IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Zielona Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
"Lady" Sanya Deloth
avatar
Człowiek
Profesja : złodziejka
Liczba postów : 69

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Zielona Karczma   Nie 3 Mar - 21:14



A oto karczma z najwygodniejszymi łóżkami w całym Elion! W środku przyjemnie ciepła i oferująca niebotycznie szeroki wybór alkoholi. Wiecznie żywa i rozbrzmiewająca śpiewami podchmielonych podróżników.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ilmryn Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : wojownik
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 16

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Pon 11 Mar - 20:49

Ilmryn... cóż, to był jeden z kolejnych takich dni, kiedy miał robić coś ważnego, a wybierał totalne głupoty. Chyba powinien być z rodziną na pogrzebie ostatniego władcy Elionu, ale niespecjalnie chciało mu się iść na tak szaloną imprezkę. Czerń, płaczące niewiasty, poważni mężczyźni w poważnych strojach, wygłaszający poważne, kwieciste mowy, które potrafią zanudzać na śmierć jeszcze zanim zostaną wypowiedziane. A potem wszyscy się dziwią, że jakiś polityk umiera. Jak tobie gadaliby ciągle takie flegmatyczne brednie, też miałbyś problem. W zasadzie to nawet pewnie sam chciałbyś umrzeć, byle ich nigdy więcej nie słuchać. Tragedia sama w sobie.
Nic więc dziwnego, iż panicz Var'dael wybrał raczej luźne spotkanko w karczmie. W zasadzie to od zawsze miał tendencję do wybierania największych idiotyzmów. No dajcie spokój, zabawa w trakcie żałoby? Nic prostszego! Mimo, iż ci, którzy go znali, nie dziwili się temu ani trochę, to i tak głównie pozostawiał po swoim wspomnieniu jedynie niesmak i zażenowanie. Ale hej, komu by to przeszkadzało? Konwenanse są dla starych pryków, on jest młody i chce się bawić. Tu. Teraz. Bez ograniczeń. Czemu więc tworzyć je na siłę? Dużo lepiej jest upraszczać sobie życie i robić to, na co w danym momencie ma się ochotę. Ból dupy przynajmniej się zmniejsza.
Spotkał tu paru znajomych, wypili jedną kolejkę, potem drugą, trzecią... cóż, zabawa była przednia. Ktoś tam tańczył na stole, ktoś podjudzał wszystkich do śpiewania różnorakich mało ambitnych ballad, część dziewczyn chichotała i mizdrzyła się do swych towarzyszy... żyć nie umierać! O ironio, jakie adekwatne było teraz to stwierdzenie. Do którego oczywiście Ilmryn się bardzo przyłożył - czytaj - wypijał kolejną porcję alkoholu, śmiejąc się głośno i próbując wmówić swojemu koleżce, iż Elengard wcale nie leży nad brzegiem wód, tylko tam, gdzie jest tak zajebiście zimno.
Hm, powodzenia. Albo lepiej go home, u're drunk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nadya Lavendel
avatar
Potomek smoka
Profesja : złodziejka
Liczba postów : 7

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Pon 11 Mar - 21:53

Nadya szczerze nie znosiła tego typu wydarzeń, do główki jej nawet nie przyszło, że ktoś może być zmuszany do wzięcia udziału w takim, no cóż, według najmłodszej Lavandel, marnowaniu czasu. Wiadomo, władca, te sprawy, ale jejku, ona by wolała, żeby żałoba po niej przypominałaby jakąś dziką libację, tańce, hulanki do rana, a nie stypę, na której tak naprawdę wszyscy przysypiają, modląc się po cichutku o koniec - w efekcie, nawet jeśli byłeś super władcą, wszyscy i tak przez lata opowiadają o ciszy, która panowała, kiedy cię żegnali- a to zupełnie bez sensu. I właśnie dlatego, na miejscu tych, którzy są zmuszani, bądź nawet idą na stypę z własnej woli, z dwojga złego, wolałaby odwiedzić karczmę i w efekcie nic rano nie pamiętać - lepiej nie opowiadać nic, niż wygłaszać takie nudy. Bo smuteczek, ale nie wszyscy byli taką Nadyą, która najbardziej prozaiczną opowieść o tym, jak czesała włosy, potrafiła podkoloryzować do stopnia, kiedy to właśnie czesząc włosy, musiała rozprawić się z rozszalałym wilkołakiem.
Ale cóż, organizowania styp nie zakaże, bo do tych górnolotnych przemyśleń nie przekona się wszystkich, cóż za ból.
Węsząc rychłą okazję do okradnięcia paru zrozpaczonych biesiadników, którzy kierowali się podobną zasadą zniesienia styp (zzs), wymknęła się z domu pod pretekstem spacerku dla zdrowia.
Weszła do karczmy, rozglądając się i wypatrując jakiejś na początek łatwej, może bardziej pijanej niż inni ofiary. Strzelając na prawo i lewo spojrzeniem nieśmiałej i zagubionej dzieweczki, zaczęła przeciskać się przez tę masę spoconych ciał. Szkoda, że żaden z nich nie miał przy sobie jakiegoś przedmiotu, który byłby warty wysilenia swoich złodziejskich zmysłów - dlatego Nadya tak sobie krążyła, udając nieco zagubioną, aż w końcu.... taratatam, jednak był tutaj ktoś interesujący! Znaczy, o jego prawdopodobnie interesującej zawartości kieszeni świadczyło ubranie, które z kolei świadczyło o wysokiej pozycji!
Ugh, jakie było rozczarowanie Lavendel, kiedy okazało się, że ów interesującym obiektem jest nie kto inny, jak Ilmryn, którego okradanie wydawało się, już nie tyle co bezsensowne, co.... a w sumie to sama nie wiedziała.
- Ciekawa opowieść, ale mu nie wierzcie, sama wiem, że Elengard leży przecież na pustyni, a tam nie jest zimno, wcale, a wcale. - nono, na pustyni, dokładnie! Pomińmy też to, że w Elengardzie nigdy nie była - po prostu nie mogła powstrzymać się od kulturalnego i miłego wtrącenia się w pijackie (bystra była, widziała, że Var'dael pierwszej trzeźwości nie był!) wywody Ilmryna.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Myrcella Ellyrien
avatar
Elf
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 77

