IndeksFAQSzukajUżytkownicyGrupyRejestracjaZaloguj

Share | .
 

 Świątynia Neque

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
"Lady" Sanya Deloth
avatar
Człowiek
Profesja : złodziejka
Liczba postów : 69

Doświadczenie : 11

PisanieTemat: Świątynia Neque   Nie 3 Mar - 20:11


Światynia Neque, bogini miłości, płodności i zdrowia została wybudowana zaraz przy wejściu do miasteczka Yarberg. Stoi wśód wiecznie ośnieżonych drzew, wokoło tez można zobaczyć liczne kamienne rzeźby wydobywającie się spod białych zasp.
Wierni często przybywają tu modlić się o łaski dla swoje rodziny i bliskich rpzyjaciół, zakochani wspólnie zapalają specjalne świece. W czasie największych obrządków przez 3 noce pali się tu wielkie ognisko mające sprowadzic ciepło bogini do Yarberg. Młode małżeństwa biorą tutaj często ślub, a po uroczystości zabierają specjalną świecę, która ma być symbolem ogniska domowego.
Świątynia jest otwarta dla wszystkich. Jest także miejscową lecznicą, w której kapłani przyjmują chorych i potrzebujących. Nie zdażyło sie by ktoś odmówił tu pomocy komuś w potrzebie.



--
temat założony za pozwoleniem LSD <3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Nie 7 Kwi - 20:48

Nie było łatwo, ani odwrócić uwagi ludzi pilnujących wejścia do miasta, ani też umknąć potem przed ich uważnym okiem. Do samego końca nie wiedziała jak udało jej się przedostać za Bramę Główną i dostać się do najbliższego tym murom miejsca w Yarsberg. Bądź co bądź, z satysfakcją znalazła się w Świątyni Neque, mając nadzieję spotkać tu prędzej czy później osobę, dla której podjęła się tego wyzwania. Oficjalnie. Nieoficjalnie sama czerpała z tego wydarzenia jedną, podstawową korzyść – adrenalinę, którą uwielbiała czuć we krwi. Różne bywały uzależnienia, a w krainie, w której żyli, nie było w czym przebierać. Musiała się zadowolić tym. W świątyni spędziła więcej niż tydzień, co jakiś czas tylko decydując się na nocne eskapady dla rozluźnienia, za każdym razem o włos, unikając spotkania ze śmiercią z rąk, mniej wyrozumiałych od ludzkich kapłanów, strażników. W końcu jednak, według jej płonnych nadziei, sam władca Loreldenu zawitał w progi domu modlitwy. Wyszła akurat zza jednej z kolumienek w tym miejscu kultu i objęła mężczyznę od tyłu za szyję, przynajmniej chciała to zrobić. Nie zdążyła nic powiedzieć. Zaraz potem zamiast poczuć na przedramionach drażliwy zarost jego szczęki, poczuła kształt nierównej kolumienki za sobą, wbijający się jej boleśnie, w jeszcze niezagojone, plecy. Poczuła też ciężkie, męskie dłonie na przegubach, wykręcające jej ręce do tyłu. Cóż, nie spodziewałaby się, że zachodzenie wojownika od tyłu mogło się skończyć inaczej.
- Witaj, Edan – uśmiechnęła się do niego, mimo swojej pozycji, beztrosko.
- Nie wiedziałabym jak trudno jest się z Tobą spotkać dopóki nie spróbowałam. Cieszę się jednak, że nie zniechęciła mnie solidna praca jaką należało przyłożyć, żeby móc znów Cię widzieć. Czuć… tak blisko. Takie powitanie było warte każdej swojej ceny, Edan.
Spróbowała się wyprostować, zbliżając swoją twarz do jego i musnęła jego szorstki - jak jego usposobienie i ręce, zakleszczone na jej nadgarstkach - policzek swoimi ustami, patrząc na niego chwilę potem nieskrępowanie. Nie wyrywała się. Po co? Było jej to nawet nie na rękę.
- Nae saian luume'. [tłum. It has been too long]*
Czy był to flirt? Odkąd zauważyła, że wrodzona, magnetyczna natura elfa nie działa dostatecznie silnie na tak charakternego mężczyznę, jakim był, to była sprawa niemalże osobista by poruszyć w nim chociaż trochę tych samych emocji, jakie mogła przeczytać w liście do niej.

