IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zielona Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Myrcella Ellyrien
avatar
Elf
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 77

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 10:54

W pewnym momencie straciła rozeznanie. Pociemniało jej przed oczami i zupełnie nie miała pojęcia co się dzieje! Właściwie była przekonana, że przesadziła z alkoholem i jej elfie ciało się buntuje, ale skorzystała ze swoich innych zmysłów i dotarły do niej przeróżne dźwięki wskazujące na zamieszki. Po chwili jej oczy nieco przyzwyczaiły się do ciemności i stojąc na środku sali, mogła coraz więcej dostrzegać. Sytuacja była ciężka. Ogień rozprzestrzeniał się, a co gorsza, do sali wkroczyły wyjątkowo paskudne story. To była jedna z nielicznych chwil, w których naprawdę przeklinała, że tyle dziś wypiła. Chwiała się na nogach! Jak miała walczyć z chordą paskudnych stworzeń i dbać o swoich ludzi? Krzyknęła coś w stronę poddanych i doradców, by rozprzestrzenili się po pomieszczeniu i atakowali, głównie iluzjami z balkonu, stanowiącego piętro w karczmie. Sama jednak nie uciekła w żadnym konkretnym kierunku, wskoczyła tylko zwinnie na stół, będąc przekonaną, że rzuci poprawnie iluzje i stworzenie ogłupieje. Zawsze to skutkowało, nawet gdy była mocno pijana. Niestety, jej zmysły nie pracowały tak jak powinny. Nie wyczuła stworzenia czającego się za nią. Leukodul niespodziewanie wpadł na władczynię. I choć Myrcella bardzo szybko zareagowała iluzją, to stwór jedynie się oddalił. Tymczasem nasza panna Ellyrien zachwiała się na tyle, że wpadła pod stół, całkiem ładnie się przy tym obijając. Gdzieś z oddali dobiegały do niej krzyki o wyzywaniu na pojedynek. Bogowie, co tu się działo?

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nothing is real or a lie; it all depends on the color of the glass you're looking through. A lie can be halfway round the world before the truth has got its boots on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrille Estariol
avatar
Potomek smoka
Profesja : Łowca
Liczba postów : 16

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 11:29

Czy jak tylko wyjdę wreszcie gdzieś to ZAWSZE musi się stać coś złego? Choćby i teraz. Siedziałam przy stoliku popijając dwójniaka kiedy wszystko stanęło w ogniu. Wybuchła panika. Najgorsze było to, że to się działo... no właśnie, w karczmie. Niby nic, prawda? Ale to właśnie w karczmach pija się alkohol. A co robi alkohol po podpaleniu? To chyba każdy wie. W każdym razie ogień szybko się rozprzestrzeniał, a zjawy atakowały kogo popadnie. Wstałam szybko i rozejrzałam się. Ilmryn kompletnie nie nadawał się na kogoś, kto mógłby zrobić cokolwiek, tak więc prawdopodobnie zostałam sama. No cóż... jak zwykle. Pierwsze potwory zbliżyły się na odległość kilku jardów. Co zrobić, co zrobić... no cóż. Krótka modlitwa do Sheavdil i...
- PŁOŃ MASZKARO! - wycelowałam płomieniem w najbliższe stworki. Niby pouciekały, a nagle poczułam straszliwy ból w lewym ramieniu. Syknęłam z bólu i złapałam się za ramię. Spomiędzy palców ciekła ciemnoczerwona krew. Zaczęło szczypać jak cholera. Zaraz, szczypać? To leukodule! No i? Nie pamiętasz tego bestiariusza pisanego przez Sephiona da Tirelli? Zaganiał leukodule za pomocą dzwonków. Mówisz?
- Rhaenys! - wrzasnęłam, nie bacząc na etykietę dworską - Wysokie tony! - zaczęłam ciąć sztyletem naokoło, odpędzając stwory i zagryzając wargę z bólu.
Ktoś wyzwał córkę przywódczyni na pojedynek. Ach, ci ludzie... tak się rwą do walki a tak często przegrywają.

// +2 do destrukcji ogniem za pokonanie leukodula.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴


Świat nie składa się z jasno ustalonych reguł. Wybór należy do ciebie.