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Wto 12 Mar - 12:44

Przeniesienie się do pobliskiej knajpy było niemalże jak zbawienie! Myrcella wprost zupełnie zapomniała, że pogrzeb łączy się ze stypą, a to niejednokrotnie oznacza fajną popijawę. Ach, cóż za zbawienie. Jako jedna z pierwszych podniosła się, gdy tylko usłyszała, że goście przenoszą się do Zielonej Karczmy. Niestety jak zwykle zapomniała, że popijając wino przy przemowie opróżniła więcej niż jeden kieliszek, dlatego też stojąc na nogach niebezpiecznie się zachwiała, szybko łapiąc oparcia krzesła. Nic się nie stało! Któryś z doradców rzucił na świadka tego zdarzenia wiązkę iluzji. Nikt nic nie widział, nic nie miało miejsca. Ellyrien dumnie ruszyła przed siebie, kierując wprost do karczmy. W jej niebieskie oczka, nie mógł nie rzucić się rudowłosy przedstawiciel rasy potomków smoków i przypadkiem usłyszała fragment ich rozmowy. Ach zapewne, bardzo nieładnie było się wtrącać do czyjejś rozmowy, dlatego też Myrcella postanowiła, że to właśnie uczyni.
- Nie wierzcie im, Elengard jest tak naprawdę pod ziemią, tylko udajemy, że lubimy słońce, żebyście mieli nas za przyjaznych i sympatycznych - rzekła z delikatnym uśmiechem, który to głównie skierowała w stronę syna władczyni, którego to darzyła jakąś nieokreśloną nicią sympatii i różnymi innymi odmianami zainteresowania. Z jej ust słowa o zamieszkaniu elfów, chyba musiały brzmieć wiarygodnie? Niestety nie mogła pozostać dłużej w ich towarzystwie, z resztą elfica zapewne nie była wymarzonym kompanem dla grupki smokowych. Temu też więc Ellyrien bez kolejnych słów skierowała się do wolnego stolika parę metrów dalej. Zamówiła sobie butelkę wina i nalawszy do kieliszka, zajęła się spokojnym sączeniem jednego z jej ulubionych trunków.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nothing is real or a lie; it all depends on the color of the glass you're looking through. A lie can be halfway round the world before the truth has got its boots on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaenys Lea Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Łowca
Liczba postów : 98

Doświadczenie : 26

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Wto 12 Mar - 14:38

Całe szczęście, że propozycja wyjścia z pogrzebu spotkała się z ogólnym zainteresowaniem. Rhaenys uśmiechnęła się prawie niewidocznie, kiedy większość zebranych podniosła się z ław, utrzymując miny pełne powagi i smutku. Kiwali z uznaniem głowami i cmokali cicho, po czym zmieniali się nie do poznania tuż po opuszczeniu sali tronowej. Z jednej strony wszystko wyglądało zabawnie, ale z drugiej - sama tak robiła. Ulokowała się razem z Visenyą gdzieś na przedzie pochodu, usiłującego zachować jako taką powagę w obrębie zamkowych murów, więc w karczmie były dosyć wcześnie, kiedy jeszcze było gdzie usiąść.
Szybko zauważyła Ilmryna, który już zaczynał się świetnie bawić. Ach, no po prostu jej krew, jej własna krew! Nie zamierzała mu przeszkadzać, tym bardziej, że w tłumie dostrzegła Myrcellę, jak zwykle z butelką wina.
- Idę tam - poinformowała Visenyę i podeszła do stołu, przy którym siedziała przywódczyni elfów. Wcześniej jednak zaopatrzyła się w wino dla siebie.
Usiadła naprzeciwko Ellyrien, nie pytając o pozwolenie, po czym przyjrzała jej się dokładnie. Mogła używać tej swojej iluzji, ale teraz nie ciężko było zauważyć, że zdążyła dziś trochę wypić. Rhaenys nie przejęła się tym w najmniejszym stopniu, można uznać, że nawet jej to odpowiadało. Uśmiechnęła się do elfki, nie musząc dbać o fałszywe uprzejmości. Lubiła ją. Mimo wojny potrafiły porozmawiać i spędzić wieczór na, chociażby, bezsensownych plotkach przy najlepszym winie. Wbrew pozorom władca potrzebował wytchnienia!
- Twoje oczy ślicznie dziś błyszczą! - zaczęła, nalewając sobie alkoholu.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Rhaenys Lea Var'Dael
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
RhaeRelacjeListy ✗ Rhoynar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Myrcella Ellyrien
avatar
Elf
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 77

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sro 13 Mar - 16:18

Władcy nawet bardzo często potrzebowali różnych przerw od polityki, najlepiej urozmaiconych wypadami do karczm, czy różnymi przyjęciami. Przynajmniej takiego zdania była Myrcella. Chociaż patrząc na jej tryb życia, to władanie Elengardem wydawało się przerwą od nieustannych alkoholowych przygód. Oczywiście towarzystwo Rhaenys jej nie przeszkadzało, wprost przeciwnie, lubiła spotkania z ową władczynią, zwłaszcza, iż ta nie była tak nudna jak Theodor Dobry.
- To na pewno efekt wzruszeń na dzisiejszym pogrzebie - odparła z lekkim uśmieszkiem, wskazującym iż obie doskonale wiedzą, że nie łzy były powodem błyszczących oczu Myrcelli. Też nie znały się od dzisiaj!
- Mam nadzieję, że kolejny władca ludzi będzie odrobinę bardziej rozrywkowy. Theodor nigdy nie chciał wpadać do Elengardu, nawet na Dni Narodzin - wspomniała marudnym głosem, lekko gestykulując przy tym. W pewnym momencie tak machnęła ręką, że ta uderzyła o butelkę. I już by się wino rozlało, ale Ellyrien szybko uchwyciła szyjkę, zapobiegając tragedii. Dla bezpieczeństwa przesunęła alkohol nieco na bok. Póki co nie miała pojęcia jak będzie wyglądać sprawa z władcą ludzi. Theo chyba miał jakichś potomków? Prowadząc te krótkie rozważania opróżniła kielich, czując cudowne ciepło rozchodząc się po jej ciele. Za chwilę ponownie dolała sobie ciemnego trunku.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nothing is real or a lie; it all depends on the color of the glass you're looking through. A lie can be halfway round the world before the truth has got its boots on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Evrille Estariol
avatar
Potomek smoka
Profesja : Łowca
Liczba postów : 16

Doświadczenie : 19

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sro 13 Mar - 20:39

Uff, na szczęście pogrzeb na tyle szybko przerodził się w stypę że nie byłam zmuszona mówić nic o martwym królu. I dobrze, bo jakby przyszło co do czego to chyba bym się stała pośmiewiskiem całego Elionu. No mniejsza.
Skierowałam się do karczmy. Już z daleka słychać było pijackie śpiewy we wspólnym, jednak ciekawie zrobiło się dopiero po wejściu do środka. Już w drzwiach uderzył we mnie smród potu, piwa i kaszy. Błe, kasza. Obrzydlistwo. Jednak przy jednym ze stołów dało się słychać ojczysty język, melodyjny i zaczepny. Oczywiście tam dołączyłam, pomimo tego że większość towarzystwa nie była pierwszej trzeźwości. Zabawmy się.
- Co wy gadacie, Elengard jest wysepką rzuconą gdzieś pośród wód oceanu i zatapianą raz na osiemdziesiąt lat - stwierdziłam, siadając przy stole.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴


Świat nie składa się z jasno ustalonych reguł. Wybór należy do ciebie.