*zostawiłam w oryginalne, bo nie wiedziałabym jak lepiej to przetłumaczyć

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Pon 8 Kwi - 19:00

Ostatnie dni nie przyniosły władcy Lorelden nic dobrego. Nastroje w Elionie były niespokojne, a jego mieszkańcy zdawali się czekać na nieunikniony wybuch wojny. Ludzie, wilkołaki, elfy i potomkowie zerkali na siebie, jakby mieli zaraz rzucić się sobie do gardeł. Brak zbrojnych działań przypominał głęboki oddech przed zanurzeniem się do wody. Ostatnią chwilę wytchnienia przed nadchodzącą zawieruchą.
Z granic dochodziły coraz to nowe wieści o tworzących się grupkach prowokatorów, zachęcających do otwartej wojny o władzę. W pamięci mieszkańców Elionu wciąż żywe były obrazy z pogrzebu króla. Ludzka krew wrzała ze wściekłości na myśl o haniebnym zachowaniu innych ras. Potomkowie zaś i elfy złorzeczyły wszystkim ludziom za zakłócenie ich spokoju i sielanki zbrojnym wtargnięciem do karczmy.
Reinmar klął na czym świat stoi.
Może dlatego zdecydował się na wizytę w świątyni. A może dlatego, że władcy wypadało raz na jakiś czas tam zawitać. A może, po prostu tam szukał chwili spokoju. Tak czy inaczej, nie miał pojęcia jak mało spokoju tam znajdzie.
Czując niespodziewany dotyk w okolicach szyi, zareagował odruchowo. Tak jak go uczono. Mocny chwyt za ręce oponenta, półobrót i... Zaraz, coś było nie tak. Te dłonie były zbyt delikatne i według wszelkich przesłanek wcale nie miały zamiaru wpakować mu zimnego ostrza w gardziel.
- Edhel - warknął, ukrywając zdumienie pod maską zimnej obojętności. Jego głos był cichy, nieprzyjemny jak zwykle. Twarz lekko pobladła, oczy podkrążone, a włosy i zarost dłuższe niż zwykle.
Nie poruszył się nawet o cal, gdy musnęła ustami jego policzek. Przez chwilę, w jego oczach pałała żądza mordu. Może w innej sytuacji, uległby niewątpliwemu czarowi elfki, lecz zmęczenie i frustracja ostatnich dni nie sprzyjały beztroskim flirtom.
- Oio naa elealla alasse' [tłum. Twój widok zawsze przynosi radość] - powiedział po długiej chwili milczenia. Jego wzrok złagodniał. Puścił nadgarstki dziewczyny.
- Nie brakuje Ci ni odwagi, ni bezmyślności, Edhel - powiedział zmęczonym glosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Pon 8 Kwi - 19:23

W przeciwieństwie do Reinmara, żyjąc na uboczu, jej myśli nie zajmowały żadne walki, zwiastunki wojen, czy bezpośrednie ścięcia z innymi krainami. Nie musiała sobie nimi zaprzątać głowy, jednocześnie żyjąc z dala od presji rosnącej w powietrzu napiętej atmosfery. Mieszkając na Ziemi Niczyjej nie musiała obawiać się żadnych konfliktów zbrojnych. Ani drobne potyczki, większe bitwy, ani nawet wojna całego Elionu nie byłaby w stanie bardziej podniszczyć tamtejszych ziem. Nic więc dziwnego, że jego rozdrażnienie wydało jej się niezrozumiałe. Nie takiego powitania się spodziewała, przeprawiając się przez bagniste tereny i śnieżne zaspy po drodze, aby móc z nim się spotkać. Ze szczególnym niezadowoleniem przyjęła zwłaszcza jego zimne spojrzenie, jakim ją potraktował zaraz po jej wręcz ciepłym powitaniu. Mimo wszystko nie straciła rezonu, ani trochę nie zmieniając swojej postawy. Nawet jeśli uścisk na jej nadgarstkach wcale nie zdawał się zelżeć, uśmiechała się do niego lekko w typowy dla siebie, rzadko poprawnie rozczytywany przez obcych, sposób.
Kiedy ją puścił, rozmasowała sobie nadgarstki wpatrując się w jego zmizerniałą twarz.
- Myślałam, że powracasz do zdrowia, a wyglądasz gorzej niż kiedy się rozstawaliśmy, Edan – stwierdziła szczerze, powstrzymując się przed chęcią instynktownego przejechania mu dłonią po policzku. Tak, przed takimi gestami ktoś z krwi elfów bywało, ze musiał się powstrzymywać. Zazwyczaj odnosiło to oczekiwane efekty, jednak z jakiegoś powodu, zamiast zyskiwać tym jego przychylne spojrzenie, ona odnosiła odwrotny skutek.
- To jak uzależnienie, heruamin. Powinieneś już wiedzieć, że jeśli jest coś co najbardziej kocham na tym świecie, to kusić los. Nie wiem czy są rzeczy silniej mnie do siebie przyciągające niż to.
Wyprostowała się ściągając obolałe łopatki. Tym samym odsunęła się od raniącej jej kolumienki i uśmiechnęła się szerzej do mężczyzny. W jeszcze mniej możliwy do odczytania sposób.
- Może prócz Ciebie.
A żeby nie ryzykować, że znowu zmrozi ją tym nieprzyjemnym spojrzeniem, minęła go zgrabnie, być może w trochę bezczelnym ruchu obejmując dłonią rękojeść jego miecza, spoczywającego w pochwie przy pasie mężczyzny. Z pewnością planowała go wyciągnąć, jeśli tylko mężczyzna nie zamierzał jej tego uniemożliwić.
- Zawsze bezcześcisz własne świątynie zbrojnymi wystąpieniami? – spróbowała wyłapać jego spojrzenie zadając mu to pytanie.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Pon 8 Kwi - 19:42

