IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Aarchibald von Bielau

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Aarch von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : ogólna
Liczba postów : 7

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Aarchibald von Bielau   Pią 22 Mar - 19:24









Aarchibald von Bielau
mieszczanom znany jako Aarch



Aktualne Dane

Wiek, Profesja I Zamieszkanie
21 lat, profesja ogólna, Lorelden
Wzrost I Budowa Ciala
6' 1.2" (186 cm), budowa atletyczna
Kolor Oczu I Włosów
oczy zielone, włosy kasztanowe
Znaki Szczególne
często noszona maska na twarzy
Broń i zbroja, Zaradność
40 ∥ 60



Usposobienie

W starciu z niesfornie opadającymi na twarz włosami kobiety nie mają szans. Nie jeśli mają do czynienia z facjatą człowieka pewnego siebie i świadomego swojego uroku osobistego, przejawiającym się w głębokim, przeszywającym spojrzeniu, budzącym dreszcze i nonszalanckim uśmiechu. Niedbała postawa dopełniająca aparycję gubi, pogrąża niczego nieświadome wielbicielki jego wyglądu, stylizowanego na niegrzecznego chłopca. Nie to jednak jest największym niebezpieczeństwem, nim jest przekonanie, że się nie ulegnie. Zawsze się ugnie. Pod naporem jego nienamolnego, ale magnetycznego spojrzenia i w pobliżu silnych, atletycznych męskich ramion, tak wprawnie kontrastujących z aparycją niepokornego młodzieńca. O sylwetce grzeszącej obrazem mężczyzny, wizualnie wydawałoby się, łatwo zapewniającego bezpieczeństwo kobiecie, antagonistycznie do pozornego, pierwszego wrażenia – po spojrzeniu w nieszablonowe złoto-zielone tęczówki zawadiackiego chłopca. Różne są cechy, które stanowić mogą ikonę człowieka. Wchodząc jednak głębiej w temat, obraz jaki współcześnie wysuwa się na pierwszy plan w starciu z prawdziwie czysto urodzonym władcą, to umierająca w dumnym dziedzicu tronu kultura osobista. Na przestrzeni wieków w różnoraki sposób próbowano zatrzeć ślady po ginących (a może nigdy nieistniejących?) w człowieku dobrych manierach i niknącej w oczach ogładzie. Bo odwiecznym problemem nie jest brak wychowania, a zachowanie w nim klasy. On znalazł na to swój sposób, swoje słabości wysuwając na światło dzienne. Bijąc po oczach swoją bezczelną otwartością, niewinną bezkarnością i wynaturzoną manierycznością, z jakich uczynił swoją indywidualną broń, Wady nabyte charakteru, modyfikując na swój niepowszedni, młodzieńczy urok osobisty, jakiemu nie sposób się oprzeć przeciętnej kobiecie.



Minione Dzieje

Opowieść tą mroczną, zjeżającą włosy na plecach – mówiono – przyodzianą cmentarną nutą, w smętnym, zawodzącym poemacie, skandował mój świętej pamięci druh. Panie, świeć nad duszą biednego młodziana. Historia ta znajduje swój początek pewnej, najczarniejszych ze wszystkich czarnych i najgęściejszych ze wszystkich gęstych, jak smoła, nocy. Na podbagiennym cmentarzysku, tak samo złowieszczym i upiornym, jak straszne, ciemne i nieprzeniknione były zepsute serca, gnijących pod tą ziemią, tyranizujących za życia ciał. Gleba, użyźniona krwawą rzezią, rozpaczą i makabrycznym cierpieniem, plaskała zatrważająco pod stopami. Plask, plasssssk. Sssssss-sssss, wąż zasyczał przy cholewie buta, przepełzając przez puste oczodoły trupiej czaszki. Szzz-szzzzzz, drzewa ugięły się pod ciężarem płaszcza z ciemnej osłony nocy. Wijący się pod stopami żmijowaty stwór zagrzechotał niepokojąco głośno. Był to najgroźniejszy, najbardziej zajadliwy odgłos grzechotki, jaki kiedykolwiek dotarł do ludzkiego ucha. Serenady złożone z takich dźwięków można było grywać nad grobami umarłych. Umarłych nekromantów, czarnoksiężników, marginesu społeczeństwa, łgarzy, kuglarzy, oszustów, brutali i rozbójników. Wąż wspiął się do góry, ukazując wywłoki na czubku głowy, diabelskie różki, demoniczne gabaryty. Zdawał się coraz bardziej rozrastać, rosnąć i rosnąć, porównywalnie do malejącego, strwożonego serca, stającego w piersi. Małeeego, małeeeego, malutkiego mięśnia w klatce piersiowej, walącego niczym młot w gong, zwiastując coś niepokojącego.
- Aaargh! – wyrwało się donośne wykrzyknienie z piersi młodzika.
- Znalazłem – znalazł i był z siebie tak dumny, że z nierozwagą ściął żmijkę w pół, trzymanym w ręku mieczem. Zamachnął się nim instynktownie i oparł na rękojeści dużo za dużej jak dla siebie stali, szczerząc się do swoich myśli.
- Co znalazłeś? – dziewczyna trzymająca się na uboczu kuliła się przed każdym cieniem, które zdawała się widzieć wszędzie wokół, a chłopak rzucił jej czaszkę odznaczającą się brudną bielą na tle bezgwiezdnej nocy. Złapała, ze zręcznością w palcach godną wykonywanego przez nią zacnego zawodu tkaczki. Złapała i wykrzyknęła coś w panicznym odruchu, odrzucając od siebie część szkieletu. Brunet zaśmiał się głośno, przebijając swoim głębokim i przyjemnym dla ucha, niemalże kojącym śmiechem grobową ciszę wokół. Złapał czaszkę pewnie w obie dłonie, zaraz potem, otrzepując spodnie z mięsistej ziemi przylepiającej się do jego nielichych (po ojcu) dłoni.
- Znalazłeś czaszkę? Przyprowadziłeś mnie tu po to żeby… żeby… - zabrakło jej słów. A on już stał przy niej, patrząc przez ramię z dumą na wykopany przez siebie grób.
- Nie, znalazłem to – Przechylił czaszkę, a z jednego z oczodołów wyleciał na jego rękę lniany woreczek. - Dokładnie tam, gdzie go zakopałem.
Dziewczyna patrzyła na niego szeroko otwartymi oczami. Możliwie jeszcze większymi, niż zawsze, ze zdziwienia nie mogąc zamknąć rozchylonych warg. A może ze złości? Ze strachu? Z zimna? Warga drgała jej lekko. Młodzian rozmasował jej ramiona, patrząc z uśmiechem w jej zaszklone łzami bezsilności oczy, świecące w ciemności niczym dwa świetliki.
- Cśiiii… – rzucił uspokajająco. Myślała, ze dla niej, do niej. Ale mówił do siebie. Myślała, że wprowadzał intymną atmosferę, chciał zaszczycić ją muśnięciem warg na jej pełnych ustach. Nie chciał wcale. Wyprostował się, pozostawiając ją pod drzewem i pognał w stronę cienia znikającego w krzakach. Uwiesił się na jednej z gałęzi, przeskakując nad marmurowym murkiem, zeskoczył na kamienny grób, przebiegł po przewalonym konarze na drugą stronę rzeki…