DovahkiinFahdon Tinvaak Yrren

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Visenya Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Złodziej
Liczba postów : 35

Doświadczenie : 27

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 11:37

-Powiedzmy? – dopytała prawie zawiedziona, myśląc sobie że szybko przekona go do wydawania pewniejszych osądów. Już mieli się udawać na górę, kiedy wokoło rozpętał się najprawdziwszy cyrk. Albo piekło. A może piekielny cyrk?
Przez pomieszczenie przewinęła się seria gwałtownych wybuchów; szyby pękały jedna za drugą, rozbryzgiwały się na miliony srebrzystych kawałeczków – jak zdmuchnięte bańki mydlane. Pomieszczenie stopniowo wypełniało światło pochodzące od wrzucanych do niego pochodni, a zaraz potem całą przestrzeń wypełniła nieprzebrana, gęsta mgła. Nie widziała już nawet ognia, była w stanie rozpoznać jego położenie tylko dzięki odgłosom trzaskających płomieni. Zdezorientowana spojrzała na swojego partnera i wysłuchawszy jego kwestii doszła do wniosku, że w pełni podziela jego zdanie. Całe życie z idiotami, ani JEDNEGO dnia spokoju, nawet podczas pogrzebu byłego władcy z głównego królestwa.
Ostatnie nadzieje na względnie pokojowe przebrnięcie przez całą sytuację porzuciła, gdy usłyszała, że – hahaha – ktoś wyzywał ją na pojedynek. Rozbawiona Visenya przewróciła oczyma i zerknęła z pobłażliwością w stronę, z której dochodził ich znajomy głos. Czyżby słyszała tę oszołomię, doradczynię władcy ludzi?
-To musi być jakiś żart. – zaopiniowała, ledwo wierząc w bezczelność ludzi. W karczmie zrobiło się naprawdę gorąco, toteż posunięcie Nyvena polegające na podjęciu próby wydobycia ich z tego obszaru było jak najbardziej na miejscu. „Dzielną” człowieczkę odnaleźli zaskakująco szybko. Natychmiast rzuciła jej pogardliwe spojrzenie, to dziewczę musiało nie zdawać sobie sprawy z konsekwencji swoich nierozsądnych, pochopnych czynów. Jej towarzysz postanowił jej zrobić osobliwą niespodziankę i kompletnie zbił ją z pantałyku! Walka o jej honor! Albo.. No walka o jego honor! Albo po prostu walka! Dobre sobie! No żadnym wątpliwościom nie ulegało to, że do walki w zwarciu lepiej nadawał się właśnie on, ale ona też nie jest w ciemię bita, jakoś by się wywinęła, być może nawet z bardzo pozytywnym skutkiem, ale.. Jej. Nyven wygrał plus dziesięć punktów do romantyczności i bohaterskości.
Ależ oczywiście władca ludzi musiał dać popis bardzo dziwnie rozumianej moralności. No tak. Z tymi ludźmi to same problemy.
-Ja go stoczę? – zapytała donośnym głosem.
-Być może. O ile nie wyznaczę swojego reprezentanta, który najwyraźniej już zgłosił się na ochotnika. I o ile zmiarkujecie na moje następne słowa. – zauważyła, zapowiadając, że niebawem będzie można usłyszeć tak dawno zapomniany GŁOS ROZSĄDKU! Teatrzyk za 3…2…1…
-Amarillys Ragnar, w ten sposób czcisz pamięć o dopiero co zmarłym władcy, wywodzącym się z tej samej krainy co Ty? Masz czelność przerywać w tak plugawy sposób pośmiertne uroczystości? – jakie ładne pytania retoryczne! Może Visenya powinna rozważyć zmianę profesji na herolda?
-To Twoja ostatnia szansa aby się wycofać, i radzę Ci, skorzystaj z niej, wszakże.. – i w tym momencie zrobiła efektowną pauzę, spoglądając na władcę ludzi. Mgła z pewnością jej tego nie ułatwiała, ale na szczęście był blisko.
-..Wszakże przerwanie żałoby, i to wówczas, gdy ciało zmarłego króla jeszcze nawet nie ostygło, to profanacja najświętszych praw. A tego wam, ludziom, nikt nie przebaczy, ani bogowie, ani inne rasy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 11:57

Pośmiertne uroczystości. Dobre sobie. Tak jak myślał, potomstwo władczyni nie było warte funta kłaków. Nie dorastało matce do pięt. Stchórzenie przed pojedynkiem było nie do pomyślenia dla mieszkańców Lorelden. Bezczelność w stosunku do innego władcy tym bardziej.
Co nie zmieniało faktu, że Amaryllis zasługiwała na cięgi.
Wsparł się na klindze. Plecy obficie broczyły krwią.
- Koniec szopki - warknął, po czym skinął głową do kilku ludzi ze służby, którzy zebrali się wokół nich.
- Amaryllis, rozmówimy się potem. A co do was - zwrócił się do potmków. - To cieszcie się, że wasza władczyni ma więcej oleju w głowie.
Po tych słowach, wsparł się na pomocnych raminach i odszedł.

