IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Lykos Igniato Eclipse

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lykos Igniato Eclipse
avatar
Wilkołak
Profesja : Mag Żywiołów
Liczba postów : 1

Doświadczenie : 5

PisanieTemat: Lykos Igniato Eclipse   Wto 19 Mar - 10:26









Lykos Igniato Eclipse


Dzien bez wina i rozlewu krwi jest dniem straconym? Nie dla mnie!


Aktualne Dane

Wiek, Profesja I Zamieszkanie
24, Mag Żywiołów, Elion
Wzrost I Budowa Ciala
190cm wzrostu, Ma dobrze zbudowaną posturę, chociaż mięśnie nie są jakoś wyjątkowo widoczne.
Kolor Oczu I Włosów
Kolor Oczu zależny jest od używania danego żywiołu. Kiedy nie używa mocy jego oczy są srebrne, wydają się odbijać światło z jego czystej duszy. | Jego włosy są czarne, w kilku miejscach czerwone, chociaż nie wiadomo czy to od krwi, czy taki już się urodził.
Znaki Szczególne
Wyjątkowe oczy, tatuaże, tak nazywane runy kreślące jego prawie całe ciało. Mają go chronić, ale i przekazywać energię kiedy używa swoich zdolności. Ponadto wyróżnia się jako wilkołak białą czystą sierścią.
Przemiana, Magia 7 Żywiołów
15 ∥ 85



Usposobienie

Lykos to młodzieniec, chociaż mimo swojego młodego wieku posiadł już wielką wiedzę. Zanim jednak uznamy go za mędrca zastanówmy się co to znaczy, czy tak nazywamy osobę obdarzoną wielką wiedzą? A czym jest więc wiedza? Mądrość pozwala nam wybrać co jest dobre a co złe, dzięki niej wiemy jak zachować się w danej chwili. Król który olewa swoich obywateli nie jest mądry. Mag który używa swojej mocy do czynienia zła nie jest mądry. Biedna kobieta częstująca swoim jedynym chlebem drugiego biedaka jest mądra, i taki też jest Lykos. To wrażliwa osoba, mocna w swoich postanowieniach i wierze. Zawsze stara się wybrać jak najlepiej, i dbać o inne istoty. Dla niego nie ma różnić, nie czuje odrzucenia do Opiekunów Smoków, ludzi, czy Elfów. Wszyscy są tacy sami, bo wszyscy mają duszę, a więc mają prawo do wyboru, ale nie do wyboru swojego pochodzenia. Czy Lykos jest winny że urodził się Wilkołakiem? Tak już się stało, tego się nie zmieni, nie jest gorszy, każdy jest taki sam. Nikt nie powinien się wywyższać, nikt. Król powinien być ważny nie z powodu swoich możliwości, ale dużej odpowiedzialności za swoich ludzi. Lykos ma jeszcze inną wiedzę, dotyczącą żywiołów. Nikt się z nim nie zgadza, ale nie przejmuje się tym. Nadal będzie trwał w postanowieniu że jest 7 żywiołów, i nie jest tak że panuje nad nimi, ale czerpie od nich energię która pozwala mu się z nimi łączyć. Uważa że panowanie nad żywiołem to odbieranie mu wolnej woli, to jak obraza i okazywanie bezczelności. Być może coś w tym jest skoro tak łatwo może wnikać w żywioły i się z nimi porozumiewać. Wygląda to jak jakieś porozumienie, jak przyjaźń. Ma szacunek do swoich żywiołów, więc te się nim opiekują. Zna prawdę, więc tym bardziej chcą mu pomóc. Kiedy używa magii żywiołu nie wydaje rozkazu, prosi, myślami i uczuciami przekazuje im co chce zmienić, a żywioł którego dotyczy zmiana robi to, ciesząc się że ma takiego ucznia. Żywioły... dla Lykosa są czymś więcej, to istoty, to życia, które mają swoje postanowienia i myślą, są dla niego najważniejsze na świecie.