Elfka nie przestawała zaskakiwać. Reinmar w duchu przyznawał, że zbyt łatwo przychodziło jej zakradanie się do jego osoby.
- Jak już kiedyś mówiłem, uważaj, by to kłopoty kiedyś nie znalazły Ciebie, jasnowłosa - powiedział, obserwując dziewczynę. Jej pogodna twarz była czymś nienaturalnym w posępnym otoczeniu Reinmara.
- Moje zdrowie ma się coraz lepiej - powiedział, zgodnie z prawdą. Jego organizm, przyzwyczajony do ran, był niezwykle wytrzymały. Nawet jak na mieszkańca zimnej Północy.
Jeśli coś było bardziej nieodgadnione od jej ciągot do dziwnych wizyt, to był to jej uśmiech.
Mimo to, pozwolił jej na ujęcie rękojeści miecza. Potężny półtorak sprawiał wrażenie, jakby ważył co najmniej tyle, co filigranowej postury Lore'lhin.
Na twarzy Reinmara zagościła parodia uśmiechu.
- Śmiało sobie poczynasz, Edhel - zauważył. Jego ton złagodniał.
Niespodziewanie, jego dłoń powędrowała na dłoń dziewczyny, spoczywającą na rękojeści miecza. Jego wzrok powędrował w dół, obserwując jak jego szeroka dłoń przykrywa drobną, znacznie delikatniejszą dłoń elfki.
- Widzę, że znowu zamierzasz mnie pouczać o mej własnej krainie - zauważył, cofając dłoń. - Od dawna przebywasz pod moim nosem, jasnowłosa? - zapytał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Pon 8 Kwi - 20:11

Mimo swojej beztroskiej postawy, w każdym ułamku sekundy, kiedy przenosiła swoją uwagę z pozornie najbardziej absorbujących ją czynności, jak w tym momencie pozbawianie Reinmara jego broni, poświęcała ją jemu, śledząc każdą, choćby najmniejszą zmianę w jego mimice. I musiała przyznać, ze nie było ich wiele. Z tego względu tak trudno było jej się przyznać, że był nieprzeniknionym człowiekiem. Tak, człowiekiem! W dodatku. Zazwyczaj najmniej miała problemów z odczytaniem przedstawicieli swojej rasy i rasy ludzi. Zawsze jednak musi być jakiś wyjątek stanowiący regułę. Ugięła się pod ciężarem miecza, skutecznie odwracając od tego uwagę, dotknięciem końcówką broni lśniącej posadzki w świątyni. Miecz uniósł się tylko na moment, w którym mężczyzna przytrzymał jej dłoń, a wraz z nią ciężar oręża. Na moment, w którym on spuścił wzrok na ostrze, ona uniosła go wyżej, patrząc z dołu na jego twarz.
- Jak zawsze tylko zmuszam Cię do zapoznania mnie z tutejszymi obyczajami. Sam przyznasz, Edan, że z własnej inicjatywy niewiele mi o nich mówisz.
Po tych słowach poczuła większy nacisk na nadgarstek. Zacisnęła dłoń na rękojeści miecza utrzymując go w ręce przez chwilę, dopóki jego końcówka znów nie stuknęła głucho o ziemię.
- Jeśli chodzi o kłopoty, które rzekomo mogą mnie spotkać. Kiedy przyjdzie taki moment, że mnie znajdą, będę na nie przygotowana. Nic nie zaprawia w umknięcie kłopotom bardziej niż szukanie ich na własne życzenie.
Tutaj oparła się bokiem o rękojeść miecza. Mogła sobie na to pozwolić, jako, że ta broń zdecydowanie nie była dostosowana do jej gabarytów i jedyne do czego mogła jej służyć to właśnie do tego rodzaju podpórki. Patrzyła na niego przez chwilę w milczeniu, jakby zapominając o jego ostatnim pytaniu. W momencie, w którym wydawałoby się, że już dawno przespała odpowiedź – udzieliła jej:
- Tydzień… - zawiesiła głos przy stwierdzającej fakt wypowiedzi i dopełniła ją jeszcze - … miesiąc, może nieco krócej. Co za różnica, mellonamin? Umiliłbyś mi czas, gdybyś wcześniej wiedział, ze tu jestem?

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Pon 8 Kwi - 20:30

W milczeniu obserwował poczynania elfki. Długa klinga wykuta przez najlepszych krasnoludzkich kowali zdecydowanie nie była dopasowana do postury łuczniczki. W oczach Reinmara, Lore'lhin musiała wyglądać niczym dziecko bawiące się nożem ojca.
Wykrzywił twarz w uśmiechu. Nie był to może najpiękniejszy z loredeńskich uśmiechów, jednak bez wątpienia był szczery. Przez ułamek sekundy, Reinmar wydał się młodszy i mniej strapiony. Zaraz potem jednak, twarz jego pokrył zwykły ponury mars.
- Przyznaję - odparł ze zwykła sobie elokwencją. A raczej jej brakiem.
- Świątynia Neque jest nie tylko świątynią, ale i lecznicą - powiedział w końcu. - Jej ściany nie raz i nie dwa były gospodarzem rannych, ciężko uzbrojonych wojowników. Tutejsi kapłani wiedzą, że noszenie ze sobą oręża nie jest ujmą dla bogów.
Spojrzał w jasne oczy dziewczyny.
- Zdaję się, że dużo wiesz o kłopotach, jasnowłosa - rzekł.
Na ostanie słowa elfki, odpowiedział:
- Proponowałem Ci już gościnę, więc sądzę, iż możemy założyć, że nie odmówiłbym sobie kolejnego spotkania Twej niebanalnej osoby.
Nie odrywał od niej wzroku.
- Cokolwiek byś nie sądziła, Edhel, spotkania z tobą nie są mi niemiłe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Pon 8 Kwi - 20:49

