zabijały wyrzuty sumienia. Co może się stać jeśli powiedziałem, że Eyrina zaszła w ciąże ze służącym? Nic wielkiego, no kiedyś tak myślał, teraz widzi z o wiele szerszej perspektywy.
Nie było czasu na wspomnienia, młode ręce kobiety porwały go z powrotem do sypialni, gdzie miał nadzieje między jękami usłyszy brzdęk monet. Pchnął ją jeszcze mocniej, no błagam kochaniutka niech mi się to opłaci bo tatuś chce sobie kupić nowe trzewiki.
Nie tym razem krzyknął los, którego głos połączył się z boginią rozkoszy. Wincent zamruczał namiętnie i zwalił ją z siebie, kochał elfie ciałka ale te uszy jakoś psuły całokształt. Musnął jej jędrny pośladek palcem.
- Spięta jesteś kochana, znowu ojciec?
- Jak ty mnie dobrze znasz, rzekłabym że to ty rzucasz na mnie iluzje- zachichotała melodyjnie i pomasowała jego brzuch- taka szkoda… za kilkadziesiąt lat będę taka sama, a ty zestarzejesz się, mięśnie Cię zwietrzeją, a rozum przyćmi głupota… taka szkoda…
Wincent zmarszczył brwi i uśmiechnął się drapieżnie- więc nie mogę tracić resztek swojej młodości- szarpnął nią i przygwoździł, jęki rozkoszy długo niosły się po pałacowych korytarzach…

Mknął przez szlacheckie drogi, wśród szlachetnych domów, a na szyi wisiał mu szlachecki amulet lecz nic w nim nie było szlacheckiego. Rozpięta koszula trzymała się na ostatnim guziku, włosy miał w nieładzie, a oczy spuchnięte z fioletowymi sińcami. Zmęczony przemierzał piękne parki, aż dotarł do celu- domu ojca jego najnowszej kochanki, niech Bóg będzie dla niego łaskawy.
Otworzył niemrawo drzwi do gabinetu, został oślepiony światłem dobiegającym z wielkiego balkonu, na jednym z tapczanów siedział dumny niczym paw elf o wąskiej płaskiej twarzy i silnie fiołkowych oczach i Wincent zrozumiał, że zrobił błąd przychodząc tutaj, drzwi jego już były zamknięte i nie miał gdzie uciec. Wolno i lękliwie przymierzał się do rozpoczęcia rozmowy, nie musiał długo rozmyślać bo magiczna siła przyciągnęła go z niesłychaną siłą. Przełknął głośno ślinę i nabrzmiało mu jabłko na gardle. Przerażony czekał bo nic więcej nie mógł…
-Wiesz po co Cię tu sprowadziłem?- machnął przeciwnie głową robiąc minę niewiniątko, widzę w jego oczach emocje, dowiedział się o moim romansie, ratujcie bogowie- Jesteś tutaj, zresztą me czyny powiedzą więcej niż słowa.
Sięgnął po długi sztylet i palcem ostrość sprawdził, idealny. Zbliżył się do Wincenta nie mogąc oderwać wzroku, ta jego perwersyjna mina. Już bard czekał na cięcie, już przestał oddychać by nie poczuć metalicznego zapachu krwi, zamknął oczy i musząc zaczerpnąć tlenu wyczuł… pomarańcze. Otworzył ze strachem jedno oko i dojrzał przepołowiony owoc, do jego ust właśnie zbliżał się jego kawałek i nagle po raz kolejny dostrzegł lukę w swoim rozumowaniu. To nie była pasja zrodzona z gniewu… a z pożądania. Odrażające myśli zawitały do głowy trubadura. Nie krzyczały ale nie mógł nic zrobić poza powstrzymywaniem dreszczy. Kwaśny sok skapywał mu na nagą pierś. Elf zaczął mówić zniekształconym, pełnym emocji głosem.
- Chce Cię mieć tu i teraz, na tym biurko, daj mi skosztować soku z Twego młodego ciała!!!
Zszokowany Wincent nie wiedząc co robić jąkał się i próbował wydostać się z wszędobylskich rączek mężczyzny.
- No chodź, chodź ptaszyna, papa wie co lubią tacy jak ty, no chodź zaznać przyjemności- mruknął niczym wyliniały kocur. Bard nie wiedząc co robić po nóż sięgnął i machał próbując przestraszyć jegomościa. Na próżno, oj sadysta lubił takie zabawy, położył go swym talentem na biurku i przygniótł. Powoli go rozbierał acz pasek się na szczęście zaciął. Odebrał mu broń ale ten się tak wiercił że sztylet przeciął zbyt blisko krocza skórę, krew trysnęła a wstrząśnięta próbą gwałtu ofiara kopnęła w głowę zamachowca na cnotę jej i uciekła podciągając spodnie do granic możliwości.
-Cholera, cholera, cholera, już po mnie….