Minione Dzieje


Rozdział I Dzieciństwo(7 lat)

-Tato, opowiedz mi jeszcze raz tą bajkę o niedźwiedziach, proszę.
-To były wilkołaki synu...
-Ale dobre wilki, nie te złe z lasu?-Chciał się upewnić. Tata zawsze opowiadał mu bajkę na dobranoc o magicznych wilkach.
-Porozmawiamy jak już się położysz do łóżka.-Odpowiedział, więc Lupus szybko zdjął brudne ubrania, założył piżamę, zapalił jeszcze dwie świece, i zakrył się kocem. Nie mógł się już doczekać.
-Wszystko zaczęło się od ludzi...
-Czyli od nas?-Zapytał nagle chłopiec, podniecony, i szybko zatkał sobie usta dłońmi, umówił się z tatą że nie będzie mu przerywał. Dostrzegł na twarzy ojca coś dziwnego, wściekłość, ale ta szybko została zastąpiona przez smutek.
-To nie nasza wina co im się przytrafiło, nie żyliśmy w tamtych czasach, nie mogliśmy im pomóc. Ludzie zaczęli polować na wilki. Traktowali je jak zwierzęta, nie jak istotę rozumną...-Mężczyzna wziął głęboki wdech, i zaczął mówić dalej.
-W końcu się zaczęło. Wilki widząc swoje martwe dzieci zapragnęły zemsty.
-Nie dziwię im się. Gdyby ktoś zrobił krzywdę Lupe, nie darowałbym mu tak łatwo.-
Odezwał się chłopak nagle pochłonięty gniewem. Miał ochotę komuś przyłożyć, a poduszka leżała najbliżej. Uderzył w nią pięścią kilka razy, uspokoił się, i z powrotem się położył. Jego ojciec bacznie mu się przyglądał.
-Nie pozwolę by ktoś ją skrzywdził.
-Wierzę ci mój mały wilku, kochasz ją prawda?
-To moja siostra, jest taka...bezbronna.
-Masz rację, no i ma słabość do wpadania w tarapaty.-
Starszy brat od razu pomyślał o Pani Effie, i o tym jaką zrobiła wielką awanturę za to, że Lupe bawiła się z jej córką. Naur(Tata Lupe i Lupusa) skrzywił się, chyba pomyślał o tym samym..
-Obiecasz mi coś synu?
-Oczywiście tatko, przecież wiesz.
-Opiekuj się nią, dopilnuj by nic się jej nie stało. Aby była szczęśliwa, i nie płakała. Bądź jej przyjacielem, i strażnikiem, nie chcę by stała się jej krzywda...
-Obiecuję, ja to już wiem Ojcze, kocham ją tak samo jak ty, przecież wiesz...
-Wiem Lupus wiem.-
Dorosły odwrócił się, myśląc że jego syn nie zauważył tej łzy na jego policzku, szybko wytarł twarz, wstał, i skierował się do drzwi.
-Dobranoc.
-Tato? Co stało się z wilkami?
-Zniknęły, i już nie wrócą.-
Teraz już opiekun rozpłakał się na dobre. Wybiegł z pokoju, zamknął drzwi, a chłopak...długo nad tym myślał, i o Lupe. Postanowił że zrobi wszystko aby jego siostra miała lepsze życie od niego.




Rozdział II Towarzystwo(11lat)