DovahkiinFahdon Tinvaak Yrren

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nyven Sheogorath
avatar
Potomek smoka
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 44

Doświadczenie : 41

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sro 13 Mar - 20:43

Morze było ostatnio niespokojne. Tak jak humory mieszkańców Elionu, którzy postanowili zebrać się w Królestwie Głównym, aby wspólnie uczcić śmierć zacnej persony, jakim był sam król, Theodor Dobry. Nyven nie mógł powiedzieć, że ubolewał nad stratą i bynajmniej nie miał ochoty pojawiać się na pogrzebie, za to na tereny królestwa chętnie przybył. Tyle różnych osobistości, znających opłacalne fakty. Tyle okazji do picia. Tyle... wszystkiego w zasadzie!
Przybył więc! Na początku poszlajał się trochę po targach i różnych ciekawych miejscach oraz wysłał swojego Schirru, aby oswoił się z terenem. Jednak podczas swoich schadzek dostrzegł spory tłum, prawdopodobnie żałobników zmierzających w stronę karczmy, zapowiadającej się przyzwoicie. Odejmując sam fakt obecności tak bardzo ponurych i przytłoczonych gości! Rozejrzał się, czy jego smok nie pojawił się gdzieś w pobliżu, po czym ruszył w stronę uroczego budynku. Nie wyglądał na specjalnie w jego typie, ale lepsze to niż nic, przy takim tłoku i, zapewne, ilości wypitego alkoholu, ludziom mogły rozwiązywać się języki.
Karczma okazała się całkiem przestronna; mógł przecisnąć się do oberżysty bez większych problemów. Dopiero po zamówieniu ale, zaczął przyglądać się obecnym. Bez problemu zauważył blondwłosą przywódczynię elfów oraz władczynię Silveredd. Nieco dalej zobaczył jej syna z kolejną potomkinią, ale, choć usilnie próbował, nie mógł dostrzec w tłumie jedynej córki Rhaenys Var'dael. W końcu, po pierwszym kuflu, dał sobie spokój i wsłuchał się w bezsensowną rozmowę dwóch elfów, którzy stali po jego lewej.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nyven Sheogorath
a tu bedzie cytat jak jakis wymysle, troche wiecej znakow
NyvenResztaPoczta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Visenya Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Złodziej
Liczba postów : 35

Doświadczenie : 27

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sro 13 Mar - 21:27

Cała rodzina Visenyi zachowywała się karygodnie i nagannie, ewentualnie w ramach diabli-wiedzą-czego wykazywała się dziwnie pojętą dyplomacją, a ona oddaliwszy się od całego zgiełku zaszyła się gdzieś w najbardziej odosobnionym ze wszystkich miejsc w karczmie. Chciała mieć dobry widok na wszystkich, ale tak, aby nikt nie mógł mieć dobrego widoku na nią. Tym samym bezkarnie przyglądała się temu, jak jej brat robi z siebie kretyna, jak inni wtórują mu aspirując do jego wysublimowanego poziomu rozwoju intelektualnego – społecznego, a jej rodzicielka rozmawia z naszprycowaną iluzorycznymi sztuczkami wizualnymi władczynią o nieprzyzwoitym zamiłowaniu do napojów wyskokowych. Cóż, i tak ich kochała.
Czas dłużył się nieznośnie, fałsz unosił się w powietrzu i zagęszczał je do takiego stopnia, że można byłoby je kroić, atmosfera była przesycona nonsensem. Visenya zawisła na krześle, niecierpliwie rysując palcem po blacie.
Tak.To bardzo przykre, że chędożony Theodor Dobry zmarł. Gdyby nie kopnął w kalendarz, to nie musiałaby tu siedzieć z tymi wszystkimi oryginałami i patrzeć na próbę zachowania powagi i żałoby na tle coraz bardziej groteskowej imprezy. Znudzona spojrzała na swoje dłonie myśląc sobie, że od wystukiwania rytmu na drewnianym meblu znacznie bardziej wolałaby kogoś nimi popieścić… Ale ów ktoś prawdopodobnie przewalał swoje dupsko przez morza, karczmy lub śmierdzące zaułki świata i wlewał w siebie jakieś parszywe alkoholowe szczyny, zamiast cieszyć się jej względami, ciałem i towarzystwem. Tak, czasem była NAWET zazdrosna. Albo i bardzo. Ale sza!
Jak to mawiają, bywa, że uderzy się w stół, a nożyce akurat się odzywają. Ani się obejrzała, a w zasięgu jej wzroku pojawił się łajdak, którego czule mordowała w myślach z uśmiechem na ustach za pozostawienie jej bez zapowiedzi na zbyt długi okres czasu. I to tak intensywnego czasu!
W jej oczach zapłonął ogień, a ona sama bezszelestnie (jak to złodziejka) zmaterializowała się tuż za jego plecami. Postąpiła wyjątkowo bezczelnie, ale dopiero po upewnieniu się, że są w miejscu na tyle dogodnym, że nikt ich tutaj nie dojrzy.
-Ładnie tak mnie opuszczać? – syknęła poirytowanie wprost do ucha jegomościa, którego nie omieszkała lekko przygryźć. Jej dłonie bezczelnie zawędrowały pod jego odzienie wierzchnie i błądziły powoli w okolicach torsu.
-Nieładnie. – warknęła, i odsunęła się od niego, zmierzając po schodach w – och ach – nieznane. Niech wie, że jest niezadowolona. A cóż!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaenys Lea Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Łowca
Liczba postów : 98

Doświadczenie : 26

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Czw 14 Mar - 7:48

Zaśmiała się cichutko. Rzeczywiście, teraz dopiero było widać jak bardzo przejęci są wszyscy przyjezdni. W karczmie zaczynało robić się wesoło, zaczęto już śpiewać niezbyt przyzwoite utwory, raczej nie mające związku z Theodorem Dobrym. A jeśli istniało jakiekolwiek połączenie, to przy okazji okazywało się, że zmarły król był bardziej szalony niż wszyscy myśleli!
- Ach, no tak, pogrzeb - powiedziała, robiąc smutną minę. - Wszyscy łączymy się w bólu. Nie sądziłam, że ból może być tak przyjemny - dodała, kiwając głową i wskazując gestem dłoni na obecnych w karczmie. - Na szczęście chyba najgorsze za nami i teraz będzie można sprawiać mniej smutne wrażenie, nie byłam jeszcze na targu, a nie wyobrażam sobie żadnego targu z ciszą i spokojem. Zresztą, tyle jest miejsce, które przydałoby się zobaczyć.
Cóż, rozgadała się trochę, ups! Wypiła trochę wina i posłuchała Myrcelli.
- Na pewno będzie młodszy, więc strzelam, że trochę mniej... nudny. Chociaż to różnie bywa, niektórzy nie potrzebują zabawy, zupełnie tego nie rozumiem. W Silveredd bawimy się przy każdej możliwej okazji. Dziwne - skwitowała.
- Ja, patrząc na moje dzieci, nie wyobrażam sobie by mogły być sztywne i nudne - dodała, uśmiechając się na widok podpitego Ilmryna, któremu towarzyszyły już dwie koleżanki.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Rhaenys Lea Var'Dael
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
RhaeRelacjeListy ✗ Rhoynar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nyven Sheogorath
avatar
Potomek smoka
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 44