zt
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ilmryn Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : wojownik
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 16

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 11:58

Nie czekał już na odpowiedzi Nadyi, czy nieznanej mu potomkini smoków. Po prostu kontynuował picie, rozglądając się co jakiś czas dookoła. Nie umknęło jego uwadze to, iż jego matka zaczęła tańczyć z Myrcellą. Cóż, dobrze, że się dogadują! Choć chyba trochę się obawiał o to, iż władczyni elfów rozplącze się język i...
Nieważne, nie miał za bardzo czasu, aby to roztrząsać. Bowiem usłyszał huk rozbijanych szyb i spadających kamieni. A zaraz potrem dostrzegł ogień, by po chwili widok został nieco stłumiony przez ciemny dym roznoszący się po całym pomieszczeniu. Z wrażenia Ilmryn niemalże zakrztusił się spożywanym przezeń alkoholem! Zamiast tego wypluł go na jednego z towarzyszy, który zaczął się podrywać do ucieczki. Ups. Postanowił jednak zrobić to samo, dlatego do harmidru dołączył dźwięk upadającego na posadzkę krzesła.
Nie martwił się o matkę czy siostrę, te na pewno sobie poradzą. Gorzej było z innymi osobami, które może nie były mu szczególnie bliskie, ale przecież był wojownikiem, musiał stanąć do walki! Pomińmy może mało istotny fakt podchmielenia Var'daela....
- Ruszaj - rzucił do Nadyi, ciągnąc ją mocno za ramię, aby ją stąd wyprowadzić. Kaszlał i przecierał po drodze oczy, ale kierował się głosami innych, by wyprowadzić Lavendel z tego pobojowiska i niemalże wypchnąć ją za drzwi. Sam jednak musiał wrócić, aby sprawdzić, czy wszyscy opuścili pomieszczenie. I właśnie wtedy zaatakował go jeden z tych dziwnych stworów. Jasne było, iż Ilmryn sam o własnych siłach sobie nie poradzi. Po prostu cofając się w głąb pomieszczenia rąbnął o coś, co wydało z siebie niesamowity hałas, który przestraszył potwora, a ten rozpłynął się w powietrzu. HA, to się nazywa klasa!
A idąc dalej i próbując wyciągnąć swój sztylet, niemalże potknął się o czyjeś nogi wystające spod stołu. Niewiele myśląc, próbował dźwignąć ów osobnika, który był nikim innym jak Myrcellą. Cóż, nie wiem, jak mu to wyjdzie, skoro sam miał problem z równowagą, ale kto wie, może szczęście znów mu dopisze i pomoże elfiej królowej? To wszystko w następnym odcinku!
Wiem, że to źle, ale nie miał teraz głowy do tego, co dzieje się poza karczmą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amarillys Ragnar
avatar
Człowiek
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 16

Doświadczenie : 23

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 12:35

Reprezentanta? HA! Widać potomkowie stracili zbyt dużo ludzkiej krwi na rzecz gadzin, a wraz z nią stracili honor i uczciwość ludzi. No cóż, trzeba im pokazać, skąd pochodzą.
- Pośmiertne uroczystości? TO nazywałaś pośmiertnymi uroczystościami? Nie wiem jak jest u was, potomków, ale u nas, w Lorelden, takie uroczystości to nie zabawa w "kto wypije więcej" czy inne takie. U nas to jest UROCZYSTOŚĆ, dumna i pełna powagi, a nie tańce na stołach.
Ona chyba sama nie wie co powiedzieć.
- Wycofać się? O nie, panienko - uśmiechnęłam się paskudnie patrząc przemądrzałej potomkini prosto w te jej gadzio-ludzkie oczy - Ja, w przeciwieństwie do ciebie, mam honor i dumę, której nie wypaczyło obcowanie z gadami - no dobra, może niektóre słowa były ostre, ale należało jej się. Że ja się miała wycofać? Ja, Amarillys Ragnar, zwana Tańczącym Ostrzem? O nie...
- I ty mówisz o profanacji praw? Ty, która przybyłaś z resztą "żałobników" - zaakcentowałam ostatnie słowo - do karczmy, by bawić się i radować śmiercią króla? Ha, mój pan ma rację. Mądrość twej matki na pewno nie przeszła na ciebie. Rzucasz mocnymi słowami, które są puste w środku. Nikt nam nie przebaczy? A co jest do przebaczania? Mają nam wybaczyć to, że stanęliśmy w obronie ludzkiej tradycji i zakończyliśmy wesołą hulankę zwaną przez ciebie żałobą?
Z zewnątrz dobiegł nas przerażający dźwięk walenia czymś metalowym o metal. Stwory z piskiem zniknęły, choć dym nadal się utrzymywał. Reinmar chyba mocno się wkurzył. Na płomień i ostrze, trzeba było to z nim przedyskutować...