Lupus razem z siostrą i przyjaciółmi Bawił się na łące, niedaleko lasu. Zawsze ciekawiło go dlaczego mogą bawić się z dziećmi sąsiadów, a nie tymi z miasta. Nie przeszkadzało mu to, ale to było dziwne. Oprócz Lupe byli jeszcze Jamie, i Vic. Zauważył że Jamie jakoś dziwnie się patrzy na jego siostrę, ale nie rozumiał dlaczego, a Lupe nie miała nic przeciwko, więc i on starał się nie zwracać na to uwagi.
-Słyszeliście o tym co tym razem zrobiła ta wiedźma?-Zapytał przyjaciel Lupusa.
-coś tam słyszałem, weszła na dach czy coś takiego...
-Na fontannę, tańczyła i śpiewała.-Westchnął Jamie, co rozbawiło chłopaka.
-Zakochałeś się czy co?
-Spadaj.-
Burknął Jamie i walnął go w ramię, a przynajmniej tam celował. Udawał że chce go uderzyć, zawsze tak się wygłupiali, ale zdarzało się że naprawdę działał Lupusowi na nerwy.
-Moim zdaniem ona jest nienormalna.-Wywnioskowała Vic, i teraz wszyscy zaczęli się śmiać.
Nagle syn Naura coś poczuł, coś dziwnego. Instynkt podpowiadał mu aby uciekał, ale dlaczego? Z jakiego powodu? Nie potrafił tego zrozumieć dopóki nie dostrzegł zagrożenia wśród drzew na skraju lasu, wszystko zaczęło się dziać bardzo szybko. Na cel dzieci wybrały wysokie drzewo, chcieli się tam wspiąć, nie mieli szans by uciec przed wilkiem, i to jeszcze takim potężnym. Był większy od nich, straszny, przerażający, kroczył w ich stronę. Vic i Jamie bez problemu wspięli się na drzewo. Starszy brat apomniał jednak o siostrze, sądził że jest tuż za nim, mylił się. Dostrzegł ją, leżącą na ziemi, musiała się potknąć kiedy biegła. Nie zastanawiał się długo, wilczur też nie. Obaj zaczęli biec w jej stronę. On miał bliżej, ale basior był szybszy, robił wysokie długie skoki.
-Lupe.-Krzyknął zdesperowany chłopak, nie wiedział co zrobić. Lupe próbowała się uwolnić, wstać, ale strach ją sparaliżował, cały czas wpatrywała się w zwierzę. Chłopak zrozumiał że nawet jeśli dobiegnie do niej przed nim, nie zdąży dobiec do drzewa. Pomyślał już tylko o jednym, minął ją, i zatrzymał się przed basiorem, wilk zrobił to samo. Patrzyli sobie w oczy, jego wydawały mu się dziwnie znajome, jakby już je gdzieś widział. Stanął pewnie na dwóch nogach, wyprostował się, zaczął naśladować młodzika.
-Idź stąd.-Warknął, a on odwzajemnił mu się kłami. Stali tam jeszcze jakiś czas, aż w końcu wilczur spuścił łeb, wycofał się, i zniknął w lesie.
-Lupus? Co ty...-Lupus odwrócił się w stronę siostry, nie był na nią zły, przecież ryzykował dla niej życie, on wiedział że zginie, ale to było...niejasne.Zwierzę nie zaatakowało go, a mogło go zabić jednym ruchem. Spojrzał w załzawione oczy siostry, była zdziwiona.
-Wynosimy się.-Mruknął. Podniósł ją, i ruszyli idąc ścieżką prowadzącą do domu.


***

Brat miał Lupe na rękach, nie mogła chodzić. Domyślał się że musiała skręcić kostkę, kiedy się potknęła o korzeń drzewa.
-Boję się.-Wyszeptała cicho, tak że tylko on ją usłyszał. Za nimi szli Jamie i Vic w ciszy, było im głupio, ale po części Lupus rozumiał ich reakcję. Na klatce piersiowej poczuł ciepły oddech siostry, czuł szybkie bicie jej serca, westchnął.
-Przecież już jest po wszystkim.
-Skąd wiedziałeś że cię nie zaatakuje?
-Nie wiedziałem.-
Ponownie zalała się łzami, nie wiedział jak ją pocieszyć, ale mówił jej prawdę, nie potrafił kłamać prosto w oczy, nikt nie potrafił.
-Nie chcę żebyś przeze mnie zginął.
-Przecież nadal tu jestem, żyję i oddycham.-
Uśmiechnął się lekko, ale wiedział co miała na myśli. Dalej szli w ciszy, zamknęła oczy.