Zgięty w pół, opierając ręce na kolanach łapał oddech, czekając na swojego towarzysza. Mimo uciekającego oddechu, wydusił z siebie kilka słów na powitanie.
- Mam… znalazłem… wygrałem.
- Aarch…
Wyszczerzył się zawadiacko, prostując się dumnie i rzucił koledze lniany woreczek. Chłopak złapał go w jedną dłoń, wysypując jego zawartość na kamienny krąg.
- Kawałek drewna?
- Mój talizman szczęścia.
Chłopak zaśmiał się w głos. Odbierając od niezadowolonego towarzysza swoją własność. Zawiesił ją sobie na szyi, przyglądając się z uwagą zaniepokojonemu chłopaczkowi.
- A gdzie Arianne?
- Kto?
Zdziwienie na twarzy bruneta musiało rozjuszyć zniecierpliwionego, i widocznie czymś zdenerwowanego w tym momencie, chłopaka.
- Moja siostra! Dziewczyna, z którą tu przyszliśmy!!!

- Nie będziesz plądrował tego grobu – Twardy głos bruneta przeciął ostro powietrze, jak wojownik podcina bezzwłocznie swoim rapierem gardła bez drgnięcia dłoni. Tak pewny wydawał się ton do niedawna zabawowego chłopaka. Tym razem do swoich „przyjaciół” przemawiał mężczyzna. Młody, zapalczywy duch. Pewny siebie, gorliwy, władczy i apodyktyczny – jak ojciec. Dziedzic tronu. Silny i potężny. Jeszcze nie jak sam Reinmar von Bielau… ale może kiedyś.

Dalszej części historii nie znam. Bard beknął, fiknął i zmarł. Niekoniecznie w tej kolejności. Mówi się, że z przepicia. Mnie doszły słuchy, że wysuszony od biadolenia jęzor jest częstą przyczyną zgonu. Nic dziwnego, że na polu bitwy, w ferworze walki, nawołujący do męstwa grajek, ginie pierwszy.


Inne Informacje

& hultaj, zawadiaka i pieniacz
& częsty gość karczm i tawern
& z zasady w centrum uwagi, od odskoku stoi w cieniu
& atleta z wyboru, bojownik z natury, wojownik tylko z przymusu
& lawiruje w słowach tak samo dobrze jak między przeszkodami w życiu
& zna podstawy anatomii i zalążki elfickiego; bardzo koślawym akcentem potrafi wkurzyć ojca swoją, niegodną jego syna, nieporadnością z językiem
& prowadzi podwójne życie, mieszczanom, przedstawiajac się jako zwykły chłopaczyna ze wsi - Aarch, nie Aarchibald, syn szanowanego władcy ludzi
& zna słowo klucz, za które siostra jego (piękna i urocza, jak ostra i zimna jest stal jej miecza), ścina głowy; słowem tym się z nikim nie dzieli, ale nie skąpi go nadużywać - "Śnieżynka", mówią przed śmiercią Ci, którzy mają mniej refleksu niż Aarch aby pochylić się przed, ścinającym kark, ostrzem
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaenys Lea Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Łowca
Liczba postów : 98

Doświadczenie : 26

PisanieTemat: Re: Aarchibald von Bielau   Pią 22 Mar - 21:57

Akceptacja
................................................


Teraz możesz założyć mieszkanie we właściwej osadzie podlegającej pod ziemie twojej rasy. Nie zapomnij pierw sprawdzić w spisie, gdzie obecnie mieszka twój gatunek, być może zostaliście podbici i niestety obecnie przebywacie na ziemi niczyjej! Stwórz również relacje, pocztę, ekwipunek, wybierz pracę, by zarabiać i zacznij grać w fabule!
▬▬ Miłej Gry! ▬▬

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Rhaenys Lea Var'Dael
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
RhaeRelacjeListyRhoynar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Aarchibald von Bielau

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  ::  « Postacie » :: Ludzie-