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴


Ostatnie co zobaczysz to błysk ostrza tańczącego na twej twarzy.

Amari Oni Listy

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nyven Sheogorath
avatar
Potomek smoka
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 44

Doświadczenie : 41

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 13:03

Nyven uśmiechnął się, słuchając Visenyi. W istocie, rację miała, ale sam fakt mówienia o honorze w takiej sytuacji był zabawny. Ostatecznie jednak wyszło jej to dobrze, a Sheogorath postanowił posłuchać, co każdy ma do powiedzenia, aby wypowiedzieć się dopiero na sam koniec. Nie spodobał mu się komentarz jaśnie władcy, jednak postanawiał się nie wtrącać w takie stwierdzenia.
- Żałosne - ocenił w końcu. - Nikt nie powiedział, że potomkowie i inni byli bez winy, moja droga - zaczął - ale napad na karczmę to jawne pogwałcenie prawa. Bo widzisz, picia nikt nie zabraniał, ale bójek, owszem - mówił, wpatrując się w dziewczynę. - Poza tym, udowodnij mi, że Visenya Var'Dael, córka przywódczyni, wyzwana przez Ciebie na pojedynek, tańczyła na stole i pila do upadłego.
- O honorze mogą mówić rycerze, a ty, wybacz mi, na niego nie wyglądasz - skomentował. Cóż, ten sam fach, bardzo łatwo było to rozpoznać. - Ja na przykład honor mam w dupie - powiedział, wyciągając swój jednoręczny miecz.
- Dlatego właśnie będziemy walczyć - rzucił jeszcze, zmierzając w stronę Amarillys.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nyven Sheogorath
a tu bedzie cytat jak jakis wymysle, troche wiecej znakow
Nyven ♦️ Reszta ♦️ Poczta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Visenya Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Złodziej
Liczba postów : 35

Doświadczenie : 27

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 13:08

-Nie bądź taka hen do przodu, Amarillys. Twoje dziecinne obelgi spływają po mnie jak po kaczce, jeśli jeszcze do tej pory nie zdążyłaś tego zauważyć. – wytknęła, patrząc na dziewczynę z niekrytym rozbawieniem przemieszanym ze zdegustowaniem.
-Może U WAS w Lorelden uroczystości żałobne odbywają się inaczej, ale jakbyś NIE zauważyła, jesteśmy w GŁÓWNYM królestwie i dopóki nikt nikomu nie robi KRZYWDY, to należy uszanować tradycje INNYCH ras. – zastanawiała się, czy jest jakikolwiek sens dyskutowania z rasistką, która smoki nazywa „gadzinami”. Zabawne, ten cały Reinmar z pewnością dotrze naprawdę daleko otaczając się takimi cwaniaczkami, nie ma co.
-Chcesz wiedzieć co jest do przebaczania? Chyba nie jesteś za bardzo błyskotliwa, co? – zakpiła z poirytowanym uśmieszkiem.
-Jakbyś po raz kolejny nie raczyła posłużyć się zdolnościami percepcyjnymi, właśnie napadłaś na czyjąś własność i sprowadziłaś tu jakieś przebrzydłe tałatajstwo, które właśnie atakuje przebywających w karczmie żałobników. Myślę, że to będzie rzecz, o której wybaczenie stanowczo powinnaś zabiegać. – odparła, patrząc na nią jak na półgłówka. Serio na to nie wpadła?
Visenya chwyciła Nyvena za ramię, próbując go wstrzymać jeszcze na chwilę.
-Jesteś więc pewna, że chcesz zhańbić swoje imię? – zapytała, przypuszczając, że jednak nie będzie miała innego wyjścia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadya Lavendel
avatar
Potomek smoka
Profesja : złodziejka
Liczba postów : 7