Doświadczenie : 41

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Czw 14 Mar - 8:11

No proszę, a Nyven już próbował pogodzić się z nieobecnością najbardziej wartościowej osóbki z rodziny Var'Dael, tonąc w kolejnym kuflu ale. Zdążył przerzucić się na nieco ciekawszą rozmowę, zapowiadającą się o tyle dobrze, że rozmówcy zaczynali powoli bełkotać o jakichś dziwnych rzeczach, być może nadających się po dłuższym przysłuchiwaniu. Skupił się na odróżnianiu słów i został perfidnie zaskoczony. Nie powinien się dziwić, w końcu Visenya skradała się znakomicie, a on nie zamierzał rozpaczać z powodu spotkania. Zareagował jak większość mężczyzn, karcąc się za to; był jednak tylko człowiekiem. W pewnym sensie oczywiście!
Zaśmiał się cicho i odstawił kufel, nosząc z się z zamiarem odpowiedzenia na zaczepkę kobiety. Ta jednak nie zostawiła mu zbyt wielkiego pola do popisu, oddalając się powoli w stronę schodów, z aluzją wypisaną na twarzy. Wstał posłusznie i dogonił ją, kiedy zdążyła wspiąć się na dwa stopnie, ale zamiast pójść dalej, wyciągnął rękę i objął Visenyę w talii, aby przyciągnąć ją do siebie. Teraz była dwa stopnie niżej, w idealnym miejscu, w jego ramionach! Sheogorath odwrócił się od żałobników i przyparł potomkinię do ściany, wykorzystując chwilę, w której mógł kontrolować jej ruchy.
- Szybka jak zwykle, zero romantycznych przywitań - rzucił ironicznie, przeczesując palcami rude włosy. - Myślisz, że cienie na korytarzu ukryją nas lepiej niż opłacony pokój? - zapytał, przerzucając się od prawego ucha do lewego, po czym oderwał się na chwilę, aby wrócić do oberżysty.
- Pokój i wino - rzucił do mężczyzny razem z monetami. - Wino postaw przy drzwiach i zapukaj - dodał, zabierając mosiężny kluczyk, który pokazał Var'Dael z odpowiednim uśmieszkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ilmryn Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : wojownik
Liczba postów : 18

Doświadczenie : 16

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Czw 14 Mar - 10:09

Och, to było wspaniałe spotkanie, choć na pewno do górnolotnych nie należało. Ilmryn jednak nie zamierzał się tym przejmować, przecież robił co chciał, a opinię innych miał w głębokim poważaniu. I nawet, jeżeli skazywał się tym samym na wieczne potępienie i zniesmaczenie swych rodaków to... ojej, tak mu smutno. Może uroni łezkę żalu w następnym stuleciu.
Nieeee.
Już, już miał mu mówić dalej, że przecież widział te ich zaspy śnieżne, że prawie zamarzł kiedy tam był, że jego kolega jest pijany i kompletnie nie wie, co mówi, kiedy... Usłyszał dziwnie znajomy głos nad sobą. Zadarł głowę i zobaczył Nadyę. Mimowolnie wykrzywił twarz w grymasie niezadowolenia. Na Sheavdil, czy naprawdę musi mu psuć humor, otwierając swoją podstępną buziuchnę w jego towarzystwie i dziamotać bez sensu? Chyba była bardziej pijana od niego, skoro twierdziła, że tu gdziekolwiek w Elionie znajdują się pustynie! Ha, logika pierwsza klasa.
- Nadyo, jeżeli przyszłaś, aby UKRAŚĆ nam cnotę, to trochę się spóźniłaś - poinformował ją, jakże wspaniałomyślnie. Oczywiście wyraźnie podkreślając słówko o kradzieży, co by być trochę mniej miłym. Dzięki temu jego dobrotliwość nie była aż tak mdła, brawo! I miał jeszcze ochotę usnieść swoją dłoń i zakrzyknąć niczym prawdziwy władca SKRÓCIĆ O GŁOWĘ, ale pomimo nietrzeźwego umysłu skontaktował, iż na niewiele by się to zdało z wiadomych powodów. Westchnął więc jedynie ciężko, chwytając palcami ucho od kufla z alkoholem. - Idź być sobą gdzie indziej - zakończył więc, choć język nieco mu się plątał. A potem przechylił zawartość naczynia i upił trochę swego trunku.
Ale kiedy sądził, że na tym jego niedola się skończy, to dodatkowo usłyszał za swoimi plecami Myrcellę, która zniweczyła jego wszystkie bajery! Wydała go, ZDRADA, ZDRADA! Już, już Ilmrynowi buzowała krew w żyłach, ale kiedy elfka pojawiła się w zasięgu wzroku, to tylko ją nim odprowadził, czując, że emocje się ulatniają. Ech, te baby! Nawet potomek nie może się porządnie na nie wkurzyć.
Gdzieś tam w tłume dostrzegł mamusię i siostrunię, dla których chwiejnie wstał i skłonił się błazeńsko w pół (no, przecież arystokracja, szacunek się należy!), ale kiedy prawie wbił się czołem w stół, postanowił czym prędzej usiąść na dupie, gdzie było jego miejsce.
No i nie mógł, no nie mógł dokończyć swej opowieści, bo wtem jakaś nieznana mu potomkini przysiadła się do nich i zaczęła rzucać kolejną opowieść o Elengardzie. Spojrzał na nią zaskoczony. Miała śmiałość, aby tu podchodzić! Ale już był przyzwyczajony, że wszyscy chcą go znać ze względu na jego pozycję społeczną, choć oczywiście sądził, że to jego niebywały urok!
- Wszystko potraficie zniszczyć. Wszystko - odrzekł ponurym tonem, po czym zaraz wyciągnął kufel przed siebie. - Napijmy się lepiej! - zawołał już nieco radośniej, a wszyscy inni zebrani również wyciągneli swe naczynia przed siebie, by ostatecznie się nimi stuknąć i głośno się śmiać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Visenya Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Złodziej
Liczba postów : 35