***

Dzieciaki byli już niedaleko domu. Lupus zaczął się obawiać że z siostrą jest coś nie tak, była nieprzytomna, nie był pewien czy dlatego że coś sobie zrobiła, czy dlatego że była zmęczona tą całą przygodą. Przytulił ją mocno do siebie by nie było jej zimno. Po chwili zobaczył mamę przy drzwiach, widząc ich szybko wpuściła dzieci do środka. Nawet nie zauważyli kiedy Jamie i Vic poszli do domów. Brat ostrożnie położył siostrę na kanapie, by mama mogła się nią zająć, znała się na lekarstwach, i leczeniu. Często się dziwił czemu nie chce zostać medykiem, uzdrowicielem.
-Co się stało?-Spytała go mama. Na szybko zaczął jej opowiadać o tym co spotkało ich w lesie, o zwierzęciu, o tym jak próbowali uciekać. Próbuje ją uspokoić że nic takiego się nie stało, ale cały czas jest smutna, zdołowana. Zaczęła właśnie oglądać nogę Lupe, kiedy naszła go straszna myśl.
-Mamo, gdzie jest Tata? Czy coś mu się stało?-Znieruchomiała, nie wiedziała co powiedzieć, widział to w jej oczach. Zastanawiał się czy jego mama nie martwi się o tatę. Stała tam tak sparaliżowana strachem, aż w końcu przemówiła.
-Musiał gdzieś wyjść, wróci wieczorem.
Nic z tego nie rozumiał, nie wierzył jej, ale nie miał innego wyboru jak tylko czekać, i dowiedzieć się ile warte są jej słowa.
Niespodziewanie usłyszał pukanie do drzwi.
-Otworzę.-Ubiegł mamę, i już po chwili stał przed drzwiami, wiedział już kogo zastanie po drugiej stronie, rodziców Jamiego i Vic.
Po ich minach domyślił się, że to będzie naprawdę długi, i męczący dzień.
Minęli go bez słowa, i zmierzali w stronę salonu, gdzie była mama i Lupe. Wzruszył ramionami i zamknął za nimi drzwi, mało go obchodziło teraz co sądzą o nim inni. Już na korytarzu słyszał jak krzyczą, niechętnie wszedł do pomieszczenia, i zobaczył jak dorośli naskakują na mamę, Czasem nie rozumiał starszych.
-Obiecał że to się więcej nie powtórzy.-Powiedział Tata Vic, i... Lupus jakoś sobie nie mógł przypomnieć że coś im obiecywał. Wspomniał tylko o tym że idą się przejść, ale czy to było kłamstwo?
-Słuchaj Iss, to nie może się wydarzyć po raz drugi! Mógł skrzywdzić nasze dzieci.-Powiedziała mama Jamiego, a chłopak...nie mógł już się tak dłużej przyglądać.
-Przestańcie się kłócić.-Poprosił błagalnym tonem, ale nikt nie zwrócił na niego uwagi, dopiero po chwili Tata Vic zwrócił na niego uwagę.
-Idź do swojego pokoju lepiej.-Powiedział, co zdenerwowało chłopca. Uznał że nikt nie będzie mu mówić co mam robić, i to we własnym domu.
-Nie mam takiego zamiaru.-Warknął. Mężczyzna zaczął iść w jego stronę, Lupus wiedział że mu się oberwie. Starsi zawsze musieli mieć rację, ale zdarzały się takie sytuacje, jak ta, kiedy robili z siebie idiotów, głupków, i...tępaków.
-Stój!.-Rozkazałem. Rodzice uczyli mnie jak się zachować, ale po prostu miałem już tego wszystkiego dość.
-Ty głupi szczeniaku...-Powiedział przez zaciśnięte zęby, ale zatrzymał się, wpatrując się w chłopaka ze złością, i zdziwieniem.
-Wynoście się z mojego domu, natychmiast!.-Krzyknął. Ojciec Vic mógł uderzyć chłopca, ale nie zrobił tego. Dorośli wyszli, tak jak chciał. Był pewny że wrócą, jak nie teraz to później. Podbiegł do zapłakanej mamy, zerknął na Lupe. Zakryła sobie uszy dłońmi, i zamknęła oczy. Obawiał się że była świadkiem tego zajścia i bał się że przez to co zrobił straci jej zaufanie, albo będzie się go bała.
-Mamo, ja nie chciałem...
-Idź do swojego pokoju, proszę.-Westchnął, i pobiegł po schodach. Szarpnął za klamkę, rzucił się na łóżko, chciał o wszystkim zapomnieć, zasnąć, ale męczyły go pytania, na które bardzo chciał poznać odpowiedzi. Długo tak tam leżał, aż do wieczora, kiedy usłyszał głos taty dochodzący z dołu. Podniósł się niechętnie, i podszedł do drzwi, zaczął podsłuchiwać rozmowę rodziców.
-Czemu to zrobiłeś?-
-Nie chciałem, dobrze wiesz że nad tym nie panuję...
-Obiecaliśmy, że będziemy żyć jak dawniej, już bez przemian.-Usłyszał zza drzwi. Niewiele z tego rozumiał. Słuchał jednak dalej ciekaw czego się dowie.
-Nie zrobiłbym im krzywdy...-
-Jest jeszcze coś...kiedy byli u nas Nate, i Melissa, coś się stało...
-Wiem, wpadłem do nich wcześniej, aby ich przeprosić, i wszystko mi opowiedzieli.
-Boję się.-Powiedziała matka chłopaka.
-Ale nareszcie mamy szansę. Kiedy dorośnie za nim pójdą inni. Od lat nie było przywódcy, wszyscy my go potrzebujemy.
-Ty go potrzebujesz.-
Powiedziała mama chłopca i zeszła na dół. Kiedy kroki się oddaliły, a chłopak miał już pewność że nikogo nie ma, otworzył oczy, i rozejrzał się. Chciał się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi, ale nie mógł znaleźć wyjaśnienia. Zrezygnowany przykrył się kocem, i zasnął.