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 13:11

Nadya już, już brała się do wypowiedzenia jakiejś uszczypliwej, niesamowicie elokwentnej i w ogóle szatańskiej uwagi, żeby Ilmryn sobie nie myślał, że może takie aluzje robić, hoho. Bo przepraszam bardzo, ale CNOTY to ona już mu ukraść nie mogła!
I na pewno potomek władczyni zamknął by się w sobie, po usłyszeniu owej uwagi, ale zanim Nadya chociażby zdążyła otworzyć usta, czy nawet przywitać się z tą dziewczyną, która się do nich przysiadła, w karczmie rozpętało się piekło!
Lavendel zaczęła przyglądać się temu całemu kataklizmowi, który wybuchł dosłownie w ułamku sekundy. Miała wrażenie, że jej to wszystko dotyczyło jakby w mniejszym stopniu. Odniosła wrażenie, że przyglądała się temu zza szyby.
Niestety (albo raczej stety) Ilmryn szybko uświadomił jej, że te dziwaczne potworki mogą dosięgnąć jej w takim samym stopniu, w jakim mogą dosięgnąć innych. W momencie oprzytomniała, dając wyciągnąć się potomkowi smoków za drzwi karczmy. Fakt, że Ilmryn mógł ustać na własnych nogach zszokował ją może nawet jeszcze bardziej niż to, że ktoś zaatakował karczmę!
Po szybciutkim przeanalizowaniu faktów, uznała jednak, że w starciu Ilmryn - dziwny potworek, chłopak ma znikome szanse, o ile jakieś w ogóle, dlatego Nadya postanowiła być nie mniej bohaterska niż sam potomek i zawróciła do karczmy, dając nura w ciemny, gęsty dym.
- ILMRYN PIJAKU, GDZIE TY JESTEŚ? - wrzasnęła, ale zaraz tego gorzko pożałowała, bo do jej płuc wdarł się dym, sprawiając, że za chwilę już się krztusiła, trzymając się za brzuch. Nie zrezygnowała jednak z poszukiwań, bo postawiła sobie za punkt honoru wyprowadzić stąd tego za pewne nieogarniającego nic bohatera. Tak to czasem bywało ze szczęściem Nadyi, że zanim zdołała zrobić parę kroków, od tyłu zaatakował ją jeden z tych potworków, boleśnie wbijając pazury (?) w jej plecy, na pamiątkę pozostawiając ranę, która już za chwilę zaczęła pulsować - Nadya poczuła też krew. Ups, czyżby następna blizna na pamiątkę? Suuper.
Już nawet nie wiedziała czy łzy lecą z bólu, czy przez ten dym. Zaciskając zęby i próbując nie potknąć się o leżących biesiadników, brnęła dalej. Wszystko powodowało, że coraz szybciej traciła orientację, tym samym słabnąc. Ojej, co to będzie, co to będzie!

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amarillys Ragnar
avatar
Człowiek
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 16

Doświadczenie : 23

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 13:31

- Nie mniej jednak INNE rasy mogłyby się dostosować, skoro król był CZŁOWIEKIEM i należał mu się raczej LUDZKI pogrzeb i stypa.
Powoli zaczynałam tracić rezon. Chyba jednak karczmarz coś do tych szczyn dolał takiego, co zawróciło mi w mózgu. A może to kolejny atak ze strony cholernych eksperymentów?
- Krzywda niekoniecznie może być fizyczna, Visenyo - stwierdziłam na spokojnie - i sądzę że doskonale to wiesz. Masz rację, nie powinniśmy byli zrazu atakować, ale ta część planu nie była wymyślona przeze mnie. A jeśli chodzi o wybaczenie, to z pewnością nie będę go składać w twoje dłonie - stwierdziłam chłodno. Aj kurna felek, trza będzie wszystko poodkręcać... Wszystko przez tych cholernych idiotów! A potem mnie się obrywa za ich durne wymysły! Oj, posypią się głowy i ręce...
- Jeszcze się spotkamy kiedyś, księżniczko potomków - powiedziałam i wyszłam z karczmy, kompletnie olewając smokowego asasyna. Teraz tylko trzeba było wymyślić coś na ubłaganie Reinmara...

zt

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴


Ostatnie co zobaczysz to błysk ostrza tańczącego na twej twarzy.