Zabawne, że jego własna córka z jego orężem nie wyglądałaby tak niefrasobliwie. Musiał spotkać przypadkową elfkę by pierwszy raz spojrzeć w ten sposób na kobietę z bronią – jak na dziecko. No cóż, nie ma wątpliwości, ze los bywa czasem ironiczny. Kiedy mężczyzna się uśmiechnął, zaprzestała bujać się na mieczu na boki – niby w zabawie, choć w rzeczywistości próbowała złapać jego środek ciężkości. Nawet udało jej się przypadkiem wyszukać balans, przypatrując się temu grymasowi na jego ustach.
- Powinieneś częściej się uśmiechać – stwierdziła dopiero w momencie, w którym jego twarz z powrotem spochmurniała. Wcześniej nie chciała niepotrzebnie sama stwarzać mu sposobności do zmiany mimiki, jeśli miałby się z tym czuć niekomfortowo, ale skoro i tak już to zrobił…
- Czy Bogowie też to wiedzą? – podpytała krzyżując z nim spojrzenie i uśmiechnęła się nieco złośliwie, wystawiając w jego kierunku jego broń. Najwyraźniej pilnowanie się, by nie zacząć wyglądać niezdarnie z nazbyt ciężkim arsenałem w jej rękach już ją znudziło.
- Pamiętam. Proponowałeś wieczerzę. Miałam nadzieję, że nie będę musiała Ci o tym przypominać.
Pierwszy raz to ona spuściła z niego spojrzenie jeszcze przed nim. Można było to uznać za zwykły przypadek, jako, że do szczególnie płochliwych osób nie należała.
- Wiesz, Edan… nie są niemiłe to takie mało konkretne, feralne sformułowanie. Nasze spotkania są Ci obojętne, są dla Ciebie przyjemnością, zaszczytem, interesem, zapełnieniem czasu?
Mogła wymieniać dalej, ale miecz wymsknął jej się z dłoni. Za długo trzymała go w jednej ręce, wystawiony w jego kierunku. Znów wyjdzie na to, że przeprowadza zamach na jego życie… tylko jakim cudem, skoro to tylko to przeklęte ostrze wysunęło jej się z pod palców?

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Wto 9 Kwi - 8:24

Przemilczał wzmiankę o uśmiechaniu się. Ach, trudny był z niego człowiek.
- Nie mam pojęcia o tym, co wiedzą lub czego nie wiedzą bogowie - powiedział. Władca zdawał się nie należeć do szczególnie bogobojnych. Tym bardziej jednak dziwiła jego obecność w świątyni.
W milczeniu obserwował jak elfka podnosi ciężki miecz. Skierowana w jego kierunku klinga bynajmniej nie budziła w nim obawy.
Drugi raz spotykał jasnowłosą i drugi raz pozwalał jej na celowanie w siebie bronią. Tym razem, jego własnym mieczem.
- Nie zapominam swych propozycji - powiedział. - I zapraszam po raz wtóry na wieczerzę.
Potok słów elfki urwał się, gdy miecz z hukiem upadł na zimną posadzkę świątyni, lądując przy nogach Reinmara. Władca w milczeniu pokręcił głową. Schylił się i podniósł miecz. W jego ręku zdawał się być lekki niczym piórko. Oparł sztych o podłoże, luźno opierając dłoń na rękojeści.
- Zdaje się, że już mówiłem, że zadajesz za dużo pytań, Edhel - powiedział po dłuższej chwili. - Nasze spotkania nie są mi obojętne - dodał w typowy dla siebie sposób.
Przeniósł wzrok na miecz. Jego usta wykrzywiły się w uśmiechopodobnym grymasie.
- Lecz jak widzę, Ty wciąż dybiesz na moje życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Wto 9 Kwi - 13:26