Na długo się nie ukrył, gdy usłyszał żołnierzy schował się w willi przyjaciela. Gdy siłą wdarli się do domostwa ukrył się za beczkami z winem, na nic to jednak bo został pojmany. Sznurami go związali i wywlekli do pałacu. Tam w jego pokoju czekał zły i naburmuszony elf. Cholera zaklął w myślach po raz kolejny. Dopiero później musiał zacząć się dopiero bać, ujrzał list, zapieczętowany królewską pieczęcią list, który wysłał dziś rano.
-Miałem tu przyjść i uciszyć naszą… sprzeczkę lecz nagle moi kochanieńcy słudzy zatrzymali pewnego człowieczka, szybko nam wyśpiewał że co każdej pełni przynosi od Ciebie listy, za pewną ilość monet przekazał nam pewien łakomy kąsek… i powiem Ci, że jestem Tobą rozczarowany- machnął teatralnie głową udając smutek. Wredny sukinsyn wie że może wszystko, może uciszyć swój incydent…
Poczuł jak jego ciało drętwieje, niech mu rzyć zaraza zniszczy, czaruje sobie a ja bezbronny, nosz kurwa musi być stąd jakieś wyjście. Nie było i nie mogło być bo bard już od dawna był zamknięty w umysłowym więzieniu. Krzyczał lecz w iluzji nie było dźwięków, zabrał mu jego najcenniejszy dar, a nim zorientował się, że to urojenie jego gardło było poharatane bardziej niż ofiara wilkołaka. Długo trwało nim czar puścił, przez siedem dni Wincent darł się przemierzając czarną jak noc dolinę i ciągle próbował śpiewać, bo tylko nadzieja dawała mu siłę…
Nim się uwolnił wyciągnięto z niego wszystko, na skraju załamania, torturowany wygadał wszystko niczym ptaszyna. Nawet nie musiał mówić, wiedział że wszystko wyciągną z jego głowy cholerni magicy, na jego nieszczęście wiedział dużo o królestwie, jego pracodawcach i wielu innych. Sekretów ubywało a on nadal więziony był i zamknięty w mentalnej pułapce.
Gdy los pozostawił go na łasce oprawców do gry wkroczyła zgrabna figura. Uratowała kochanka, a dzięki swej magii ukryła jego nieobecność, nadal niemy i ogłuszony pamiętał tą noc. Kochał się z nią w brudnym zaułku, wykorzystał lecz ona nadal o tym nie wiedziała, nie mogła znać sekretów ojca i bard wykorzystał jej niewinność. Wiedział, że to będzie ich ostatnia noc, spojrzał jej głęboko w oczy, były piękne, miodowe i tak… słodko dziecinne. W deszczu ostatni raz się pocałowali by już nigdy się nie spotkać. Wincent nie zerknął ze statku na swą lubą, nie chciał i nie miał po co, nie wiedział jak bardzo się mylił…

***

- Śmieszne, tak się wkopać, żółtodzioby, same żółtodzioby… długo się tutaj nie ukryłeś, zaszywałeś się w burdelach i norach pełnych zdrajców takich jak ty- poklepał go wilgotną od alkoholu dłonią- aż mi Ciebie szkoda jak tak na Ciebie patrzę, już nie jesteś tak wyszczekany jak wtedy gdy Cię z zamtuza za włosy wyciągaliśmy z chłopakami? Taka szkoda, że jutro pewno zawiśniesz z resztą niedołężnych amatorów byłbyś niezłym kąskiem dla więźniów, oni nie byli by tak delikatni jak długouchy. Zawszony patriota, na co się chędożony bardzino gapisz?!
Więcej nie powiedział bo jego pijacki ryj sparaliżował ból, a Wincent rozmasował pięść która walnęła jego mistrza w podbrzusze. Przez wredny uśmiech napluł na tę szuje, co go męczyła od kilku dni. Czekał na okazje, niczym jak na zawołanie zatrzymał szlochanie, łzy i godny zbitego szeniaka wyraz twarzy, przerósł własnego nauczyciela. Aktorzyna otworzył wytrychem kuferek z jego rzeczami i uciekł razem z tajemniczym listem, z tej przeklętej strażniczej wieży. Nie pamiętał ile biegł lecz jakimś cudem zmylił pogoń i udało mu się przeżyć. Udał się na ziemie niczyje by przeżyć, często odwiedzał przygraniczne karczmy. Dzięki swym umiejętnościom jakoś sobie radził lecz teraz potrzebował czegoś więcej, mianowicie kawałka stali by zabić innych wyrzutków...


Inne Informacje

♣ Mimo raczkującej sławy można o nim usłyszeć w wielu karczmach,
♣ Jego najsłynniejsze ballady to „Na różach Ci się oddam”, „Królewicz, królewna i panna Dobrodziejska”, „Upadłych nadszedł czas…”- dosyć kontrowersyjna sławiąca naród Krasnoludów oraz „Widłakowe ścieżki”
♣ Powszechnie uważany za idiotę i lenia, aczkolwiek to tylko bardzo, bardzo, bardzo wiarygodna przykrywka
♣ Mimo wygnania nie jest jeszcze za niego wyznaczona nagroda, nikt nie wie nic o jego szlacheckich korzeniach
♣ Częściej gra niż śpiewa, poranione gardła dała mu bardzo charakterystyczny głos jednocześnie raniąc przy długim śpiewaniu

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaenys Lea Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Łowca
Liczba postów : 98

Doświadczenie : 26

PisanieTemat: Re: Wincent   Nie 31 Mar - 9:08

Akceptacja
................................................


Teraz możesz założyć mieszkanie we właściwej osadzie podlegającej pod ziemie twojej rasy. Nie zapomnij pierw sprawdzić w spisie, gdzie obecnie mieszka twój gatunek, być może zostaliście podbici i niestety obecnie przebywacie na ziemi niczyjej! Stwórz również relacje, pocztę, ekwipunek, wybierz pracę, by zarabiać i zacznij grać w fabule!
▬▬ Miłej Gry! ▬▬

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Rhaenys Lea Var'Dael
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
RhaeRelacjeListyRhoynar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Wincent

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  ::  « Postacie » :: Ludzie-