Amari Oni Listy

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Myrcella Ellyrien
avatar
Elf
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 77

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 14:20

Bogu dzięki, że ktoś ją pod tym stołem zauważył, bo pewnie przez najbliższe paręnaście minut prowadziłaby dywagacje jak i kiedy wyczołgać się spod owego mebla, a potem jak uciec stąd, bądź jeszcze ewentualnie, jak ponownie próbować zabić jednego z tych paskudnych stworów, przez których była cała poobijana. Na szczęście wszystko to zostało zniwelowane przez Ilmryna, który rycersko wyciągnął ją z tej paskudnej sytuacji! Ach cóż za bohater. Chociaż w pierwszym momencie, gdy została brutalnie dźwignięta poczuła taki zawrót w głowie, że miała ochotę zwrócić całe wino na posadzkę (taki plus z tej mgły, że mało kto by to zauważył!), ale na szczęście udało się jej opanować chwilowe mdłości. Uch, jutro nie tylko kości, ale i główka będzie ją bolała.
- Ach, mój bohaterze - rzekła, gdy już pewnie stała na nogach, a w jej głowie nie wirowało wszystko w zastraszającym tempie. Zawiesiła się lekko na szyi rudowłosego i złożyła mu na ustach leciutki pocałunek, ot w ramach podziękowania.
- Jestem twoim dłużnikiem - dodała uważnie mu się przyglądając. Ach cóż za miły chłopak z niego był! Zaraz jednak do wyczulonych uszu blondwłosej dotarło wołanie jakiejś dziewczyny. Najwyraźniej teraz ta potrzebowała pomoc okolicznego bohatera.
- Idź ratować kolejną niewiastę. A gdy będziesz potrzebować czegokolwiek, zapraszam do Elengardu - dodała z drobnym uśmieszkiem. O tak, chętnie go ugości w idyllicznej krainie nad morzem! Przez myśl jej oczywiście przeszło, że zwłaszcza mógłby ją odwiedzić, gdy będzie potrzebować po prostu towarzystwa! Uśmiechnęła się do niego raz jeszcze i powoli go wyminęła, dając tym samym wolną drogę. Sama skierowała się tam, gdzie nie było już mgły i mogła spokojnie obserwować, czy ktoś z jej poddanych nie potrzebuje pomocy. Bo choć wirowało jej w głowie, to była gotowa pójść i chociaż spróbować walczyć.

/ ok, to jak ktoś potrzebuje Myr to jest, a jak nie to zt!

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nothing is real or a lie; it all depends on the color of the glass you're looking through. A lie can be halfway round the world before the truth has got its boots on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ilmryn Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : wojownik
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 16

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 15:01

Tak, z powodu tak USZCZYPLIWEJ I CHAMSKIEJ uwagi Nadyi, zapewne zamknąłby się w sobie, oczywiście. Wszak robi to niemalże nieustannie. Ale cóż, dziewczyna mogła mieć takie złudzenia, jemu nic do tego. On postanowił się skupiać na ustaniu na własnych nogach, co zresztą ją tak bardzo zdziwiło. Trochę nadmierna ilość adrenaliny na pewno robiła swoje, ale to nie zmieniało faktu, iż trochę się chwiał i zataczał i do wyjścia odprowadził ją tak właściwie dużo wolniej, niż zrobiłby to gdyby był trzeźwy. No ale mniejsza o to!
Ważniejsze jest to, iż póki co Ilmryn nie zdawał sobie sprawy, iż jego bohaterska postawa poszła na marne, bowiem Lavendel postanowiła zgrywać chojraka i się wrócić. Teraz najważniejszym było, aby dźwignąć leżącą pod stołem osobę. Dopiero, kiedy stanęła przed nim zauważył, iż to Myrcella. Wpatrywał się w nią chwilę nieprzytomnym wzrokiem. Cóż, teraz jego zdolności rozumowania nie były najlepsze, dlatego ocknął się w zasadzie dopiero w momencie, kiedy Ellyrien złożyła na jego ustach pocałunek, a potem skierowała się w kierunku wyjścia. Tak mu się przynajmniej zdawało.
Miał się już rozglądać za innymi, by ostatecznie wyjść z płonącej karczmy, kiedy dobiegł go krzyk. Obejrzał się na wszystkie strony i postanowił ślepo biec w stronę tego głosu. A przynajmniej tak mu się zdawało.
Generalnie dziś Var'dael miał więcej szczęścia niż rozumu, co objawiło się tym, iż wpadł na Nadyę przypadkiem. ALE CO ONA TU W OGÓLE ROBI? No niech ją...
Nie zdążył dokończyć swych myśli, albowiem w tejże chwili dopadł ją ten wstrętny potwór. Oczy Ilmryna rozszerzyły siędo granic możliwości, widząc krew sączącą się z dziewczyny.
- Kurwa, Lavendel! - warknął, by zaraz potem wyciągnąć w końcu swój sztylet i miotać nim na prawo i lewo. Biedak sądził, że to przegoni tego wstrętnego upiora. I znów miał więcej szczęścia niż rozumu, bowiem przypadkiem szturchnął jakiś dzban, czy to to tam było, co w każdym razie z hukiem zatłukło się o posadzkę, tym samym przeganiając okropnego potwora. Niestety ten zdążył jeszcze drasnąć chłopaka w ramię, na co potomek zareagował nieprzyjemnym syknięciem. Co za chuj.
Nie ubolewał jednak nad tym, bo Nadya była w dużo gorszym stanie, wręcz niezbyt optymistycznym. Dlatego ostatkiem sił pociągnął ją za sobą w stronę wyjścia, ale szło im to nieudolnie - ona zraniona, on podpity. Niemalże się wyczołgali z tej cholernej karczmy.
I co teraz? Może jakaś mała pomoc, zanim się dziewczyna wykrwawi? Taka tam sugestia!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaenys Lea Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Łowca
Liczba postów : 98