- Jak to nie masz pojęcia? Bogowie, w jakich wierzycie nie dali wam wskazówek jak macie żyć w zgodzie z ich naukami, czy nie jesteś silnej wiary człowiekiem? – kolejne pytanie, kolejny raz, wydawałoby się, mało znaczące, i jak przy każdym innym tego rodzaju pytaniu, wpatrywała się w niego z uwagą, jakby od jego odpowiedzi zależeć miały losy całego Elionu.
Potem już nic nie zdążyła powiedzieć, jako, że na chwilę rozmowę przerwał łoskot miecza, uderzającego o posadzkę. Kiedy mężczyzna schylał się po miecz, a potem wyprostował, utrzymując go pewnie w ręce, obserwowała go dziwiąc się, że człowiek jest w stanie unieść takich ciężarów broń w ręce. Zresztą, unieść, to nawet jej się udało, ale jak można było nim swobodnie ciąć w powietrzu? Wpatrywała się w ostrze przez dłuższy moment, na tą chwilę można było ulec wrażeniu, że zignorowała zaproszenie. Jednak, kiedy Reinmar, oparł się wygodniej na rękojeści miecza, ponowiła temat.
- Zdaje się, że wcale nie twierdziłam, że przestanę – uśmiechnęła się parafrazując jego słowa, a zaraz potem dodała jeszcze – ale może uda Ci się mi to wyperswadować przy obiedzie.
Po tych słowach minęła go, płynnym ruchem okrążając jego osobę. Zaśmiała się melodyjnie słysząc jego zarzut.
- Tylko sprawdzam Twoją czujność, Edan.
Obracając się wokół niego, przejechała dłonią od jego torsu, przez plecy i znalazła się z powrotem przed nim. Po tej zmianie pozycji, nie tylko jedna dłoń spoczywała na jego torsie, ale też druga z ostrzem sztyletu wymierzonym w jego pierś.
- Widzisz? Już byś nie żył.
Patrzyła na niego z dołu, uśmiechając się ciut ironicznie.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Wto 9 Kwi - 19:56

- Wskazówek jest bez liku, lecz ja nadal nie mam pojęcia co myślą i co wiedzą - odpowiedział dość obojętnym tonem.
Nie poruszył się, gdy elfka go okrążyła, jak to chyba miała w zwyczaju. Nie zareagował również na jej dotyk. Jego prawa dłoń wciąż opierała się na rękojeści miecza.
- Jak widzę, bardzo dbasz o moją czujność - odparł chrapliwym głosem, niewzruszonym wzrokiem przyglądając się stali sztyletu.
Jego lewa dłoń powędrowała do piersi i rozchyliła okrywający ją gruby kaftan. Stalowa kolczuga błysnęła zimno, odbijając świetlne refleksy, wpadające do świątyni oknami.
- Myślisz, że masz dość siły, by przebić ją z odległości kilku cali, Edhel? - zapytał, zakrywając kolczugę kaftanem.
Zbliżył się do dziewczyny tak, że koniec sztyletu dotknął jego piersi.
- Zamierzasz uczyć mnie ostrożności?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Wto 9 Kwi - 20:09

Trudno powiedzieć czy właśnie tego się spodziewała. Jeśli wydawała się zdziwiona zbroją pod jego ubraniem, wcale nie dała tego po sobie poznać. Zresztą, trudno o to, żeby tego nie przewidywała skoro właściwie miała okazję wyczuć ją pod palcami. Z jej spostrzegawczością musiałoby być naprawdę źle, żeby nie była w stanie tego zauważyć. Niemniej jednak, nie wyraziła swoją mimiką ani zawodu, ani niezadowolenia. Patrzyła na niego tak samo beztrosko jak wcześniej. Tylko ironiczny uśmiech zdawał się nieco zelżeć.
- Myślę, że cały czas mnie nie doceniasz – stwierdziła śmiało - I wydaje mi się, że to lekkie oszustwo.
Dorzucając te słowa wskazała podbródkiem na jego pierś, na wysokości jej oczu. Uroczo. Jeśli poczucie mniejszości miałoby się liczyć na wzrost, w tym momencie mogłaby się poczuć przytłoczona jego obecnością.
- Zakładać zbroję, ukrywając ją pod materiałem odzienia. Wydaje się to nieuczciwie wobec koneserek męskiego ciała, które mogłyby się spodziewać dobrze rozbudowanych mięśni zamiast żelastwa.
A kiedy zbliżył się do niej nadziewając się na ostrze jej sztyletu, spojrzała mu wprost w tęczówki oczu, a przez moment mogłoby się wydawać, ze jej oczy błysnęły, inaczej niż typową dla niej iskierką rozbawienia.
- Zależy czy to była groźba czy słowa uznania.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴


Ostatnio zmieniony przez Lorë'Lhin dnia Wto 9 Kwi - 20:20, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Wto 9 Kwi - 20:19

Nie skomentował jej słów. No cóż, władca ludzi bynajmniej nie należał do szczególnie gadatliwych. Jedynie na wzmiankę o oszustwie, wykrzywił lekko twarz w parodii uśmiechu.
Koneserek męskiego ciała. Parsknął w duchu. Dobre sobie.
- To, tak zwane, żelastwo jest codziennością w tych stronach, jasnowłosa - powiedział, dając dowód, że mówić jednak potrafi.
Nie opuścił wzroku. Z twarzy i oczu elfki trudno było cokolwiek wyczytać.
- Decyzję pozostawiam tobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Wto 9 Kwi - 20:28


- Nie mógłbyś… - stwierdziła tylko i cofnęła się kilka kroków w tył. Nie ze strachu. Jeszcze nigdy nie okazała w jego obecności tego rodzaju emocji. Jeśli więc takowe mogła odczuwać, nie byłby nawet w stanie tego stwierdzić. Wyprostowała się chociaż trochę zmniejszając różnicę wzrostów i uśmiechnęła się do niego kącikowo.
- Chyba, że chciałeś mi grozić, ale albo jestem zbyt naiwna by w to uwierzyć, albo zbyt wielką wiarę pokładam w Tobie. Jednak w obu przypadkach nie miałbyś powodów grozić mi dalej.
Czy czuła się pewna siebie? A kiedy się nie czuła? Patrzyła na niego bez cienia obawy przed jego osobą, próbując jednocześnie poznać jego motywacje. Musiała przyznać, ze jedyną opinię jaką o nim budowała, budowała wyłącznie na podstawie jego słów, zachowanie wydawało się nie do odczytania.
- Więc mieszkańcy tych ziem nie darzą się ani odrobiną zaufania?