Doświadczenie : 27

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Czw 14 Mar - 17:56

Wartościowej! Ten podły łotr jak zawsze musiał kalkulować.. No ale między innymi za to go uwielbiała, za to i za wszystko. A poza tym nie była na tyle nierozgarniętą neurotyczką aby obrażać się za bycie wartościową (sic!), cototonie.
Szła sobie spokojnie kołysząc biodrami, a on ot tak brutalnie przycisnął ją do ściany – rzekłoby się, że taka sekwencja działań kompletnie nie trzyma się kupy, że to zbyt mocna ingerencja w jej sensualną płynność ruchów. Ale nie.
W swojej obecności zawsze wyglądali jak dobrze dobrani, wykwintni tancerze. Każde ich posunięcie pasowało do siebie idealnie i składało się na nieskończoną, harmoniczną całość.
Nyven jak zwykle wiedział jak czule ją obrazić i jednocześnie podkręcić atmosferę. Westchnęła bezradnie w ramach reakcji na obezwładnienie jej. Jakoś gdy robił to właśnie on, to nigdy nie odczuwała potrzeby wyswobadzania się.
Ni stąd ni zowąd, roześmiała się NIBY smutno i spojrzała na niego „skrzywdzonym” wzrokiem.
-Jak zwykle mnie ranisz. – skwitowała.
-Myślisz, że nic nie wiem o romantyzmie i gardzę nim? Ach mylisz się, no psiakrew, może nie wyglądam ale w końcu jestem kobietą! – odparła w taki sposób, że mało kto zorientowałby się czy robi sobie jaja czy też mówi całkiem na serio.
Rozbawiona uniosła brwi wpatrując się w kluczyk zdobyty przez Nyvena. A to ciekawe! Podroczy się z nim jeszcze trochę.
-To znaczy, że wyobrażasz sobie, że teraz po prostu z Tobą tam pójdę, tak? – zapytała, wyraźnie ubawiona jakimś niuansem. Co by wzbudzić w nim nutkę niepewności, wyruszyła w tę stronę, z której przybyła. W rzeczywistości po to, by sypnąć oberżyście jeszcze jednego, błyszczącego dukata za niezwykle użyteczną usługę – zamknięcie buźki i nierozpowiadanie wszystkim wokoło kto to tak wymownie hałasował na pięterku na stypie króla Theodora. Mimo wszystko nie chciała aby jej matka wysłuchiwała ze wszech stron opowieści o tym jak przednio bawiła się na stypie.
-Myślisz, że dam się tam zamknąć i spijać? – tak, tak właśnie myślał, i ona zresztą też.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nyven Sheogorath
avatar
Potomek smoka
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 44

Doświadczenie : 41

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Pią 15 Mar - 16:22

Kalkulowanie było bardzo przydatne i wchodziło w nawyk przy wycenianiu szczegółów i informacji. Swoją drogą, była to bardzo uniwersalna umiejętność, przydająca się nie tylko przy zarabianiu i zdobywaniu złota, na przykład takie ciche zabójstwo. Bez szacowania i określania byłoby trochę trudniej niepostrzeżenie zbliżyć się do ofiary.
Szczególnie dobrane były ich nagłe kłótnie o szczegóły, czysta nienawiść, następująca po nich, jak i korespondencje. Nyven uwielbiał czytać listy z kłótni, ukryte i poniszczone. Visenya była mistrzynią w dobieraniu komentarzy i dolewaniu oliwy do ognia, on zaś nie pozostawał jej dłużny i zazwyczaj dorzucał coś od siebie, krytykując poprzednie. W tym dobrali się idealnie! Choć w tej chwili, dla postronnego obserwatora, musieli wyglądać cudownie! Tak bardzo urocze przedrzeźnianko.
- Powiedziałbym, że jesteś bardzo kobietą! - odpowiedział, nie mogąc pozostawić jej zdania bez swojego komentarza.
Niespodzianka, Nyven spodziewał się, ze nie pójdzie tak łatwo. W sumie uganiał się za Var'Dael w pewnej mierze przez jej nieprzewidywalność i niecodzienną zdolność do zmiany zdania, która często potrafiła zaskoczyć w najdziwniejszym momencie. Nieczęsto spotykał się z tym u innych kobiet, ba, prawie wcale.
- Oczywiście, że nie. Wyobrażam sobie, że będziesz miała opory i nie pozwolisz się zaciągnąć na górę, nawet gdybym próbował siłą - powiedział, strzepując z jej ramienia niewidzialne pyłki. - Spijać? Ciebie? Gdzieżbym śmiał, w końcu mam przed sobą księżniczkę - dodał cicho i szarmancko, skłaniając lekko głowę. - To ksieżniczki wydają rozkazy, czyż nie?
Czyli rozdział po tytułem "Sheogorath bawi się w słaby podryw".

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nyven Sheogorath
a tu bedzie cytat jak jakis wymysle, troche wiecej znakow
NyvenResztaPoczta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Visenya Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Złodziej
Liczba postów : 35

Doświadczenie : 27

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sob 16 Mar - 10:45

Visenya zacmokała, dostrzegając w zeznaniach swojego ulubionego pirata wszechczasów pewną znaczącą nieścisłość.
-Nawet w tej szmacie? – zapytała przeuroczo podwijając materiał bezkształtnej sukni żałobnej nadającej jej niepowtarzalny kształt prostopadłościanu. Udała, że następne jego słowa „tak bardzo” ją zaskoczyły. Wprost uwielbiała go wodzić za nos, wyprowadzać w pole a potem miłosiernie naprowadzać go na właściwą ścieżkę.
-Och. – iskierki w jej oczach ustąpiły miejsca smutkowi i przybrały jakiś taki niemrawy odcień, z jej ust wydobyło się zawiedzione westchnienie.
-Szkoda, bo byłam gotowa zrzucić ją choćby na tych schodach. – uzupełniła swoją wypowiedź ponownie odnosząc się do swojej twarzowej sukni i powoli zaczęła się kierować na niższe schodki, prowadzące do Sali z której właśnie przyszli. „Bezradnie” wzruszyła ramionami „smucąc” się, że jednak czeka ją „nudny” wieczór.
Nie „wzruszył” jej nawet nazywaniem ją księżniczką, nienie, będzie silna!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nyven Sheogorath
avatar
Potomek smoka
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 44

Doświadczenie : 41

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sob 16 Mar - 13:27

Ależ Nyven nie widział nigdy bardziej pociągającego prostopadłościanu! Przechylił lekko głowę (jak piesek, który zastanawia się o co chodzi?, dokładnie w ten sposób) i zrobił maślane oczka, oglądając suknię żałobną, a raczej odzianą w nią potomkinię, od stóp do głów.
- Nawet w tej szmacie, chociaż bardziej bez - potwierdził, kiwając głową.
O proszę, tym razem zmiana gry wyszła i rzeczywiście się zdziwił. Z sarkazmu i ciętego języka na pokorę, aż na chwilę wybiła go z rytmu i nie wiedział co powiedzieć. Zrobił podejrzliwą minę i ruszył wolno za Visenyą, przypatrując się jej gestom. Pięknie udawała.
- Zgaduję, że schody nie miałyby większych oporów - powiedział w końcu, wyciągając rękę w jej stronę. No to zapędziła go w kozi róg i nie miał pojęcia jak zaciągnąć Var'Dael na górę. - A wyswobodzenie się z takich szat to też ulga, czyż nie? - dodał, jakże niewinnie.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nyven Sheogorath
a tu bedzie cytat jak jakis wymysle, troche wiecej znakow
NyvenResztaPoczta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Visenya Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Złodziej
Liczba postów : 35

Doświadczenie : 27

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sob 16 Mar - 15:44

No dobrze, starczy tych igraszek. Visenya chwyciła dłoń, którą wystawił w jej stronę i położyła ją w okolicy swojej piersi, po raz kolejny dobierając mu się do ucha. Co by wszelkie wykonywane przez nią działania zyskały na intensywności, noga Visenyi zaplątała się wokół uda Nyvena.
-A Ty? - spytała przewrotnie, oczywiście odnosząc się do bezsilności schodów wobec jej kuszących zachowań. Stali tak sobie na schodach; potomkini czekała aż jej wybranek zmobilizuje się i poprowadzi ich na górę, w bardziej, lub mniej namiętny sposób.