Rozdział III Pełnia (16lat)

Lupus otworzył nie do końca wiedząc co się dzieje. Gdzieś w tle słyszał jak tata coś mówi, coś mu opowiada. z czasem słowa zaczęły nabierać znaczenia.
"-To nie nasza wina. Ludzie zaczęli polować na wilki, na istotę rozumną...Zniknęły, już do nas nie wrócą...Wojna, widzieli swoje martwe ciała, chcieli się zemścić...". Do chłopaka dociera że jest w lesie, a jakaś niezrozumiała siła pcha go w ramiona ciemności. Nagle z pomiędzy drzew wyłonił się duży biały potężny wilk, znieruchomiał ze strachu, basior również. Zainteresowany zaczął zbliżać się do dzikiego zwierza, który naśladował jego ruchy.
-Idź stąd.-Krzyczy, ale wilk odpowiada mu warczeniem.
-Czego chcesz.-Pyta Lupus, ale wilk nie szuka odpowiedzi, nie reaguje dalej zbliżając się do chłopaka, i nagle coś się zmienia. Młodzieniec zaczyna widzieć jego oczami. Nie wiedział co się dzieję, bolała go głowa, było mu gorąco, a na dodatek czuł się kompletnie nagi. Ale to mu się podobało, czuł się wolny, dziwnie wesoły, bez powodu, a może powodem jest to że jest wilkiem, istotą z bajek, które opowiadał mu ojciec? Nie chciał w to uwierzyć. Dla niego był to zwykły sen, nic więcej. Uśmiechnął się, pokazując przy ty, kły. Nagle usłyszał jakieś odgłosy, wrzaski, krzyki, nawoływania, słyszał swoje imię. Zatrzymał się dalej nasłuchując i czekając na to co miało się wydarzyć.
-Lupus?-Wilk dostrzegł swojego tatę, ale poczuł się zagrożony. Widząc w dłoniach ojca linę, cofnął się i warknął ostrzegawczo, nie był teraz sobą.
-Uspokój się. Ej, mam go!.-Za nim pojawili się jacyś ludzie, których Lupus nie znał.
Próbowali go złapać, ale ten dzielnie im się wyrywał. Bał się, nie ufał nikomu, nawet swojemu ojcu.
b]-Stój![/b]-Krzyczał Naur, ale przemieniony chłopak go nie słuchał. Pobiegł w las znikając ludziom z oczu.
-I tak umiera rewolucja...-Burknął jeden z wilkołaków.

Rozdział IV Nauka (17 lat)

Lupus wrócił, wprawdzie po kilku dniach ale lepiej późno niż wcale prawda? Ojciec wszystko mu wyjaśnił, przynajmniej próbował. Do wilkołaka w końcu dotarło że jest bestią, nad którą nie da się zapanować.
-Nie musi tak być, możesz nad tym zapanować!
-Pomożesz mi?--Zapytał niepewnie chłopak przypominając sobie jak ostatnio poharatał ojca.
-Jesteś w końcu moim synem tak?-Powiedział i poklepał go po plecach. Od tej pory wykorzystywali każdy wolny czas. Chłopak się starał, robił co mógł nawet czując niewyobrażalny ból, byle by tylko nad tym zapanować, oraz nad emocjami.


Inne Informacje

♣ Twierdzi że światem rządzi 7 żywiołów, są to; ziemia, woda, ogień, powietrze, światłość(energia, dobro, uczucia, życie), ciemność(śmierć, zło, nekromancja, strach, zaraza i choroby), czas.
♣ Uważa że ciemność nie jest zła, ale musi pilnować porządku i ładu przez co jest źle odbierana przez ludzi. Lykos ma do niej wielki szacunek i tak też ją traktując podczas używania tego żywiołu.
♣ Pomaga innym nie oczekując niczego w zamian.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
"Lady" Sanya Deloth
avatar
Człowiek
Profesja : złodziejka
Liczba postów : 69

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Lykos Igniato Eclipse   Pią 29 Mar - 14:20

Akceptacja
................................................


Teraz możesz założyć mieszkanie we właściwej osadzie podlegającej pod ziemie twojej rasy. Nie zapomnij pierw sprawdzić w spisie, gdzie obecnie mieszka twój gatunek, być może zostaliście podbici i niestety obecnie przebywacie na ziemi niczyjej! Stwórz również relacje, pocztę, ekwipunek, wybierz pracę, by zarabiać i zacznij grać w fabule!
▬▬ Miłej Gry! ▬▬
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 

Lykos Igniato Eclipse

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  ::  « Postacie » :: Wilkołaki-