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Reinmar von Bielau
avatar
Człowiek
Profesja : Wojownik
Liczba postów : 63

Doświadczenie : 54

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Sro 10 Kwi - 19:17

- I znowu decyzję pozostawiam tobie, Edhel - powiedział chrapliwym głosem, przypatrując się elfce.
Jego lewa ręka powędrowała do góry. Koniuszkami palców dotknął ostrza sztyletu.
- Zbyt pochopnie wyciągasz wnioski, jasnowłosa - rzekł. Przesunął lewicę z klingi noża na dłoń Lore'lhin. Dłoń elfki była znacznie delikatniejsza i drobniejsza od jego.
Naparł mocniej piersią na ostrze. Kaftan ugiął się pod naporem broni, lecz kolczuga skutecznie chroniła królewską pierś.
Reinmar spojrzał na elfi sztylet. Potem znów na jego właścicielkę.
- Ciekawi mnie, jak ukrywałaś się przed wszystkimi ludźmi przewijającymi się przez świątynię, Edhel.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lorë'Lhin
avatar
Elf
Profesja : Łowca
Liczba postów : 74

Doświadczenie : 67

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Sro 10 Kwi - 22:21

- Zbyt dużo wiary pokładasz w moją domyślność – rzuciła najwyraźniej, dając mu sygnał, że zbywanie jej pytań stało się dla niego chyba zbyt dużą przyjemnością skoro robił to tak nagminnie. Tym bardziej, że robił to coraz śmielej, tak samo, jak i – może on tego nie zauważył, ale ona tak – jego postawa wobec niej była bardziej otwarta. Ostatnim razem wydawał się bardziej zdystansowany, wyłączony. Teraz wpatrywał się na nią z uwagą, przypominając jej, że na to, z jego strony, nie była przygotowana. Mimo wszystko na taką wyglądała. Czując jego dłoń na swojej, powędrowała spojrzeniem na rękojeść sztyletu. Jej palców zamkniętych w jego uścisku nie dało się dojrzeć spod jego dużych, męskich dłoni, Czuła ciężar jednej z tych dłoni na swojej skórze, będąc stuprocentowo pewną, że gdyby chciał, w łatwy sposób mógłby jej teraz zmiażdżyć kości, albo przynajmniej połamać paliczki.
- Pomóż mi – rzuciła w końcu, krzyżując z nim z powrotem spojrzenie – wyprowadź mnie z błędu za każdym razem kiedy będę się mylić. Poprawiaj mnie, kiedy będę wyciągać pochopne wnioski.
Ta prośba, mimo całej swojej formy, miała tylko jeden przekaz: „Odpowiadaj, kiedy pytam”. Ale teraz o dziwo on pytał, więc zamierzała mu odpowiedzieć.
- To proste… - zrobiła pauzę luźnym ruchem wyswobadzając dłoń z pod jego palców.
- Nie przykładałam im sztyletu do piersi.
Po tej wymijającej odpowiedzi uśmiechnęła się do niego lekko, jakby ta odpowiedź była najbardziej oczywistą i najprawdziwszą odpowiedzią ze wszystkich innych możliwych. Zaraz potem zmieniła temat, nie ruszając się z miejsca. Patrzyła na niego z dołu, w jakiś sposób czując, że tym razem powinna stać gdzie stoi. Nawet jeśli zadzieranie głowy do góry zaczynało ją trochę męczyć.
- Zabiorę Cię kiedyś na polowanie. Bez żadnych kolczug, hełmów i innych oszustw. Tylko ty, natura i równa walka między Tobą, a Twoją ofiarą. Coś pięknego, Edan.
Mówiąc to bawiła się sztyletem, przejeżdżając ostrzem po jego kaftanie, rysując sobie na nim kółka, skoro już Reinmar udowodnił jej jak małe szkody mogła wyrządzić swoją niewielką bronią. Podążała za swoimi ruchami wzrokiem, powracając na niego spojrzeniem dopiero w ostatnich słowach:
- Możesz to uznać za obietnicę kolejnego spotkania.

∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴

Windą do piekła zjechać na sam dół, schodami do nieba się wspiąć.
∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴∴
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lancelot Vance
avatar
Człowiek
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 24

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Sob 20 Kwi - 12:11

Ścieżka zasypana była świeżym śniegiem, a kroczący nią człowiek, który na tle jasnego puchu wydawał się być zaledwie cieniem, znaczył swą drogę kolejnymi śladami. Chłodne klimaty Lorelden nie zachęcały do podejmowania wycieczek. Gdyby nie swego rodzaju przymus wędrowiec nigdy nie szedłby tą ścieżką dobrowolnie. Był piratem, a ci raczej nie zwykli być częstymi gośćmi w świątyniach.
Nasuwając szczelniej kaptur na głowę, Lancelot zmrużył oczy, czując jak chłodny wiatr smaga go po twarzy. Już błogosławił Neque za morskie klimaty, którymi mógł cieszyć się na co dzień. A skoro o Neque mowa, to Lance nie przypuszczałby jak wielką radość odczuje, stając (wreszcie) przed jej świątynią. Ciepłe mury świątyni zwiastowały koniec jego wędrówki. Przynajmniej na razie.
- Gdzie znajdę kapłankę Lilanę Bonett? - zachrypiał, zwracając się do pierwszej osoby, którą napotkał na swej drodze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liliana Bonett
avatar
Człowiek
Profesja : Mag
Liczba postów : 79

Doświadczenie : 34

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Sob 20 Kwi - 12:18

Osobą, którą Lancelot napotkał na swej drodze, była Liliana Bonett. Kapłanka, ubrana w skromny, jasny strój, typowy dla wszystkich pracownic świątyni, uniosła wzrok na nieznajomego. Trochę wydał jej się przerażający, ale z drugiej strony, skoro zaszedł do świątyni, musiał być przecież dobrym człowiekiem. Takim nigdy nie wolno było odmówić.
- Witaj, panie. Szczęście się do pana uśmiechnęło, to właśnie ja - odparła, dygając przed nim płytko. Drobny gest był wynikiem jej wysokiego urodzenia, nawet w świątyni nie potrafiła się go wyzbyć.
- Jak mogę panu pomóc?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lancelot Vance
avatar
Człowiek
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 24

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Sob 20 Kwi - 12:24

Cóż, Lancelot raczej nie sprawiał zbyt przyjaznego wrażenia, toteż nie zdziwiłabym się nawet gdyby Liliana się go wystraszyła.
Mężczyzna uniósł brwi i uśmiechnął się rozbawiony na ten gest. Nikt nigdy przed nim nie dygał. Na co dzień nie zadawał się z urodzonymi wyżej kobietami, chyba, że występowały w roli ofiary, którą zamierzał ograbić. A w takim wypadku akty szacunku zdają się być raczej niespotykane. Prędzej nóż, czy wałek, którym panna gotowa byłaby go zdzielić.
Niemniej on również skłonił się przed nią, dla zabawy, nie przyzwoitości.
- To ty napisałaś do mnie list - stwierdził, nie kłopocząc się grzecznymi zwrotami jak pani, panienka, czy temu podobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liliana Bonett
avatar
Człowiek
Profesja : Mag
Liczba postów : 79

Doświadczenie : 34

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Sob 20 Kwi - 13:08

- Ach... - przytaknęła, przypominając sobie, że niedawno pisała do niejakiego... - Pan Lancelot Vance, czy tak?
Spytała z czystej przyzwoitości, bo nie wysyłała w ostatnim czasie więcej listów. Uniosła nieco brodę, by przyjrzeć się mężczyźnie, ale szybko spuściła wzrok.
- List, tak, list... - wróciła do tematu, a potem ruchem ręki zaprosiła mężczyznę, by za nią poszedł.
Poprowadziła go przez główną salę świątyni, aż do korytarza prowadzącego do osobnych sal. Minęli w międzyczasie kilka innych kapłanek, którym Liliana skinęła głową, ale nie zaczynała rozmowy z żadną z nich. W końcu pchnęła jedne z drzwi i zaprosiła Lancelota do środka.
- Tu leży pański ojciec. Proszę mnie zawołać, gdyby czegoś pan potrzebował, będę w pobliżu - obwieściła mu, wskazała jeszcze na stojące w pokoju łóżko, po czym wycofała się.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lancelot Vance
avatar
Człowiek
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 24

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Sob 20 Kwi - 17:24

Skinął głową i znowu jego wargi wygięły się w uśmiechu. Choć drogą listową zwykle podpisywał się pełnym imieniem, to rzadko zdawało mu się je słyszeć. I to jeszcze w ustach młodej kobiety! Ile ona mogła mieć lat? Hm, była młoda, choć zdawało mu się, że skądś kojarzy jej nazwisko.
Podążał za nią rozglądając się jednocześnie po świątyni. O Neque, kto spędza tu dobrowolnie swe życie? Dnie pewnie wleką się jak cała wieczność. Zero rozrywek. Czym właściwie zajmują się te kapłanki w czasie wolnym? Obrzucają się śnieżkami?
- Mhm - mruknął, a gdy dziewczyna się oddaliła stanął w wejściu do sali, jednak... coś powstrzymało go przed dalszymi krokami. Wewnętrzna blokada, której mimo szczerych chęci nie udało mu się złamać. Cofnął się o krok i oparł o kamienną ścianę. Nie wiedział jak długo stał tak w bezruchu rozmyślając. To do niego takie niepodobne. Nigdy się nie bał, nie ociągał, nie wahał. O co więc teraz chodziło?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liliana Bonett
avatar
Człowiek
Profesja : Mag
Liczba postów : 79