Ostatnio zmieniony przez Visenya Var'dael dnia Nie 17 Mar - 10:00, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Myrcella Ellyrien
avatar
Elf
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 77

Doświadczenie : 21

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sob 16 Mar - 19:15

Na pewno było wiele ciekawych miejsc, które i ona powinna zobaczyć, zwłaszcza, że w swoim życiu aż tak wiele nie widziała. Jednak niestety jej ambicje podróżnicze zawsze kończyły się, gdy uświadamiała sobie, że podczas podróży nie będzie mogła za pewne pic wiele wina (ciężko pewnie się je wozi!), a odwiedzanie pobliskich knajpek też było ciekawą przygodą!
- Twoje dzieci? Jestem przekonana, że odziedziczyły pewien luz po tobie - odparła zgodnie Myrcelka, ot zupełnie przypadkowo kierując spojrzenie w stronę rudowłosego syna Rhaenys. O tak, poznała go raczej z rozrywkowej strony!
- Zaproponowałabym zaproszenie go na jakieś przyjęcie, ale nie mam pojęcia jakie ma zamiary. Pewnie będzie chciał nam ściąć głowy byle odzyskać Elion - wszakże ten ostatnio był pod panowaniem jego ojca. Prawdę powiedziawszy Myr była ciekawa tego potomka Theodora.
- No tak, mi też jest okropnie smutno z powodu jego śmierci. Wiesz, słyszałam, że w Dallgraft zmarłych żegna się tańcami! - Rzekła po opróżnieniu kieliszka z winem i poderwała się z miejsca. Jej uśmieszek wskazywał na stan zupełnie przeciwny żałobie czy smutkowi. - Chodź! - powiedziała do kompanki i szybko ruszyła parę kroków dalej. W knajpie muzyka nie grała, w jej wyobraźni wprost przeciwnie! Uniosła ręce do góry i powoli zaczęła się ruszać w wymyślony rytm. Choć przy tym miała zamknięte oczy, to na moment je otworzyła, szukając spojrzeniem władczyni smoków (chwileczkę jej to zajęło, bo w wyniku paru obrotów nie mogła określić w której części sali się obecnie znajduje).
- Będą nam wdzięczni za odpowiednie pożegnanie ich duszy - zawołała w jej kierunku. Myrcella kompletnie nie interesowała się tym, czy ktoś zwraca teraz na nią uwagę. Chyba sporo osób wiedziało, że ta władczyni jest dość rozrywkowa. Chociaż doradcy pewnie już szykowali się do rzucenia kilku tuszujących iluzji. I nie, właściwie to nigdy nie słyszała o takim żegnaniu zmarłych, ale na pewno umiałaby wmówić to niemal każdemu, a miała ogromną ochotę potańczyć!

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nothing is real or a lie; it all depends on the color of the glass you're looking through. A lie can be halfway round the world before the truth has got its boots on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Mistrz Gry
avatar
Nie dotyczy
Liczba postów : 104

Doświadczenie : 80

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Sob 16 Mar - 23:29

Mimo tragicznej sytuacji, jaką była śmierć przywódcy ludzi, w głównym królestwie panował iście szampański nastrój! Zielona Karczma przechodziła oblężenie, a to co działo się wewnątrz niej, niewiele miało wspólnego z żałobnym nastrojem. Nie wszystkim podobał się taki obrót wydarzeń. Właściwie u sporej części popleczników Theodora Dobrego, wywołało to prawdziwą wrzawę! Choć ludzie żyli w zimnych rejonach Elionu, to na pewno nie brakowało im niekiedy temperamentu i najwyraźniej postanowili go ukazać! Kiedy wewnątrz karczmy panowała wesoła atmosfera, na zewnątrz zebrała się tajemnicza grupa ludzi. Czy byli oni pod przewodnictwem nowego władcy Lorelden, czy też była to grupa zwykłych buntowników - trudno określić. Nie czekali długo, by pokazać po co tak naprawdę zebrali się tą sporą grupą.
Nagle w stronę karczmy zaczęły lecieć podpalone pochodnie i kamienie. Szyby brutalnie zostały wybite, a przez nie wpadał do środka ogień. W pewnym momencie do jednego okna podbiegł zamaskowany mężczyzna wrzucając do środka tajemniczą puszkę. Gdy ta z brzdękiem rozbiła się o posadzkę (choć w harmiderze spowodowanym wybuchem nagłego zamieszania raczej ciężko było ten dźwięk usłyszeć), uleciał z niej dziwny dym o barwie ciemnego granatu. Z szybką prędkością zaczął się rozprzestrzeniać i docierać do każdego z zakamarków. Już po chwili widoczność w pomieszczeniu była bardzo mocno ograniczona. I najwyraźniej wzburzeni ludzie nie zamierzali na tym poprzestać! W pewnym momencie, przez rozbite drzwi i okna zaczęły do środka wchodzić tajemnicze stworzenia, które definitywnie nie wyglądały na przyjacielsko nastawione. Momentalnie przystąpiły do ataku na zebranych wewnątrz osobach.


--------------------------------------------------------------------------
--------------------------------------------------------------------------

Z potworami można zarówno walczyć jak i próbować po prostu uciec, jednakże pokonanie go, wiąże się z możliwością zdobycia punktów. Jeżeli ktoś chce spróbować walki z nim, przed napisaniem posta powinien tutaj rzucić kośćmi, by określić, czy może napisać w poście, że udało mu się pokonać potwora.
    10 - próba nieudana, a twoja postać zostaje bardzo mocno zraniona.
    20 - próba nieudana, lekkie obrażenia
    30 - udało Ci się! Acz nie bez strat, mocno krwawisz
    40 - udało Ci się! Niestety masz różne lekkie obrażenia.
    50 - to było proste, bez problemu pokonujesz stwora.

Dodatkowo, jako, że potwór ten nie znajduje się w naszym spisie - kto pierwszy stworzy dla niego charakterystykę otrzyma +100 złota.

Są osoby, które chciałby stać po stronie osób odpowiedzialnych za owe zamieszanie? Proszę bardzo! Nie trzeba być ofiarą ataku potworów, można być jednym z tych, którzy z nimi przyszli! Chętni mogą nawet wkroczyć do karczmy i wywołać na pojedynek dowolną osobę.