Doświadczenie : 26

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 17:25

Wspaniale, los jej dzieci (i ludzi) był nieznany, a ona stała na stole jak głupia i darła mordę, wygłaszając rozkazy, które mogły ginąć gdzieś w całym tym hałasie i okropnej mgle. Zakrztusiła się w końcu dymem i usłyszała kogoś polecającego wysokie dźwięki. Z początku miała trudności z załapaniem o co chodzi, ale ostatecznie dopchała się do baru, który był zupełnie pusty. Stłukła kilka szklanek, rozumnie rzucając nimi w tłum, i znalazła wielką chochlę, którą zaczęła uderzać w kocioł. Miała trochę radochy, a przy okazji leukocosie wymiękały. Oczywiście nie tylko one, taki dźwięk zdecydowanie nie był przyjemny dla ucha. Rhaenys w końcu poczuła ból głowy, a opadająca adrenalina pozwoliła zranionej kostce przypomnieć o sobie. Postanowiła więc wyjść z płonącego budynku, podejrzewając, że uratował się kto mógł. Musiała zająć się zranionymi i poszukać kapłanów.

/zt

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Rhaenys Lea Var'Dael
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
RhaeRelacjeListyRhoynar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nyven Sheogorath
avatar
Potomek smoka
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 44

Doświadczenie : 41

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Pon 18 Mar - 12:31

Żart? Już unosił miecz, miał zadawać pierwszy cios, całkiem łatwy do sparowania. Już wiedział, w którą stronę się odsunąć, jak umknąć przed cięciem, ile siły włożyć w swoje. Już czekał na zaskoczenie, spowodowane odmienną taktyką Amarillys, kiedy KTOŚ pociągnął go za łokieć, tym samym potwornie urażając dumę i przywołując grymas wściekłości na jego twarz.
Zatrzymał się i opuścił broń, zaciskając szczękę i starając się skupić na wypowiadanych słowach, równocześnie nie wtrącając się w wymianę zdań. Miał ogromną ochotę coś dodać i skomentować przy pomocy kilku znakomitych przekleństw, choć ostatecznie przeczekał i uśmiechnął się kpiąco, komentując w ten sposób wybór ludzkiej kobiety. Żałosne, posłuchać rady uniknięcia pojedynku podczas gdy było się do niego zdolnym. Oboje zostali upokorzeni przez Var'Dael.
- MY też się spotkamy - dodał na pożegnanie, odprowadzając wzrokiem Amarillys. Odwrócił się w stronę potomkini.
- Vis, kurwa, co to miało być? - zapytał, mierząc ją wściekłym spojrzeniem. - Żart? Co ty odpierdalasz?
Och tak, momentami robienie z niego idioty bardzo ją bawiło. Gorzej, że jemu średnio było do śmiechu. Duma została urażona, ups.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nyven Sheogorath
a tu bedzie cytat jak jakis wymysle, troche wiecej znakow
Nyven ♦️ Reszta ♦️ Poczta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Visenya Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Złodziej
Liczba postów : 35