Doświadczenie : 34

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Sob 20 Kwi - 20:27

Liliana, tak jak obiecała, nie odeszła daleko, więc szybko zauważyła, że mężczyzna wcale nie wszedł do sali. Przypatrywała mu się chwilę, a potem zdecydowała sie podejść. Wyglądał co prawda na takiego, który mógłby się za to wściec i na nią nawrzeszczeć, ale to był właściwie jej obowiązek.
- Panie Vance? Czy... Czy nie chce pan porozmawiać z ojcem? - spytała niepewnie, przygotowując się już mentalnie na jego wybuch i zniesienie go godnie. Wszak dość często się zdarzało, że pacjenci przeklinali kapłanki w amoku, szale i chorobie.
- Mogę go najpierw uprzedzić, że pan przyszedł.
Ugryzła się w język po tych słowach. Bez sensu. To wprawiłoby w większe zakłopotanie wahającego się mężczyznę, a chorego wprawiło w stan oczekiwania. I gdyby Lancelot zrezygnował, jego ojciec czułby tylko jeszcze większy żal.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lancelot Vance
avatar
Człowiek
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 24

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Nie 21 Kwi - 19:52

Oparty o chłodną świątynną ścianę, Lancelot trwał tak w bezruchu, trochę jakby oderwany od świata. Dopiero głos młodej kapłanki wyrwał go z letargu. Spojrzał na nią z wyrzutem, nie kryjąc złości. To nie była jej sprawa. Po co się wtrącała? Z drugiej strony czemu miałby jej nie powiedzieć? Jeśli jego ojciec miał umrzeć i tak nie spotka już więcej tej - jak jej tam? - Liliany, a zresztą nawet jeśli miałaby rozpowiedzieć cokolwiek swoim kapłańskim koleżanką, jemu i tak nie mogła zaszkodzić. Cóż mogło go obchodzić, co sądzą o nim kapłanki, albo i całe Lorelden?
- Mówże mi po imieniu, kapłanko - mruknął, czując się wyjątkowo nieswojo, gdy tak wciąż nazywała go panem. - Jestem Lance - wyciągnął ku niej dłoń, by ścisnąć ją w dość męskim geście. No niestety, rączek całować to on nie zwykł.
- Chciałabyś mi pomóc, kapłanko? - zwrócił się do niej ściszonym głosem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Liliana Bonett
avatar
Człowiek
Profesja : Mag
Liczba postów : 79

Doświadczenie : 34

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Nie 21 Kwi - 19:59

Dziewczyna pod tym spojrzeniem nieco skuliła się w sobie.
- Och... Dobrze... - powiedziała cicho, choć ona z kolei nieswojo się czuła, mówiąc do obcego człowieka po imieniu. Mężczyzna ścisnął mocno jej dłoń, zupełnie niespodziewanie. Gdy tylko ją puścił, splotła palce i popatrzyła na niego sarnimi oczami.
- No... No tak, panie... Lance. Po to tu jestem, by służyć pomocą - odparła w końcu, rozglądając się na lewo i prawo, w poszukiwaniu jakichś innych kapłanek. Jak na złość, żadnej w pobliżu teraz nie było. Skupiła uwagę na Lancelocie i czekała na jego dalsze słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lancelot Vance
avatar
Człowiek
Profesja : Ogólna
Liczba postów : 19

Doświadczenie : 24

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   Nie 21 Kwi - 20:07

Wydawała się być taka niewinna i bezbronna, gdy tak spoglądała na niego tymi niebieskimi oczętami. Kompletnie nieznany mu widok. Nawet rabując rzadko koncentrował się na ofiarach. Zresztą nawet w czasie abordażu zadawał się raczej z mężczyznami. Kobiety rzadko spotykano na statkach. Tak więc w ogóle nie był przygotowany na to jej sarnie spojrzenie. Wzbudzało w nim bardzo, bardzo dziwne uczucia. Poczucie winy. O Neque, że też nikt nie wpadł na to, by wykorzystać tak niewinną niewiastę jako broń. Byłaby bardzo potężna. Ale to tak w ramach dygresji z mojej strony, Lance zapewne długo jeszcze nie dojdzie do podobnych wniosków. No bo czemu niby takie chucherko miałoby przezwyciężyć mężczyznę jednym spojrzeniem.
- Wepchnij mnie do środka - powiedział, a brzmiał bardzo poważnie. - Albo nie! - chwycił ją za ramiona, by powstrzymać ją, przed ewentualnym działaniem. - Macie tu jakieś ee... miejsce by porozmawiać? Coś co nadawałoby się bardziej od korytarza obok sali mojego ojca?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content

PisanieTemat: Re: Świątynia Neque   

Powrót do góry Go down
 

Świątynia Neque

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

 Similar topics

-
» Świątynia centralna
» Świątynia Szatana [Podziemia]
» Egipt - tajemnicza świątynia pewnego mutanta.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Elion  :: Lorelden :: Miasto Yarberg-