Ktoś żałuje, że nie dołączył do akcji? Może napisać posta, w którym będzie podkreślone, że jego postać od pewnego czasu przebywała już w karczmie i dołączyć do tego co się dzieje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amarillys Ragnar
avatar
Człowiek
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 16

Doświadczenie : 23

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 0:34

/Opis gadzin jest w poście :3/

Miło czasem posiedzieć sobie w kąciku karczmy i popatrzeć na tych wszystkich trzeźwych inaczej. Ile się człowiek o świecie dowiaduje! Plotka jest tu formą powszechną jeśli chodzi o temat rozmów. Ale dzisiaj miało być inaczej. Czemu? Ha! Dziś do karczmy mieli zawitać bardzo mili goście... Ale jak tu siedzę już drugą godzinę i jak Chorsa kocham nie ma ich jeszcze. Oj, komuś za to spóźnienie ręka poleci w śnieg. No ale cóż, kącik sobie znalazłam i czekam, popijając trzeci kufel tanich szczyn. No bo nie można się wyróżniać, prawda?
Wreszcie pierwsze kamienie zaczęły roztrzaskiwać szyby karczmy. Uśmiechnęłam się pod nosem i wstałam. Zaraz ktoś powinien wrzucić... o, są i nasze zwierzątka! Jak ten przemądrzały dureń je nazywał? A tak, leukodule. Swoją drogą idiotyczna nazwa, jak na mnie, ale dobra, nie mnie oceniać. Przynajmniej się postarali z doborem zwierzątek. Lekkie jak powietrze - w końcu to rodzaj upiora albo ducha - a każda rana przez nie zadana goi się conajmniej kilkanaście dni, nie wspominając o uporczywym swędzeniu. Ponoć zbierali je w najgłębszych jaskiniach Lorelden. Do pułapki dało się je zaciągnąć tylko dzięki temu bardowi z "Pod Rubinowym Strumieniem", co to ze swą lutnią robi masakryczny hałas, a jego śpiew przypomina zawodzenie krasnoluda z podpaloną brodą. Nic dziwnego, ponoć te całe drgania powietrza czują całym sobą, a na dźwięk głosu tamtego śpiewajły nawet mnie nosiło żeby mu przywalić w tą fałszującą mordę. By je pokonać, wystarczyłby głośny i nagły hałas, coś w stylu rąbnięcia prętem żelaznym o dzwon albo mocne światło słoneczne, a rozpłynęły by się.
W każdym razie w karczmie zrobił się z deczka bałagan, tak jak to ustalaliśmy. Wmieszałam się w tłum, uważając by zwierzak przypadkiem nie dziabnął mnie i wrzasnęłam, przekrzykując panującą wewnątrz panikę:
- Visenyo Var'dael, córko przywódczyni potomków latających gadzin, wyzywam cię na pojedynek przed karczmą!

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴


Ostatnie co zobaczysz to błysk ostrza tańczącego na twej twarzy.

Amari Oni Listy

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 9:31

Atmosfera w karczmie nie przypadała Reinmarowi do gustu. Od dłuższego czasu siedział w jednym z jej kątów. Jego lico pokrywał chmurny wyraz, gdy powoli sączył miód, spode łba obserwując rozochocone towarzystwo, wśród którego jak zwykle najbardziej dokazywali potomkowie smoków i elfy. Władca ludzi splunął, myśląc o pogardzie z jaką powitano śmierć Theodora Dobrego.
Tymczasem, nagle wybuchł harmider, a do wnętrza karczmy wpadła puszka, która wypełniła izbę dymem. Wybuchł wrzask, a do sali wpadła grupa leukoduli. Wtem, usłyszał krzyk swej doradczyni. Zaklął siarczyście. Wiedział, że z zabójczynią bedą kłopoty. Nie miał pojęcia o szykowanych zamieszkach. To musiała być sprawka Amarillys. Miał ochotę własnoręcznie rozpędzić całe towarzystwo. Pech chciał, że nie był nawet uzbrojony.
Zerwał się z ławy, próbując dostrzec swoją doradczynię. Niestety, gęsty dym skutecznie mu to uniemozliwiał.
- Dość, Ama... - ryknął, lecz nie zdążył do kończyć. W tym momencie bowiem zza pleców zaatakowały go zjawy. Nieuzbrojony i nieprzygotowany był łatwym celem. I choć zdawał sobie sprawę, że trzeba je odstraszyć odpowiednim hałasem, to zanim miał czas o tym pomyśleć, jego szata na plecach została rozerwana, a ostre pazury zostawiły trzy krwawe ślady...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Rhaenys Lea Var'dael
avatar
Potomek smoka
Profesja : Łowca
Liczba postów : 98

Doświadczenie : 26

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 10:10

Uśmiechnęła się na wzmiankę o dzieciach. Rzeczywiście, jej maleństwa nie krępowały się i nie były drętwe, bo nie wychowywała ich na takie. Potomkowie cenili sobie dobrą zabawę.
- I jestem z tego dumna - odpowiedziała.
Ach, jakże były nieświadome obecności nowego władcy ludzi! Rhanys uznała, że żegnanie zmarłych tańcem to świetny pomysł, może dlatego, że była już podpita. W każdym razie nie trzeba było sięgać po porównanie zwyczajów pogrzebowych aż do Dellgraft, przecież w Silveredd często zdarzały się sytuacje, w których ostatnie pożegnania były wesołe. Jeśli ktoś wyraził taką ochotę pijańskiej i tanecznej stypy, a zdarzało się to często.
W każdym razie, nie ma co mówić o tańcu, bo Rhaenys ledwo zdążyła wejść na stół i akurat w momencie stawiania pierwszego kroku i podwijania żałobnej sukni, ktoś zaatakował karczmę. Wystraszyła się porządnie, kiedy gęsty dym zaczął wypełniać karczmę, uniemożliwiając jej dostrzeżenie dzieci i swoich ludzi. Na Sheavdil, przecież oni byli kompletnie pijani! Ilmryna sama widziała, razem z jakąś dziewczyną i Evrille. Cicho liczyła na to, że Estariol zachowa zimną krew. Nie zastanawiając się wiele, obrała sobie ze cal najbliższego stwora, mimo strachu przypominając sobie okropną rycinę ze starej księgi. Nie pamiętała jak się nazywał, ale ważniejszy był sposób na pokonanie. Albo przynajmniej obezwładnienie. Przymknęła oczy i wyszeptała kilka znajomych słów w swym języku, prosząc Sheavdil o błogosławieństwo i ogień.
- GIŃ GNIDO - wydarła się, celując w stwora, który właśnie sięgał do jej kostki. Drasnął ją lekko, ale ostatecznie utonął w ogniu, przy okazji zabierając ze sobą kompana. Na nieszczęście ława także stanęła w płomieniach, ale Var'Dale nie obeszło to ani trochę, i tak płonęło wszystko wokół. Bardziej interesowała się swoją córką, która zniknęła gdzieś już jakiś czas temu (Lea łudziła się, że może zdążyła wyjść i ujść bez draśnięć, w końcu była stworzona do innych rzeczy niż walka). Pognała więc do Ilmryna, którego los był mniej pewny. Średnio wyszło jej trafienie do niego, zapewne przez wino, które mimo wszystko jeszcze zakłócało normalny tok myślenia, choć w większości zostało wyparte przez adrenalinę. Wspięła się więc na najbliższy stół i wydała wszystkim rozkazy, według których wszyscy zdolni do walki mieli walczyć, a reszta - uciekać. Jak na złość nie miała aktualnie doradcy, a przydałby się, oj, przydał. Nie miała pewności czy wszyscy ją słyszeli. Na domiar złego o uszy obił jej się czyjś krzyk, wyzywający Visenyę na pojedynek. Rhae pobladła potwornie, ale nie przestawała kierować ludźmi.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Rhaenys Lea Var'Dael
Nie pomyl nieba z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
RhaeRelacjeListy ✗ Rhoynar
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amarillys Ragnar
avatar
Człowiek
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 16