Doświadczenie : 27

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Pon 18 Mar - 15:29

Wysłuchała spokojnie skarg i zażaleń napływających ze strony Nyvena, zwartych w dwa melodyjne przekleństwa, jednocześnie odprowadzając wzrokiem zwycięzców plebiscytu na idiotę dnia. Odwróciła wzrok jak wreszcie odeszli i spojrzała na potomka.
-Ja? Ja tylko zrobiłam z nich kretynów, oszczędziłam Twoje ostrze od strzępienia się na mięsie nierozgarniętej mutantki i oszczędzam zmartwień mojej matce siląc się na resztki dyplomacji. – odparła spokojnie. Nie podobało się jej jego spojrzenie. Ach to męskie ego!
-Przecież wiem, że rozpłatałbyś tę idiotkę na dwa nędzne kawałki. Szkoda zachodu. Wiem, że Twoje pokłady testosteronu bywają niezrównane, ale idiotom się ustępuje, naprawdę. – w sumie jej spojrzenie przy napomknięciu o testosteronie wyglądało baaaardzo sugestywnie. Podeszła bardzo, bardzo blisko i przeszła się wokół niego szturchając go nieznacznie to biodrem, to ramieniem.
-Co do tego testosteronu… Znam znacznie lepsze sposoby, by go spożytkować. – O tak. Najlepiej to by było, gdyby ta zmutowana świruska w ogóle nie wchodziła im w drogę, jak szli na pięterko. Zmarnowane dukaty na wino, pokój i milczenie oberżysty. Hańba!
-Może wyczarujmy trochę nivgrestu i udajmy w jakieś miłe miejsce, co? – w zasadzie to nie była propozycja, lecz plan. Ewentualnie można było to nazwać propozycją nie do odrzucenia, o.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nyven Sheogorath
avatar
Potomek smoka
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 44

Doświadczenie : 41

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Pon 18 Mar - 18:34

Śliczne argumenty, stoicki spokój, aż dziw że była to ta sama kobieta. Zapewne ta rozłąka tak dała jej w kość! Jednak niektórym nie wystarczało kilka argumentów.
- Moje ostrze poradziłoby sobie samo, a jego strzępienie to mój problem, umiem o nie zadbać. Swoje kretyństwo pokazali sami, a twoja matka zapewne umie sobie poradzić z takimi zmartwieniami, szczególnie że prawo stoi po jej stronie - odburknął, nie spuszczając z tonu. Ach, to męskie ego wcale nie było czymś, co można lekce sobie ważyć. Przynajmniej w tym przypadku. Ochota na zabawę to jedno, ale pozbawienie zetknięcia mieczy to co innego.
- Oboje to wiemy - sprostował. - Kurwa, idiotom pokazuje się błędy, żeby na następny raz je zapamiętali - skomentował, chowając miecz zamaszystym ruchem. Nikt nie będzie go uczył postępowania z debilami, a co. Można było z nimi walczyć, to mu wystarczało w zupełności. Na tyle, że zdołał zignorować sugestywne spojrzenie.
- Świetnie - odparł. - Miłe miejsce właśnie zostało spalone. W pewnej części przez idiotkę, która przed momentem beztrosko uniknęła kary za przerwanie wędrówki po miły wieczór. Jestem otwarty na propozycję innych miłych miejsc, w których można spędzić miły wieczór, może tam trafią się mili ludzie, którzy nie zwieją tak szybko od miłego pojedynku - ach ten sarkazm. W sumie rozsądniej byłoby skorzystać z okazji i przestać narzekać, ale jakoś... nie wyszło.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nyven Sheogorath
a tu bedzie cytat jak jakis wymysle, troche wiecej znakow
Nyven ♦️ Reszta ♦️ Poczta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Visenya Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Złodziej
Liczba postów : 35

Doświadczenie : 27

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Pon 18 Mar - 18:54

Znaczna część odpowiedzi Visenyi można by streścić do słów „tak, oczywiście masz rację”, „nie wątpię, że Twoje postępowanie mogło mieć sens”, „Twoje słowa są całkiem słuszne”, „Istotnie”… I takie tam.
-Pokażemy następnym razem. W cieniu. – otóż to – czy nie lepiej będzie na chłodno rozważyć zemstę, skłonić innych aby zostali sojusznikami w jej wymierzeniu, tudzież cichymi poplecznikami, którzy nie zaprotestują, jeśli jednemu człowiekowi (albo i dwójce „człowieków”) spadnie czerep z kapitelu…? A gdzie jak gdzie, w cieniach odnajdywali się najlepiej.
Szybko w sumie się zorientowała, że na niewiele zda się jej bieg w zaparte, a i miała mały interesik w udobruchaniu swojego dzielnego obrońcy. Szybka kalkulacja przeprowadzona wyuczonym przez niejakiego Nyvena sposobem i…
-Przeee-praaa-szaaaaaaaaaaam… – szepnęła, zaciskając od tyłu swoje złowieszcze łapki wokół jego ramion.
-Na pewno jeszcze będzie wiele okazji, żebyś obciął im głowę i wyrwał im flaki, obiecuję, że będę Ci kibicować!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   

Powrót do góry Go down
 

Zielona Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

 Similar topics

-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  :: Główne Królestwo-