Doświadczenie : 23

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 10:32

Dobra, to miało wyglądać nieco inaczej. No w każdym razie leukodule nie miały atakować Reinmara! Ten przeklęty przez Neque uczony-amator zginie w męczarniach. To miało wyglądać inaczej, JEGO miało tu nie być! Arrrgh, na płomień i ostrze, zniszczyli cały misterny plan! Jak tylko go spotkam zrobię z niego szaszłyki! Szybko przecisnęłam się do władcy, i gwizdnęłam przeraźliwie, płosząc skoncentrowane na Reinmarze stwory.
- Wstań, panie - chwyciłam go za przedramię i podniosłam - Nie pytaj, potem wszystko wytłumaczę, a na razie musisz stąd uciec! - zauważyłam, że przybyłam kilka chwil za późno. Rozerwany na plecach kaftan szybko broczył się krwią. Zaklęłam siarczyście.
- NATYCHMIAST!
Zaczęłam wyciągać władcę ze spanikowanego tłumu, nadal gwiżdżąc i siekąc sztyletem na prawo i lewo. Nie patrzyłam w co celuję, po prostu torowałam sobie drogę na zewnątrz. Przywódczyni potomków zaczęła uspokajać powoli tłum, wołając do walki kogo się dało, co nie było zbyt łatwe przy tylu pijanych osobach.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴


Ostatnie co zobaczysz to błysk ostrza tańczącego na twej twarzy.

Amari Oni Listy

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Nyven Sheogorath
avatar
Potomek smoka
Profesja : Zabójca
Liczba postów : 44

Doświadczenie : 41

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 10:40

- Ja? Powiedzmy, że byłbym jeszcze bardziej zadowolony niż schody - mruknął do jej ucha, z zamiarem zaciągnięcia potomkini na górę, wystarczająco z tym dziś zwlekali, za długo się nie widzieli. Zdążył zrobić ze dwa kroki, nie wypuszczając Visenyi z objęć, kiedy nagle usłyszeli mnóstwo odgłosów następujących po sobie. Najpierw brzdęk rozbijanego szkła, jego lądowanie na podłodze, nagły szum ruchu wszystkich w karczmie, ogień, którego dźwięk narastał i przeradzał się w dobrze znajomy trzask oraz jakieś dziwne odgłosy natarcia, Nyven niestety nie kojarzył potworów. Spojrzał na Vis, zastanawiając się chwilę co zrobić. Zabawa na górze nie wchodziła już w grę.
- Świat bywa złośliwy - mruknął, rozglądając się za jakimś ścierwem do pokonania, ale wszystkie były w tłumie, oni natomiast stali aż przy schodach. Z jednej strony dobre położenie, z drugiej - dalej do wyjścia. O siebie się nie martwił, umiał walczyć, ale Var'Dael korzystała z cieni w inny sposób, raczej bez przecinania tętnic. Nie mógł jej zostawić tutaj, nie mógł też ciągnąć w tłum. Przeklął pod nosem i już miał ryzykować zdrowie i życie obojga, kiedy usłyszał wyzwanie na pojedynek. Roześmiał się i chwycił Visenyę za nadgarstek, prowadząc w stronę dzielnej, ludzkiej kobiety. Zanim do niej dotarli, ta uciekała już ze swoim władcą, który został porządnie zraniony. Nyven jednak dogonił ją i chwycił wolną ręką za łokieć, mocno ciągnąc w swoją stronę.
- Walczyć będziesz ze mną - oznajmił nieznajomej, pchając się do drzwi. O dziwo żaden stwór nie zaatakował ich po drodze. Świetnie, pojedynek w obronie ukochanej, jakie to romantyczne! Prawie rekompensowało stratę utęsknionego wieczoru, z podkreśleniem prawie, wolał potańczyć z Visenyą, nie z inną kobietą.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Nyven Sheogorath
a tu bedzie cytat jak jakis wymysle, troche wiecej znakow
NyvenResztaPoczta
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   Nie 17 Mar - 10:48

Rozerwana pazurami skóra na plecach bolała nieznośnie, lecz Reinmar był przyzwyczajony do bólu. Ku jego szczęściu, pazury bestii ominęły newralgiczne punkty, takie jak tętnice czy kręgosłup. Toteż, choć krew obficie splamiła plecy władcy, to ten ani myślał uciekać z karczmy. Przy pomocy doradczyni, podniósł się z klęczek. Wściekłym wzrokiem zmierzył kobietę. Mimo wszystko, dotarli przed karczmę, gdzie panował względny spokój. Reinmarowi udało się też sięgnąć po bezpańską klingę, którą ktoś musiał porzucić, uciekając z oblężonej karczmy.
- Rozmówimy się potem, Amaryllis - syknął do kobiety. Jego głos był jeszcze bardziej nieprzyjemny niż zwykle. - Tymczasem, wyzwałaś kogoś na pojedynek... - jego oczy błysnęły niebezpiecznie. - Więc musisz go chyba stoczyć.

Tymczasem jednak, zamiast Visenyi, do Amaryllis podszedł jej, jak można było wywnioskować, wielbiciel. Sytacja robiła się niedorzeczna.
- Na pojedynek wyzwana została Visenya Var'dael - warknął do obrońcy kobiet, wykorzystując autorytet władcy. - I ona go stoczy - dodał, stawiając sprawę na ostrzu noża. Cenił sobie władczynię potomków smoków, ale pojedynek to sprawa honoru. A honor - rzecz święta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Zielona Karczma   

Powrót do góry Go down
 

Zielona Karczma

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Karczma "Męty i odmęty"
» Karczma
» Karczma "Pod Niedźwiedziem"
» Karczma "Mały Pony" i Stajnie
» Karczma

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  :: Główne Królestwo-